niedziela, 30 czerwca 2013

ROZDZIAŁ 12 - "Ale dlaczego ja się zgodziłam na ślub? Przecież go nie kocham..."

*oczami Juliet*

Dzień naszego ślubu. Mam 23 lata i mój przyszły mąż jest dla mnie bardzo troskliwy i kochający. Jest tylko jeden problem... Nie wiem czy ja czuję to samo do niego. 
To co zdarzyło się przed laty ciągle jest w mojej głowie.


"- Jak się znalazłeś u mnie na balkonie? - zapytałam.
- Kochanie, nie rozmawiajmy o tym teraz. Później Ci wszystko opowiem. - odpowiedział.

Zauważyłam, że ktoś nas śledził. Dojechaliśmy na miejsce, a auto, które jechało za nami zatrzymało się na wprost wozu Justina. Nie wyłączając reflektorów, wysiadł z auta, a tą drugą osobą, która była to mój... OJCIEC. Przestraszyłam się i lekko uchyliłam drzwi.
Podeszli na wprost siebie i groźnie spojrzeli. Właśnie wtedy mój tato zadał mu cios w twarz.

- Tato! - krzyknęłam. - Zostaw go!
- Nie!

Zadawał mu kolejne ciosy. Justin nie był w stanie się bronić. Był cały w krwi, aż nie miał siły i uklęknął.
Nie byłam w stanie nic zrobić, bo mój tato złapał mnie i zaciągnął do auta i odjechaliśmy."

Gdy spojrzę na swojego ojca nie jestem w stanie mu wybaczyć tego co zrobił z nim i ze mną.
Tamtej nocy zaciągnął mnie do auta i szybko odjechaliśmy do domu. Zaczął na mnie krzyczeć, bić, wyzywać od najgorszych dziwek po niekochające dziecko, które nigdy nie zobaczy swojego ukochanego na oczy. Zamknął mnie w moim pokoju, zamykając mi wszystkie okna i drzwi, tak abym się nie wymknęła nawet na chwilę. 
Przez kilka miesięcy byłam tak zamknięta. Z dala od ludzi. Ojciec przynosił mi jedzenie i świeżą wodę do picia. Sam wmawiał naszej służącej, że wyjechałam na kilka miesięcy się uczyć, bo dostałam stypendium. Zwyczajnie kłamał. Taki właśnie był i dalej jest...
Nigdy nie zapomniałam o nim... Nie miałam z nim kontaktu. On ze mną też. Nie wiedziałam co się z nim dzieje. Zero telewizji, dostępu to internetu a o telefonie to nawet nie wspomnę. 
Z tego co się dowiedziałam od pani Mary mój telefon nigdy nie przestawała dzwonić, ale gdy mój ojciec go rozwalił już tak nie było.
Minęło 6 miesięcy i w końcu mogłam wyjść z pokoju na wolność, ale nie bez powodu. Okazało się, że właśnie mój przyszły mąż tam był.

"- Patrick? Co Ty tu robisz? - zapytałam ze zdziwieniem.
- Przyszedłem Cię odwiedzić i porozmawiać. Słyszałem, że wyjechałaś i dopiero wróciłaś."

Czy to nie dziwne? Mój własny ojciec chciał abym się z nim związała, a łączyło nas tylko to...

"- Witajcie. Wchodźcie. - powiedział i przywitał się z Panią Mary i Patrickiem, którego poznałam jakiś czas temu.
- Cześć. - przywitał się ze mną. - Mam coś dla Ciebie.
- Hej... 
- To od Justina, ale lepiej nie przy Twoim tacie. 
- Od Justina!? - wytrzeszczyłam oczy.
- Yhy... Ale cicho. Zaraz wyjdą to Ci dam.
- O kurwa... - powiedziałam przez zęby.
- Hah... Będzie dobrze.

Spojrzałam ta tatę, który kierował się w stronę ogrodu.

- Trzymaj. - powiedział Patrick, podając mi kartkę.
- Dzięki. - powiedziałam i pocałowałam go w policzek.
- Nie ma za co...
- Poczekaj, zobaczę co to jest. Może jeszcze mu coś przekażesz ode mnie.

Otworzyłam kartkę, na której było napisane :

"Spotkajmy się dziś na stacji o 7."

- Ja nie będę mogła... - powiedziałam przez łzy.
- Nie płacz. Spotkacie się. Nie chcę się wtrącać i w ogóle, ale mu przekaże. Teraz muszę iść. Na razie.
- Dzięki. Pa."

Wszystko przez głupi papierek się zmieniło.
Żadnej wiadomości. 
Kochałam, kocham i będę kochać, bo ja z nim dalej jestem, ale przez mojego ojca wszystko legło w gruzach.
Kiedyś było inaczej...

Gdy pierwszy raz zobaczyłam go w garniturze

"- Ej, rozluźnij się... - powiedział przytulając mnie w pasie.
- Justin... Świetnie wyglądasz w tym garniturze. - powiedziałam całując go w policzek.
- Jednak Ty jesteś piękniejsza. - odpowiedział, a ja poczułam jak robię się czerwona."

Gdy pierwszy raz poczułam się przy nim niezręcznie

"- Mogę Cię o coś prosić?
- Jasne.
- Mógłbyś założyć koszulkę?
- Aa, tak. Już zakładam. - odpowiedziała zmieszany i wyciągnął koszulkę z szafy.
- Posłuchaj... Masz chłopaka? - zapytał.
- Yyy... Co? Nie, nie mam... Dlaczego pytasz? - zapytałam trochę speszona.
- Chcę mieć pewność, że mogę na Ciebie liczyć, bo wiesz... Ja też nie mam dziewczyny, ale kocham taką jedną i nie wiem czy powinienem jej o tym powiedzieć. - odpowiedział dalej trzymając mnie za rękę.
- Przecież sam powiedziałeś, aby nie bać się okazywać sobie uczyć. Myślę, że powinieneś jej o tym powiedzieć... Zresztą ja powinnam zrobić to samo. - odpowiedziałam spuszczając głowę.
- Posłuchaj... - powiedzieliśmy równocześnie.
- Ty pierwsza...
- Nie, Ty pierwszy...
- Nie....
- Justin/Juliet... - znów powiedzieliśmy równocześnie.
- Powinnam już iść. - powiedziałam, pocałowałam go w policzek i wyszłam z domu."

Gdy pierwszy raz się pocałowaliśmy i wyznaliśmy sobie miłość

"- Chyba powinienem Ci coś powiedzieć... - zacząłem.
- Ja również Justin. 

Delikatnie zaczął miziać kciukiem po moim policzku. Jeszcze bardziej przybliżył się do mnie. Lekko przymknęłam powieki i poczułem jego usta. Delikatnie je muskał, tak jakby się bał. Odwzajemniłam pocałunek.

- Już wiesz co do Ciebie czuję? Wiem, to głupie,  ale... Ty masz w sobie coś takiego co mnie strasznie pociąga w Tobie... Twój charakter, Twoje ciało, Twój uśmiech, to jak się poruszasz doprowadza mnie do szału... Ja Cię kocham! Jeśli Ci to przeszkadza, to zrozumiem... - wybełkotał ze łzami w oczach.
- Justin, proszę nie płacz... - odpowiedziałam.
 - Dasz mi szansę, na to, abym został Twoim chłopakiem? - zapytał.
- Justin...
- Tak? Boję się przed tym, że mnie odrzucisz. - odpowiedział.
- Nie martw się.  Co będzie z nami? Przecież wyprowadzam się, więc to nie ma sensu.  - odpowiedziałam.
- Wszystko ma sens. 
- Kocham Cię Justin. - odpowiedziałam i wpoiłam się w jego usta. - Nawet nie wiesz jak bardzo Cię kocham Justin. Nie możesz sobie tego wyobrazić. Jesteś kochany. KOCHAM CIĘ!
- Zawsze razem... - odpowiedział całują mnie."

Gdy to zrobiliśmy...

"Pochylił się nade mną łapiąc za rękę i opierając się drugą. Wzięliśmy głębokie oddechy i po krótki czasie wszedłem we mnie ruszając powoli biodrami.

- Ałłłłłłłłłłłłłła... - krzyknęłam.
- Przepraszam, będę delikatny. - powiedział mi do ucha.

Łzy spływały mi po policzkach, ale po chwili uśmiech pojawił się na twarzy.
Zaczął szybciej ruszać biodrami a ja podniosła swoje bardziej do góry, co oznaczało, że za jakiś czas dojdzie tak samo jak ja.
Jeszcze bardziej, szybciej i o wiele stanowczo ruszał biodrami. Co jakiś czas pojękiwałam i krzyczałam."


Teraz jest inaczej. 
Stoje przed wielkim lustrem w sypialni otoczona krawcowymi. Poprawiają moją ślubną skunie. Białą suknie z koronkowymi dodatkami i diamentami. Włosy miałam pokręcone, chciałam tak, bo on - Justin - tak lubi, ale niestety nie ma jego tutaj ze mną.
Ale dlaczego ja się zgodziłam na ślub? Dlaczego przyjęłam oświadczyny? Może ze względu na to, że jestem pod presją mojego ojca? Przepraszam, byłam do tej pory, aż Patrick mi się oświadczył. Przecież go nie kocham... 
Moja twarz jest blada, a sama w sobie jestem smutna, bo wiem, że już niczego nie naprawię i będę żyła z osobą, którą nie kocham. 
Ciekawe co on teraz robi, pomyślałam myśląc o Justinie, a w oku zakręciła mi się łza. Zakryłam swoją twarz welonem, aby nikt nie widział.

- Juliet? Wszystko w porządku? - zapytała pani Mary.
- Tak, tak. - odchrząknęłam. - Po prostu patrzę czy mi pasuje.
- Oczywiście, że pasuję moja córeczko. 

Boże, co za teściowa. Nienawidziłam jej od momentu gdy oświadczył mi się jej syn. Ona była okropna. Pattie była jedynie dla mnie jak matka...
Mary, wiedziała, że łączyło mnie coś z Justinem, ale nie wiedziała nic o moim ojcu i o tym, że zamknął mnie w pokoju na kilka miesięcy. 
Nikt o tym nie wiedział i nie wie, tylko ja.

- Już czas! - powiedziała jedna z krawcowych.

Popatrzyłam prosto w lustro. Welon zasłaniał moją twarz, a jej wyraz był oschły. Nie chciałam tego. 
Popatrzyła na mnie moja teściowa i szeroko się uśmiechnęła.

- O 17 musimy być na miejscu. - oznajmiła.
- W sam raz. - odpowiedziałam i wskazałam na zegarek wskazujący 16:10.
- Musimy już iść. 

Wyszłyśmy z sypialni a druhny pomogły mi z sukienką. 
Wsiadłam na białej limuzyny, aby nią udać się do katedry, gdzie czekał już na mnie Patrick.
Obok mnie usiadły druhny i jego matka.
Całą drogę byłam zamyślona, myślałam tylko o tym aby tam nie być. By być z  nim, z moim ukochanym i uciec jak kiedyś...

- Juliet, boisz się? - zapytała Mary.
- Trochę. - odpowiedziałam z grymasem na twarzy.
- Będzie dobrze. - odpowiedziała.

Ten jej głos... Jak go słyszę... Do szału mnie doprowadza.
Gdy podjechaliśmy pod katedrę goście już czekali, a ja wzięłam głęboki oddech i drzwi się otworzyły. Mój ojciec pomógł mi wysiąść z limuzyny. Po chwili kierowaliśmy się w stronę wielkich drewnianych drzwi...


*oczami Justina*

"Usłyszałem dzwonek do drzwi, od razu do nich pobiegłem, bo myślałem, że to Juliet. Myliłem się, to Patrick. Mój sąsiad. 
Tyle na nią czekam i się nie doczekam... Zresztą minęło kilka lat, powinienem zacząć rozsądnie myśleć.
Otworzyłem mu drzwi i się przywitałem. Powiedział, że nie ma za bardzo czasu i przepraszam, że tak dawno się nie odzywał, ale wiele się u niego wydarzyło i... podarował mi zaproszenie na ślub. Nie zwracając uwagi otworzyłem zaproszenie i spojrzałem tylko na datę i o której godzinie jest ślub.

- Patrick! Gratulacje! - krzyknąłem.
- Dzięki... - powiedział z uśmiechem na twarzy.
- Na pewno wpadnę. Nie wiem czy na długo, ale na ślub oczywiście. - odpowiedziałem. - Dzięki za zaproszenie.
- Ja muszę już iść. 
- Do zobaczenia! - odpowiedziałem i poklepałem po plecach.
- Żegnaj!

Zapisałem sobie kiedy i o której mam się wstawić w katedrze, a kopertę z zaproszeniem włożyłem pomiędzy stare papiery, które miałem wyrzucić."

Juliet musi już być bardzo seksowną kobietą. Ostatnio widziałem ją w wieku 18 lat. Dziś już ma 23 lata. 
Chciałbym dostać od niej jakiś znak, że żyję. Dzwoniłem, prosiłem aby wpuszczono mnie do domu, próbowałem się wkraść do jej domu. Wszystko poszło na marne. Teraz siedzę w salonie i myślę. Myślę dlaczego stało się to co stać się nie powinno...

"Wysiadłem z auta, bo ten koleś, który nas śledził wkurzył mnie. Chciałem zobaczyć kto to. To był ojciec Juliet. Byłem w szoku. Jednak stanowczo i pewnie podszedłem. Nie zauważyłem kiedy on uderzył mnie mocno w twarz. Zabolało mnie to nie ukryje. Broniłem się, ale on dalej mnie policzkował. Krew spływała mi z twarzy i nosa. Byłem bezsilny, aż upadłem na ziemie. Słyszałem jak Juliet krzyczała, ale nic to nie dało. Gdy przestał mnie bić, zauważyłem jak ciągnie moją dziewczynę do samochodu i odjeżdżają."

Ja ją kocham! Kochałem, kocham i będę do końca swojego życia.
W końcu tyle razem przeszliśmy...

Gdy ją śledziłem, a ona usiadła do mojego auta...

"Z szafy wyciągnąłem czarną bluzę i fullcap. Założyłem na siebie i udałem się na samochodu, by udać się tam gdzie wczoraj. 
Juliet stała, ale nic nie robiła. Zobaczyła, że podjeżdżam autem. Spoglądała przez chwilę. Nie poznała mnie i ruszyła w stronę mojego wozu. Otworzyła drzwi i usiadła na fotelu nie zwracając na mnie uwagi. Zamknęła drzwi. Widać było po niej, że się bała. Zapaliłem silnik samochodu i ruszyliśmy w drogę.

- Ej, ja nigdzie nie jadę! Słyszysz!? 

Nie odpowiadałem. Zamknąłem wszystkie drzwi, więc nie mogła się wydostać.

- Gdzie jedziemy? - pytała.

Nic  się nie odzywałem. Po 10 minutach byliśmy na miejscu. Zjechałem w boczną ulicę, gdzie jedzie się w stronę lasu. Stanąłem samochodem i zgasiłem silnik. Złapałem ją za rękę, ona zamknęła oczy.

- Dlaczego ciągle to robisz? - zapytałem.
- Justin!? Co Ty tu robisz!?
- Chyba co Ty tu robisz? Byłaś tam już trzeci raz w tym tygodniu. Powiedz mi dlaczego! 
- Śledzisz mnie? - zapytała ze wściekłością.
- Martwię się o Ciebie... 
- To nie znaczy, że musisz za mną łazić! - krzyknęła.
- Nie powiedziałaś mi tego, więc zająłem się tym i teraz wiem, że przez seks za kasę nic nie będzie, tylko jeszcze bardziej się nakręcisz! Musisz z tym skończyć, rozumiesz!?"

Gdy zobaczyła ciało swojej matki...

" Mamo, mamo! - zaczęła krzyczeć.
- Juliet! - krzyknąłem.
- Justin, jak coś się jej stało? - zapytała przerażona chwytając mojej ręki.
- Tu jest! - krzyknął pan Smith.

Szybko pobiegliśmy do łazienki tuż na przeciwko kuchni. Lilian leżała cała we krwi z nożem w ręce.

- Boże, nie! - krzyczała Juliet i rzuciła się na mamę przy okazji płacząc.
- Juliet, nie zostaw. - powtarzałem pochylając się nad nią i odciągając ją od ciała.

W tym samym czasie jej ojciec dzwonił do pogotowie, aby zabrać ciało.

- Zostawcie mnie! - krzyczała.
- Kochanie... Nic na to nie poradzisz. - powiedział jej tato.
- Juliet, posłuchaj nas. - dopowiedziałem.

Ona wstała i wtuliła się w moje ramiona płacząc. Wyprowadziłem ją z zakrwawionej łazienki i usiedliśmy na kanapie w salonie. Juliet ciągle płakała.

- Teraz masz tylko tatę, który na pewno bardzo mocno Cię kocha. - powiedziałem jej cicho na ucho.
- I mam też Ciebie, Justin... - odpowiedziała."

Gdy zaczęły się problemy z jej ojcem...

"- Juliet, stało się coś? - zapytałem łapiąc ją za rękę.
- Nic. Po prostu ostatnio zauważyłam, że z moim tatem jest coś nie tak... Nie mówiłam Ci, ale krzyczał na mnie wtedy jak wróciłam od Ciebie. - odpowiedziała.
- Krzyczał na Ciebie? - zapytałem ze zdziwieniem.
- Tak, krzyczał do cholery! - krzyknęła i wyszła na balkon.
- Nie denerwuj się. - powiedziałem łapiąc ją za ramię. - Co mogę dla Ciebie zrobić?
- Chcę polegać na Tobie kiedy będę tego potrzebować. Nie chcę Cię stracić. - odpowiedziała."

Gdy odczytaliśmy wyniki badań DNA...

"- Jesteś gotowy? - zapytała trzymając kopertę w ręku.
- Tak. - odpowiedziałem.

Siedzieliśmy w aucie. Chwyciliśmy się za ręce.
Juliet powoli otworzyła kopertę.
Zobaczyliśmy wyniki.

Podobieństwa nie stwierdzono.

- Widzisz to co ja? - zapytała.
- Nie jesteśmy rodzeństwem. - odpowiedziałem.
- Boże... Nawet nie wiesz jak się cieszę.
- Jak dobrze, że Cię mam."

Gdy jej ojciec nas przyłapał...

"Położyła się obok mnie i ściągnęła spodnie. Jej ręce błądziły po całym moim ciele, moje zresztą też. Błądziliśmy ustami i oddechami. W końcu miałem ochotę ściągnąć jej stanik, gdy ktoś otworzył drzwi od pokoju Juliet.

- Co to jest do cholery!? - krzyknął głos.

To był jej tato. Szybko wstaliśmy z łóżka i okryliśmy się ubraniami."


Stojąc przed lustrem, ubrany w garnitur byłem już gotowy aby wyruszyć w stronę katedry na ślub Patricka. 
Wziąłem głęboki oddech i ruszyłem do garażu zamykając za sobą drzwi od domu. Nie wiem dlaczego, ale stresowałem się gorzej niż kiedykolwiek. Jakby to była sprawa życia i śmierci. 
Odpaliłem silnik i wyruszyłem w drogę. 
Cały czas zastanawiałem się kim jest ta wybranka Patricka. Chłopak ma szczęście, nie to co ja.
Gdy już dojechałem na miejsce, zaparkowałem samochód i ruszyłem do katedry. Było już dość sporo osób, więc stwierdziłem, że wejdę do środka i usiądę w ławce zaraz przy wejściu. Chwilę po tym, słuchać już było jak Patrick wchodzi do katedry i udaje się bliżej ołtarza aby tam czekać na swoją ukochaną. Zobaczył mnie i lekko się uśmiechnął. 
Wychyliłem głowę aby zobaczyć czy panna młoda już przyjechała. Już jest! Wow. Szybko spojrzałem i zaraz znów się odwróciłem. "Przecież ja znam skądś tego mężczyznę" moja podświadomość mi podpowiada. Cholera! Przyjrzałem się jeszcze bardziej dziewczynie, która trzymała go za rękę. Kurwa. Tego się kompletnie się spodziewałem. Ona i jej ojciec szli po schodach ku wejściu do katedry. 
Gdy już weszli, spojrzałem na nią. Przecież to ona, moja ukochana. Patrzyłem na nią cały czas. Juliet również to zrobiła, otworzyła szeroko usta a jej oczy zrobiły się wielkie. Spoglądała na mnie cały czas, a po chwili jej ojciec odwrócił uwagę i szybciej poprowadził ją do ołtarza.

- Juliet... - wyszeptałem cicho, a w moich oczach pojawiły się łzy, które szybko otarłem.

Gdy już stanęła obok swojego przyszłego męża, zarzuciła welon do tyłu i spojrzała na mnie. Dalej była taka piękna. 
Gdy zaczęła się ceremonia, wytrzymałem w katedrze jakieś 15 minut i zaraz wybiegłem na zewnątrz. Nie mogłem tego znieść.


*oczami Juliet*

Justin! Justin tu jest. Moje serce natychmiast zaczęło bić szybciej i łzy pojawiły się w moich oczach. Czy to dzieje się serio? 
Gdy dotarłam do ołtarza, odsłoniłam swoją twarz i jeszcze na niego spojrzałam. Ciągle był taki sam. Wydoroślał, ale dalej był tym samym Justin'em, którego... kocham. 
Zaczęła się ceremonia. Po chwili usłyszałam głos zamykających się drzwi. Lekko spojrzałam do tyłu. Zauważyłam, że nie ma tam jego. Musiał wyjść. 

- Juliet, wszystko dobrze? - zapytał cicho Patrick.

Kiwnęłam tylko głową i puściłam jego rękę. 
Nie słuchałam nikogo. Byłam myślami teraz gdzie indziej.
Nadszedł czas aby złożyć przysięgi. Ruszyłam się z miejsca i powoli biegłam w stronę wyjścia.

- Juliet! - słyszałam jak woła Patrick.
- Nie mogę. Nie kocham Cię, zrozum. - krzyknęłam i wybiegłam trzaskając dużymi drewnianymi drzwiami.

Szybko zaczęłam się rozglądać do okoła. Zobaczyłam Justina w garniturze, który siedzi na schodach. Odwrócił się i szybko wstał. Natychmiast podbiegłam do niego i wtuliłam się w jego ramiona. Popłakałam się. 

- Kocham Cię... - wyszeptałam.
- Ja Ciebie też, Juliet. - odpowiedział i chwycił moją twarz w dłonie. - Nigdy mnie nie zostawiaj. 
- Nawet nie wiesz jak cholernie za Tobą tęskniłam. Tyle się wydarzyło od tamtego czasu...
- Nieważne. Opowiesz mi później. - odpowiedział i pocałował lekko w usta. - Teraz chodźmy, zabiorę Cię stąd.
- Jak najdalej...
- Chcę być z Tobą już na zawsze. Nigdy nie opuszczę Cię i Ty również tego nie rób. Moja Juliet.
- Mój Justin...

*
PRZEPRASZAM, PRZEPRASZAM, PRZEPRASZAM ZA MOJĄ NIEOBECNOŚĆ NA TYM BLOGU JAKI I NA http://lonelyladyrauhl3.blogspot.com/ POSTARAM SIĘ NADROBIĆ.

CZYTASZ = KOMENTUJESZ

CHCECIE KOLEJNY ROZDZIAŁ? ;>