niedziela, 30 grudnia 2012

ROZDZIAŁ 9 - "Ale ona mnie podniecała gdy mówiła takim ściszonym głosem... "

*oczami Justina*

- Haaalooo?

- Justin! Gdzie Ty jesteś? Spójrz która jest godzina! O tej porze bylibyśmy już w drodze. - krzyknęła Juliet do słuchawki telefonu.

- To już jest 9? Cholera, już jadę.
- Dobrze, że Cię obudziłam!
- Kurde, przepraszam! - odpowiedziałam równocześnie wstając i się ubierając.
- Ruszaj się, ja już czekam.
- Za 10 minut będę. - odpowiedziałem i się rozłączyłem.

Boże, co ze mnie za łajza. Zaspałem, a mieliśmy przecież jechać do tej kliniki. Ona mnie zabije jak zaraz tam nie przyjadę. Szybko się ubrałem i poszedłem jeszcze do łazienki aby przemyć twarz i umyć zęby.
Uwinąłem się dość szybko i po 10 minutach byłem u Juliet.

*oczami Juliet*

Co za ciołek. Dzwonie do niego. - pomyślałam.

- Haaalooo? - powiedział zaspany.
- Justin! Gdzie Ty jesteś? Spójrz która jest godzina! O tej porze bylibyśmy już w drodze. - krzyknęłam.
- To już jest 9? Cholera, już jadę.
- Dobrze, że Cię obudziłam!
- Kurde, przepraszam! - odpowiedział.
- Ruszaj się, ja już czekam.
- Za 10 minut będę. - odpowiedziała i się rozłączył.

Dobrze, że do niego zadzwoniłam. Bardzo dobrze.
Postanowiłam, że pójdę do kuchni i zrobię mu jakieś kanapki na drogę i weźmę sok pomarańczowy. Przecież on nawet śniadania nie zje.

- Gdzie się wybierasz? A właściwie spieszysz? - zapytał tato przyglądając mi się.
- Robie śniadanie dla Justina. Zaraz tu będzie... A i jeszcze jedno, później porozmawiamy. - odpowiedziałam.
- Ale... Chyba nie ma o czym... - powiedział niepewnie.
- No chyba jednak tak. - odpowiedziałam i wybiegłam z domu, bo pojawił się Justin.

*oczami Justina*

Już miałem wysiadać z samochodu gdy z domu wybiegła Juliet.
Szybko podbiegła. Ja otworzyłem drzwi a ona złapała mnie za koszulkę.

- Wysiadaj, nie będziesz jechał w takim stanie. Siadaj na miejscu pasażera.
- Hej, hej. Przecież Ty nie masz prawa jazdy. - powiedziałem.
- Jak nie wiesz to się nie odzywaj! - odpowiedziała całując mnie w usta.
- Dobrze, już idę. - odpowiedziałem przez uśmiech.
- No już, już. Nie ma czasu.

Usiadłem tak jak kazała mi Juliet. Zapieliśmy pasy.

- W mojej torebce są kanapki i sok pomarańczowy. Zjedz je. - powiedziała.
- Nie trzeba było...
- Jedz nie gadaj, smacznego. - powiedziała i się uśmiechnęła.

Boże, kocham jej uśmiech. Jest taki cudowny.

- A Ty uważaj na drodze.
- Nie martw się. Minuta pięć i już będziemy na miejscu.

*

- Jesteś gotowy? - zapytała trzymając kopertę w ręku.
- Tak. - odpowiedziałem.

Siedzieliśmy w aucie. Chwyciliśmy się za ręce.
Juliet powoli otworzyła kopertę.
Zobaczyliśmy wyniki.

Podobieństwa nie stwierdzono.

- Widzisz to co ja? - zapytała.
- Nie jesteśmy rodzeństwem. - odpowiedziałem.
- Boże... Nawet nie wiesz jak się cieszę.
- Jak dobrze, że Cię mam.
- Jedźmy, musimy porozmawiać z moim ojcem.


*

*oczami Juliet*


- Juliet, tylko spokojnie. - powiedział Justin.
- Posłuchaj, ja nie chcę aby on nas rozdzielił... - odpowiedziałam.
- Ale tak nie będzie...
Chodź, miejmy to za sobą. - powiedziałam łapiąc go za rękę.

Otworzyłam drzwi do domu. Kazałam usiąść. Zapytałam czy chce coś do jedzenia lub picia.

- Chodź tu, nie chce nic. Zawołaj swojego tatę.
- Tato! Tato!
- Już idę.

Usiadłam na kanapie obok Justina.

- Tato, usiądź na fotelu. Musimy porozmawiać. - zaczęłam.
- Yyy...
- Usiądź proszę. Myślę, że powinieneś nam coś wyjaśnić. - powiedziałam.
- Ale chyba nie ma co. - odpowiedział.
- Okłamałeś NAS, że jesteś ojcem Justina. - powiedziałam.
- Proszę, tu jest wszystko wyjaśnione. - wtrącił się Justin podając mu kopertę.

Tato wziął niepewnie kopertę z wynikami.

- No proszę otwórz i się przekonaj.
- Ale...
- Jakie ale? Tato, widzisz to!? Wyniki nie kłamią. - powiedziałam.
- Juliet...
- Zrozum, że nie zrobisz tego nam! Będziemy razem ze względu na wszystko! - krzyknęłam.
- Spokojnie... - powiedział po cichu Justin łapiąc mnie za ramie.
- Do cholery, dlaczego Ty tak nam namieszałeś w głowach? - zapytała swojego ojca.
- Nie podnoś na mnie głosu! Kurwa! - krzyknął tato.
- Po jakie licho wymyśliłeś to wszystko? - zapytała.
- Nie musicie tego wiedzieć! A z Tobą sobie porozmawiam jak tylko będziesz jechał do domu. - odpowiedział i wskazał na Justina. - Nie mamy o czym teraz rozmawiać tu przy Tobie Juliet. Później sobie porozmawiam osobiście z Justinem.
- Nie uważasz, że ja powinnam być przy tej rozmowie?
- Nie! - krzyknął i prawie uderzył mnie w twarz.

*oczami Justina*

- Nie musicie tego wiedzieć! A z Tobą sobie porozmawiam jak tylko będziesz jechał do domu. - odpowiedział i wskazał na mnie. - Nie mamy o czym teraz rozmawiać tu przy Tobie Juliet. Później sobie porozmawiam osobiście z Justinem.
- Nie uważasz, że ja powinnam być przy tej rozmowie? - zapytała Juliet.
- Nie! - krzyknął i prawie uderzył ją w twarz.

Byłem przerażony, nie sądziłem, że jej ojciec może być tak agresywny.

- Justin, chodźmy do mnie na górę. - powiedziała Juliet.

Szybko udaliśmy się na górę. Juliet zamknęła drzwi od pokoju na klucz a ja usiadłem na łóżku.

- Cholera jasna! - krzyknęła.
- Heeeej, spokojnie. Wszystko będzie dobrze. - odpowiedziałem i pogładziłem ją po włosach.
- Nawet nie wiesz jak się cieszę, że Cię mam. - odpowiedziała.
- Kocham Cię i nic nas nie rozdzieli. - odpowiedziałem.

Wpiła się w moje usta. Zaczęła zachłannie je całować. Posadziłem ją na swoich kolanach. Powoli położyłem Juliet na łóżko. Zacząłem całować szyję. Podwinęła moją koszulkę, a następnie ją ściągnęła. Pozbyłem się sukienki, którą miała na sobie. Miała na sobie tylko bieliznę, a ja spodnie, a pod spodniami bokserki. Teraz to ona usiadła na moich biodrach. Zaczęła całować mnie po twarzy, szyi, torsie. Gdzie tylko mogła. Ściągnęła mi spodnie. Przerzuciłem ją pod siebie. Odpiąłem stanik. Zacząłem składa delikatne pocałunki na dekolcie, piersiach i brzuchu. Zębami ściągnąłem ostatnią część bielizny. Jerry był coraz bardziej gotowy do zabawy. Powoli schodziłem z pocałunkami na miejsce intymne. Juliet mruczała i pojękiwała. Gdy usłyszałem ciszę i zobaczyłem, że rozluźniła swoje biodra wiedziałem, że doszła. Gdy skończyłem, ona pozbyła się moich bokserek. Delikatnie położył na Jerrym dłonie. Zaczęła jeździć nimi. Tylko jęczałem. Nagle poczułem, że to moment dojścia. Szybko wziąłem chusteczki, które miałem pod ręką...
Oboje uśmiechnęliśmy się do siebie i powoli zaczęliśmy się ubierać.

- Justin... Wyjedźmy gdzieś. - powiedziała Juliet.
- Ale gdzie? - zapytałem.
- Boże, jak mogłam zapomnieć. Mam dwa bilety do Disneylandu. Dostałam je na urodziny. - odpowiedziała.
- Do Disneylandu?
- Wiesz, że zawsze chciałam tam pojechać...
- I pojedziemy tam razem! - odpowiedziałem z uśmiechem na twarzy. - Zrobimy sobie wakacje, tylko Ty i ja.
- Nie chcę Cię do niczego zmuszać. - odpowiedziała.
- Dla mnie to sama przyjemność. - odpowiedziałem uśmiechając się.
- Dziękuję.
- Kochanie, muszę już iść... - powiedziałem.
- Pójdę Cię odprowadzić.
- Nie, zostań tu. Ja jeszcze będę rozmawiał z Twoim tatem. - odpowiedziałem.
- Właśnie tego się obawiam...
- Będzie dobrze. Do zobaczenia. - odpowiedziałem i pocałowałem czule w usta.

Wyszedłem z pokoju i udałem się na zewnątrz obok mojego auta, które stało zaraz przy bramie wjazdowej. Oparłem się, bo zauważyłem, że idzie ojciec Juliet, który chciał ze mną porozmawiać.
Byłem przygotowany na to co może się wydarzyć.
Podszedł do mnie i zaczął rozmowę.

- Słuchaj. Moja córka jest dla mnie wszystkim. Ona mnie potrzebuje tak bardzo jak ja jej. To znaczy, że kiedyś będę musiał pozwolić jej odejść. Ona potrzebuje być z mężczyzna, nie z chłopcem jakim jesteś Ty.
- Kocham ją. - odpowiedziałem.
- Tak, jestem tego pewien. Znam typ chłopaka jakim jesteś. Pewnego razu zdarzyło mi się to samo. Wiesz co to znaczy? Że pewnego dnia ją zostawisz dla kogoś innego, łamiąc jej serce. To się nie może wydarzyć. - odpowiedział.
- Nie znasz nas.
- I nie chce. Nie chce znać Ciebie. Wsiądziesz do samochodu, odjedziesz i już nie wrócisz. Jeśli to zrobisz, to mogłoby być dla Ciebie dobre.
- Co chcesz zrobić?
- To się jeszcze okaże. - odpowiedział i udał się do domu.


*oczami Juliet*


Z balkonu widziałam ich. Mojego tatę i Justina. Rozmawiali. Byłam bardzo ciekawa o czym mówił Taylor. Ciągle coś nawijał. Serio, bałam się. Nie wiedziałam co mam zrobić. Zobaczyłam, że już odjeżdża do domu. Uff, ulżyło mi, ale teraz jestem ciekawa czy mój tato coś będzie mówił na temat ich rozmowy.
Zeszłam na dół do salonu. W końcu trzeba powiedzieć o wycieczce do Disneylandu.

- Tato, jadę do Disneylandu. Nie wiem kiedy wrócę. - powiedziałam.
- Jedziesz sama? - zapytał.
- Nie z Justinem.
- Dlaczego właśnie z nim? - zapytał.
- A dlaczego nie? Przecież mam prawo się z nim spotykać i przebywać. - odpowiedziałam.
- Tak, wiem. Rozumiem, że mam pozwolić Ci odejść. On Cię kiedyś zostawi, zobaczysz. - odpowiedział.
- Nie zrobi tego! Justin nie jest taki jak Ty! - krzyknęłam.
- Żebyś się czasem nie zdziwiła. - odpowiedział.
- Dobrze, chyba nie mamy o czym rozmawiać. Idę się pakować. - odpowiedziałam i pobiegłam do garderoby.

Zabrałam kilka ciuchów, włożyłam je do torby...
Nagle zadzwonił mój telefon.

- Justin, jak dobrze, że dzwonisz. - powiedziałam.
- Kiedy jedziemy do Disneylandu? - zapytał.
- A kiedy Tobie pasuje?
- Dziś!
- Czy Ty się pakujesz w tym momencie? - zapytałam z uśmiechem.
- Może zabrzmi to dziwnie, ale owszem.
- Ja też. To nasze wyczucie czasu. - odpowiedziałam.
- Hah, przyjadę po Ciebie wieczorem. Nie spiesz się. - odpowiedział.
- Hmm, dobrze. - odpowiedziałam.
- Do zobaczenia.

Kurcze, co za zbieg okoliczności. Byłam bardzo zadowolona. Nie sądziłam, że dziś będziemy już w drodze. Suuuuper.
Szybko spakowałam najpotrzebniejsze mi rzeczy. W sumie to wzięłam prawie cały mój pokój. Zabrałam walizkę i zeszłam z nią na dół, aby zrobić jeszcze jakieś przekąski na drogę.

- To co teraz jedziecie? - zapytał mój tato ze zdziwieniem.
- Dziwi Cię to... Ha, tak zaraz przyjedzie. Przynajmniej odpocznę od tego wszystkiego. - odpowiedziałam robiąc kanapki.

Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi.

- Ja otworzę! - krzyknęłam.

Wiedziałam, że to on...

- Wchodź... Mrr. - powiedziałam i dałam mu czułego całusa na powitanie. - Zaczekaj, tylko spakuje kanapki.
- Może ja wezmę Twoją torbę i dam ją do auta?
- To weź, ja już idę.

Justin wyszedł, a ja szybko wzięłam prowiant i udałam się w stronę drzwi.
Wtedy tato złapał mnie za rękę.

- Uważaj tam na siebie. - powiedział.
- Nie udawaj, że się tak bardzo o mnie troszczysz. Puść mnie. - odpowiedziałam i zamknęłam drzwi za sobą.

Justin już stał przy aucie z uśmiechem na twarzy i czekał na mnie.

- To jak jedziemy? - zapytał.
- Oczywiście. - odpowiedziałam.

*oczami Justina*

Ale ona mnie podniecała gdy mówiła takim ściszonym głosem...
Otworzyłem jej drzwi aby usiadła. Udałem się na miejsce kierowcy i ruszyliśmy w drogę.

- Za jakąś godzinę powinniśmy być na miejscu. - powiedziałem.
- Dziś i tak nie wejdziemy do Disneylandu. Jutro, cały dzień. Zatrzymamy się w hotelu obok.
- Czytasz w moich myślach. Właśnie miałem mówić to samo. - odpowiedziałem.
- My rozumiemy się bez słów. - odpowiedziała.
- Uważaj na drogę. - powiedziała. - Co mój ojciec Tobie mówił?
- Że nie przetrwamy razem. Twierdzi, że nie jestem dla Ciebie odpowiedni. - odpowiedziałem. - Powiedział abym stąd wyjechał i nigdy nie wrócił.
- Co!?
- Nie denerwuj się, bo tak nie będzie. Nie zostawię Cię. - odpowiedziałem i złapałem ją za rękę.
- Kocham Cię i to nawet nie wiesz jak bardzo. - odpowiedziała.
- Ja Ciebie też.

*

- Juliet, spójrz. - szturchnąłem ją w łokieć budząc ją.
- Disneyland! Jesteśmy już w Anaheim! - powiedziała.
- Tak.
- Jak to jest wszystko pięknie oświetlone! Chodźmy do hotelu. - odpowiedziała.

Wziąłem nasze torby i razem z Juliet poszedłem nas zameldować.

- Pokój 206. - odpowiedziała recepcjonistka z uśmiechem.
- Dziękujemy.
- Justin jedziemy windą. Windą, rozumiesz?
- Będzie dobrze, będzie dobrze. - odpowiedziałem ze strachem.

Weszliśmy do windy. Jakie szczęście, że Juliet stało tuż obok mnie. Przynajmniej nie byłem sam. Jak dobrze jest mieć kogoś obok siebie kto nie ma klaustrofobii.
Dojechaliśmy na nasze piętro.
Pokój znajdował się na samym końcu w hotelu. Weszliśmy do niego.
Wielka sypialnia i duże łóżko, balkon, łazienka. Taki mały apartament można by powiedzieć.
Położyłem nasze torby, Juliet udała się na balkon. Oglądała widok.
Podszedłem do niej i złapałem ją od tyłu.

- Ciągle nie mogę w to uwierzyć, że tutaj jestem właśnie z Tobą. - powiedziała.
- Zawsze będę przy Tobie... - odpowiedziałem.

Zacząłem całować ją po szyi.

- Co powiesz na wspólną kąpiel? - zapytałem.
- Chętnie. - odpowiedziała.
- Chodźmy...

Weszliśmy do wanny. Myliśmy wzajemnie swoje ciała, ale do niczego nie doszło. Nie, że nie chcieliśmy. Tak po prostu.

- Chodźmy już. Zmarzłam trochę i jestem śpiąca. - powiedziała.

Posłuchałem się mojej ukochanej.
Zaścieliłem łóżko a ona położyła się na nim. Zrobiłem to samo.
Usiadłem lekko oparty, a Juliet położyła swoją głowę na mojej klatce piersiowej. Zacząłem głaskać ją po włosach.
Zasnęliśmy.


*

CZYTASZ = KOMENTUJESZ
Hmm, rozdział taki sobie. Serio, trudno było mi go napisać.
Pozostawiam go waszej opinie.
Przepraszam za błędy.

12 komentarzy:

  1. Super czekam na nn mam nadzieje ze do czegoś dojdzie!

    OdpowiedzUsuń
  2. tak myślałam, że nie będą rodzeństwem. www.canadianswagbieber.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. no i git! Ten ojciec jest dziwny ja to Ci mówię ;P A tak na serio to poważnie coś kręci xd

    OdpowiedzUsuń
  4. @LittleSusannx330 grudnia 2012 20:49

    Już się bałam, że będą rodzeństwem : D. Rozdział jak zwykle świetny, a ty jeśli sądzisz inaczej to się nie znasz : p . Kocham to opowiadanie < 3

    OdpowiedzUsuń
  5. świetny! jak w ALAYLM ;)czekam na nn ;) @swaggyjusteen

    OdpowiedzUsuń
  6. a mi się podoba :)
    @magda_nivanne

    OdpowiedzUsuń
  7. ALAYLM <3333333333333333333333333333333333333333333 Boże, jaki słodki, cudny i wgle, znakomity no! :* Ej, ale miało być 100 różnych sposobów i 300 pozycji ;c Haha. Ale i tak jest cudny :* / @ForeverBelieb12

    OdpowiedzUsuń
  8. jaki świetny! *-* jakoś mi dziwnie, wydaje mi się że jej ojciec coś knuje.. a szczerze, chciałabym żeby z Jusem i Juliet było wszystko w porządku, no ale... twoje opowiadanie, więc nic nie poradze. ale i tak cudowne :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Mi się podoba, jak zawsze <3 czekam na następny . @karola121610

    OdpowiedzUsuń
  10. super xd
    choc osobiście nie przepadam za Justinem, to ukazujesz go w takim swietle, że zapominam, ze to on :) Taki słodziak :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Jeju zazdroszczę czytałam to i po prostu ciągle w głowie miałam to jakie to cudowne . Na prawdę zazdroszczę cudownie piszesz : )
    Czekam na NN . : D
    & Zapraszam http://impressionfeelings.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  12. rozdzaił na prawdę ciekawy, choć szczerze mówiąc myslałam, że tato Juliet zrobi coś Justinowi podczas tej rozmowy.
    super piszesz, czekam na kolejny rozdzaił z nie cierpliwością :*
    .iwaa

    OdpowiedzUsuń