niedziela, 30 grudnia 2012

ROZDZIAŁ 9 - "Ale ona mnie podniecała gdy mówiła takim ściszonym głosem... "

*oczami Justina*

- Haaalooo?

- Justin! Gdzie Ty jesteś? Spójrz która jest godzina! O tej porze bylibyśmy już w drodze. - krzyknęła Juliet do słuchawki telefonu.

- To już jest 9? Cholera, już jadę.
- Dobrze, że Cię obudziłam!
- Kurde, przepraszam! - odpowiedziałam równocześnie wstając i się ubierając.
- Ruszaj się, ja już czekam.
- Za 10 minut będę. - odpowiedziałem i się rozłączyłem.

Boże, co ze mnie za łajza. Zaspałem, a mieliśmy przecież jechać do tej kliniki. Ona mnie zabije jak zaraz tam nie przyjadę. Szybko się ubrałem i poszedłem jeszcze do łazienki aby przemyć twarz i umyć zęby.
Uwinąłem się dość szybko i po 10 minutach byłem u Juliet.

*oczami Juliet*

Co za ciołek. Dzwonie do niego. - pomyślałam.

- Haaalooo? - powiedział zaspany.
- Justin! Gdzie Ty jesteś? Spójrz która jest godzina! O tej porze bylibyśmy już w drodze. - krzyknęłam.
- To już jest 9? Cholera, już jadę.
- Dobrze, że Cię obudziłam!
- Kurde, przepraszam! - odpowiedział.
- Ruszaj się, ja już czekam.
- Za 10 minut będę. - odpowiedziała i się rozłączył.

Dobrze, że do niego zadzwoniłam. Bardzo dobrze.
Postanowiłam, że pójdę do kuchni i zrobię mu jakieś kanapki na drogę i weźmę sok pomarańczowy. Przecież on nawet śniadania nie zje.

- Gdzie się wybierasz? A właściwie spieszysz? - zapytał tato przyglądając mi się.
- Robie śniadanie dla Justina. Zaraz tu będzie... A i jeszcze jedno, później porozmawiamy. - odpowiedziałam.
- Ale... Chyba nie ma o czym... - powiedział niepewnie.
- No chyba jednak tak. - odpowiedziałam i wybiegłam z domu, bo pojawił się Justin.

*oczami Justina*

Już miałem wysiadać z samochodu gdy z domu wybiegła Juliet.
Szybko podbiegła. Ja otworzyłem drzwi a ona złapała mnie za koszulkę.

- Wysiadaj, nie będziesz jechał w takim stanie. Siadaj na miejscu pasażera.
- Hej, hej. Przecież Ty nie masz prawa jazdy. - powiedziałem.
- Jak nie wiesz to się nie odzywaj! - odpowiedziała całując mnie w usta.
- Dobrze, już idę. - odpowiedziałem przez uśmiech.
- No już, już. Nie ma czasu.

Usiadłem tak jak kazała mi Juliet. Zapieliśmy pasy.

- W mojej torebce są kanapki i sok pomarańczowy. Zjedz je. - powiedziała.
- Nie trzeba było...
- Jedz nie gadaj, smacznego. - powiedziała i się uśmiechnęła.

Boże, kocham jej uśmiech. Jest taki cudowny.

- A Ty uważaj na drodze.
- Nie martw się. Minuta pięć i już będziemy na miejscu.

*

- Jesteś gotowy? - zapytała trzymając kopertę w ręku.
- Tak. - odpowiedziałem.

Siedzieliśmy w aucie. Chwyciliśmy się za ręce.
Juliet powoli otworzyła kopertę.
Zobaczyliśmy wyniki.

Podobieństwa nie stwierdzono.

- Widzisz to co ja? - zapytała.
- Nie jesteśmy rodzeństwem. - odpowiedziałem.
- Boże... Nawet nie wiesz jak się cieszę.
- Jak dobrze, że Cię mam.
- Jedźmy, musimy porozmawiać z moim ojcem.


*

*oczami Juliet*


- Juliet, tylko spokojnie. - powiedział Justin.
- Posłuchaj, ja nie chcę aby on nas rozdzielił... - odpowiedziałam.
- Ale tak nie będzie...
Chodź, miejmy to za sobą. - powiedziałam łapiąc go za rękę.

Otworzyłam drzwi do domu. Kazałam usiąść. Zapytałam czy chce coś do jedzenia lub picia.

- Chodź tu, nie chce nic. Zawołaj swojego tatę.
- Tato! Tato!
- Już idę.

Usiadłam na kanapie obok Justina.

- Tato, usiądź na fotelu. Musimy porozmawiać. - zaczęłam.
- Yyy...
- Usiądź proszę. Myślę, że powinieneś nam coś wyjaśnić. - powiedziałam.
- Ale chyba nie ma co. - odpowiedział.
- Okłamałeś NAS, że jesteś ojcem Justina. - powiedziałam.
- Proszę, tu jest wszystko wyjaśnione. - wtrącił się Justin podając mu kopertę.

Tato wziął niepewnie kopertę z wynikami.

- No proszę otwórz i się przekonaj.
- Ale...
- Jakie ale? Tato, widzisz to!? Wyniki nie kłamią. - powiedziałam.
- Juliet...
- Zrozum, że nie zrobisz tego nam! Będziemy razem ze względu na wszystko! - krzyknęłam.
- Spokojnie... - powiedział po cichu Justin łapiąc mnie za ramie.
- Do cholery, dlaczego Ty tak nam namieszałeś w głowach? - zapytała swojego ojca.
- Nie podnoś na mnie głosu! Kurwa! - krzyknął tato.
- Po jakie licho wymyśliłeś to wszystko? - zapytała.
- Nie musicie tego wiedzieć! A z Tobą sobie porozmawiam jak tylko będziesz jechał do domu. - odpowiedział i wskazał na Justina. - Nie mamy o czym teraz rozmawiać tu przy Tobie Juliet. Później sobie porozmawiam osobiście z Justinem.
- Nie uważasz, że ja powinnam być przy tej rozmowie?
- Nie! - krzyknął i prawie uderzył mnie w twarz.

*oczami Justina*

- Nie musicie tego wiedzieć! A z Tobą sobie porozmawiam jak tylko będziesz jechał do domu. - odpowiedział i wskazał na mnie. - Nie mamy o czym teraz rozmawiać tu przy Tobie Juliet. Później sobie porozmawiam osobiście z Justinem.
- Nie uważasz, że ja powinnam być przy tej rozmowie? - zapytała Juliet.
- Nie! - krzyknął i prawie uderzył ją w twarz.

Byłem przerażony, nie sądziłem, że jej ojciec może być tak agresywny.

- Justin, chodźmy do mnie na górę. - powiedziała Juliet.

Szybko udaliśmy się na górę. Juliet zamknęła drzwi od pokoju na klucz a ja usiadłem na łóżku.

- Cholera jasna! - krzyknęła.
- Heeeej, spokojnie. Wszystko będzie dobrze. - odpowiedziałem i pogładziłem ją po włosach.
- Nawet nie wiesz jak się cieszę, że Cię mam. - odpowiedziała.
- Kocham Cię i nic nas nie rozdzieli. - odpowiedziałem.

Wpiła się w moje usta. Zaczęła zachłannie je całować. Posadziłem ją na swoich kolanach. Powoli położyłem Juliet na łóżko. Zacząłem całować szyję. Podwinęła moją koszulkę, a następnie ją ściągnęła. Pozbyłem się sukienki, którą miała na sobie. Miała na sobie tylko bieliznę, a ja spodnie, a pod spodniami bokserki. Teraz to ona usiadła na moich biodrach. Zaczęła całować mnie po twarzy, szyi, torsie. Gdzie tylko mogła. Ściągnęła mi spodnie. Przerzuciłem ją pod siebie. Odpiąłem stanik. Zacząłem składa delikatne pocałunki na dekolcie, piersiach i brzuchu. Zębami ściągnąłem ostatnią część bielizny. Jerry był coraz bardziej gotowy do zabawy. Powoli schodziłem z pocałunkami na miejsce intymne. Juliet mruczała i pojękiwała. Gdy usłyszałem ciszę i zobaczyłem, że rozluźniła swoje biodra wiedziałem, że doszła. Gdy skończyłem, ona pozbyła się moich bokserek. Delikatnie położył na Jerrym dłonie. Zaczęła jeździć nimi. Tylko jęczałem. Nagle poczułem, że to moment dojścia. Szybko wziąłem chusteczki, które miałem pod ręką...
Oboje uśmiechnęliśmy się do siebie i powoli zaczęliśmy się ubierać.

- Justin... Wyjedźmy gdzieś. - powiedziała Juliet.
- Ale gdzie? - zapytałem.
- Boże, jak mogłam zapomnieć. Mam dwa bilety do Disneylandu. Dostałam je na urodziny. - odpowiedziała.
- Do Disneylandu?
- Wiesz, że zawsze chciałam tam pojechać...
- I pojedziemy tam razem! - odpowiedziałem z uśmiechem na twarzy. - Zrobimy sobie wakacje, tylko Ty i ja.
- Nie chcę Cię do niczego zmuszać. - odpowiedziała.
- Dla mnie to sama przyjemność. - odpowiedziałem uśmiechając się.
- Dziękuję.
- Kochanie, muszę już iść... - powiedziałem.
- Pójdę Cię odprowadzić.
- Nie, zostań tu. Ja jeszcze będę rozmawiał z Twoim tatem. - odpowiedziałem.
- Właśnie tego się obawiam...
- Będzie dobrze. Do zobaczenia. - odpowiedziałem i pocałowałem czule w usta.

Wyszedłem z pokoju i udałem się na zewnątrz obok mojego auta, które stało zaraz przy bramie wjazdowej. Oparłem się, bo zauważyłem, że idzie ojciec Juliet, który chciał ze mną porozmawiać.
Byłem przygotowany na to co może się wydarzyć.
Podszedł do mnie i zaczął rozmowę.

- Słuchaj. Moja córka jest dla mnie wszystkim. Ona mnie potrzebuje tak bardzo jak ja jej. To znaczy, że kiedyś będę musiał pozwolić jej odejść. Ona potrzebuje być z mężczyzna, nie z chłopcem jakim jesteś Ty.
- Kocham ją. - odpowiedziałem.
- Tak, jestem tego pewien. Znam typ chłopaka jakim jesteś. Pewnego razu zdarzyło mi się to samo. Wiesz co to znaczy? Że pewnego dnia ją zostawisz dla kogoś innego, łamiąc jej serce. To się nie może wydarzyć. - odpowiedział.
- Nie znasz nas.
- I nie chce. Nie chce znać Ciebie. Wsiądziesz do samochodu, odjedziesz i już nie wrócisz. Jeśli to zrobisz, to mogłoby być dla Ciebie dobre.
- Co chcesz zrobić?
- To się jeszcze okaże. - odpowiedział i udał się do domu.


*oczami Juliet*


Z balkonu widziałam ich. Mojego tatę i Justina. Rozmawiali. Byłam bardzo ciekawa o czym mówił Taylor. Ciągle coś nawijał. Serio, bałam się. Nie wiedziałam co mam zrobić. Zobaczyłam, że już odjeżdża do domu. Uff, ulżyło mi, ale teraz jestem ciekawa czy mój tato coś będzie mówił na temat ich rozmowy.
Zeszłam na dół do salonu. W końcu trzeba powiedzieć o wycieczce do Disneylandu.

- Tato, jadę do Disneylandu. Nie wiem kiedy wrócę. - powiedziałam.
- Jedziesz sama? - zapytał.
- Nie z Justinem.
- Dlaczego właśnie z nim? - zapytał.
- A dlaczego nie? Przecież mam prawo się z nim spotykać i przebywać. - odpowiedziałam.
- Tak, wiem. Rozumiem, że mam pozwolić Ci odejść. On Cię kiedyś zostawi, zobaczysz. - odpowiedział.
- Nie zrobi tego! Justin nie jest taki jak Ty! - krzyknęłam.
- Żebyś się czasem nie zdziwiła. - odpowiedział.
- Dobrze, chyba nie mamy o czym rozmawiać. Idę się pakować. - odpowiedziałam i pobiegłam do garderoby.

Zabrałam kilka ciuchów, włożyłam je do torby...
Nagle zadzwonił mój telefon.

- Justin, jak dobrze, że dzwonisz. - powiedziałam.
- Kiedy jedziemy do Disneylandu? - zapytał.
- A kiedy Tobie pasuje?
- Dziś!
- Czy Ty się pakujesz w tym momencie? - zapytałam z uśmiechem.
- Może zabrzmi to dziwnie, ale owszem.
- Ja też. To nasze wyczucie czasu. - odpowiedziałam.
- Hah, przyjadę po Ciebie wieczorem. Nie spiesz się. - odpowiedział.
- Hmm, dobrze. - odpowiedziałam.
- Do zobaczenia.

Kurcze, co za zbieg okoliczności. Byłam bardzo zadowolona. Nie sądziłam, że dziś będziemy już w drodze. Suuuuper.
Szybko spakowałam najpotrzebniejsze mi rzeczy. W sumie to wzięłam prawie cały mój pokój. Zabrałam walizkę i zeszłam z nią na dół, aby zrobić jeszcze jakieś przekąski na drogę.

- To co teraz jedziecie? - zapytał mój tato ze zdziwieniem.
- Dziwi Cię to... Ha, tak zaraz przyjedzie. Przynajmniej odpocznę od tego wszystkiego. - odpowiedziałam robiąc kanapki.

Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi.

- Ja otworzę! - krzyknęłam.

Wiedziałam, że to on...

- Wchodź... Mrr. - powiedziałam i dałam mu czułego całusa na powitanie. - Zaczekaj, tylko spakuje kanapki.
- Może ja wezmę Twoją torbę i dam ją do auta?
- To weź, ja już idę.

Justin wyszedł, a ja szybko wzięłam prowiant i udałam się w stronę drzwi.
Wtedy tato złapał mnie za rękę.

- Uważaj tam na siebie. - powiedział.
- Nie udawaj, że się tak bardzo o mnie troszczysz. Puść mnie. - odpowiedziałam i zamknęłam drzwi za sobą.

Justin już stał przy aucie z uśmiechem na twarzy i czekał na mnie.

- To jak jedziemy? - zapytał.
- Oczywiście. - odpowiedziałam.

*oczami Justina*

Ale ona mnie podniecała gdy mówiła takim ściszonym głosem...
Otworzyłem jej drzwi aby usiadła. Udałem się na miejsce kierowcy i ruszyliśmy w drogę.

- Za jakąś godzinę powinniśmy być na miejscu. - powiedziałem.
- Dziś i tak nie wejdziemy do Disneylandu. Jutro, cały dzień. Zatrzymamy się w hotelu obok.
- Czytasz w moich myślach. Właśnie miałem mówić to samo. - odpowiedziałem.
- My rozumiemy się bez słów. - odpowiedziała.
- Uważaj na drogę. - powiedziała. - Co mój ojciec Tobie mówił?
- Że nie przetrwamy razem. Twierdzi, że nie jestem dla Ciebie odpowiedni. - odpowiedziałem. - Powiedział abym stąd wyjechał i nigdy nie wrócił.
- Co!?
- Nie denerwuj się, bo tak nie będzie. Nie zostawię Cię. - odpowiedziałem i złapałem ją za rękę.
- Kocham Cię i to nawet nie wiesz jak bardzo. - odpowiedziała.
- Ja Ciebie też.

*

- Juliet, spójrz. - szturchnąłem ją w łokieć budząc ją.
- Disneyland! Jesteśmy już w Anaheim! - powiedziała.
- Tak.
- Jak to jest wszystko pięknie oświetlone! Chodźmy do hotelu. - odpowiedziała.

Wziąłem nasze torby i razem z Juliet poszedłem nas zameldować.

- Pokój 206. - odpowiedziała recepcjonistka z uśmiechem.
- Dziękujemy.
- Justin jedziemy windą. Windą, rozumiesz?
- Będzie dobrze, będzie dobrze. - odpowiedziałem ze strachem.

Weszliśmy do windy. Jakie szczęście, że Juliet stało tuż obok mnie. Przynajmniej nie byłem sam. Jak dobrze jest mieć kogoś obok siebie kto nie ma klaustrofobii.
Dojechaliśmy na nasze piętro.
Pokój znajdował się na samym końcu w hotelu. Weszliśmy do niego.
Wielka sypialnia i duże łóżko, balkon, łazienka. Taki mały apartament można by powiedzieć.
Położyłem nasze torby, Juliet udała się na balkon. Oglądała widok.
Podszedłem do niej i złapałem ją od tyłu.

- Ciągle nie mogę w to uwierzyć, że tutaj jestem właśnie z Tobą. - powiedziała.
- Zawsze będę przy Tobie... - odpowiedziałem.

Zacząłem całować ją po szyi.

- Co powiesz na wspólną kąpiel? - zapytałem.
- Chętnie. - odpowiedziała.
- Chodźmy...

Weszliśmy do wanny. Myliśmy wzajemnie swoje ciała, ale do niczego nie doszło. Nie, że nie chcieliśmy. Tak po prostu.

- Chodźmy już. Zmarzłam trochę i jestem śpiąca. - powiedziała.

Posłuchałem się mojej ukochanej.
Zaścieliłem łóżko a ona położyła się na nim. Zrobiłem to samo.
Usiadłem lekko oparty, a Juliet położyła swoją głowę na mojej klatce piersiowej. Zacząłem głaskać ją po włosach.
Zasnęliśmy.


*

CZYTASZ = KOMENTUJESZ
Hmm, rozdział taki sobie. Serio, trudno było mi go napisać.
Pozostawiam go waszej opinie.
Przepraszam za błędy.

wtorek, 11 grudnia 2012

ROZDZIAŁ 8 - "- Kocham Cię! - krzyknąłem do słuchawki. - Yhy... - wybełkotała pod nosem i się rozłączyła."


*oczami Juliet*

Dlaczego wszystko musi się spieprzyć? Dobijała godzina 12, a ja ciągle nie spałam. Byłam bardzo roztrzęsiona. Ciągle trzymałam w ręce telefon i spoglądałam na zdjęcia... moje i Justina. Nie mogłam w to uwierzyć, że być może jesteśmy rodzeństwem. Jak ja mu to teraz powiem? Jak teraz będzie wyglądało nasze życie jeżeli to prawda? Boże, nawet nie wiecie jak się bałam. Miałam ochotę zadzwonić do Justina, ale on pewnie śpi. Nie chciałam go budzić, ale z drugiej strony chcę mu o tym powiedzieć... Nie, nie mogę. Muszę zaczekać do jutra...
Niby jak ja mu to powiem? Justin, jesteśmy rodzeństwem. Tak, oczywiście. 
Nagle dostałam sms'a od Justina.

Śpisz?
Nie mogę zasnąć... - odpisałam.

Po chwili już zadzwonił.


*oczami Justina*

Czułej, że coś jest nie tak i bardzo bałem się o Juliet. Miałem wrażenie, że jej ojciec coś jej zrobił. Godziny mijały, a ja nie spałem, ale muszę! Jutro się widzimy, nie chcę aby coś zauważyła po mnie, że nie spałem. Nie wytrzymałam i napisałem do niej sms'a.

Śpisz?
Nie mogę zasnąć... - odpisała.

Bez zastanowienia zadzwoniłem do niej.

- Juliet, co się dzieje? - zapytałem.
- Myślę, że to nie jest rozmowa na telefon... - odpowiedziała cichym głosem.
- Zrobił Ci coś tato? 
- Nic mi nie zrobił.
- Juliet, proszę... Chodzi o nas, tak? - zapytałem.

Nie odpowiadała przez dłuższą chwilę.
Zapytałem jeszcze raz.

- Jutro porozmawiamy... - odpowiedziała przez łzy.
- Nie płacz, kochanie. Przepraszam, nie powinienem się do tego jeszcze bardziej namawiać. - odpowiedziałem.
- To nie Twoja wina. Tu nie chodzi o to. Jutro Ci opowiem. Teraz próbujmy zasnąć. Dobranoc. - powiedziała.
- Kocham Cię! - krzyknąłem do słuchawki.
- Yhy... - wybełkotała pod nosem i się rozłączyła.

Jestem przekonany w stu procentach, że chodzi o nasz związek. Bardzo się bałem.


*kilka godzin później*
*oczami Juliet*

Godzina 11. Wstałam i założyłam sukienkę, baleriny, zrobiłam lekki makijaż i zeszłam na dół. Po drodze włosy związałam w wysokiego kucyka. Nie wiedziałam, o której ma przyjechać Justin i jak na razie nie chciałam się nad tym zastanawiać. Bardzie interesowało mnie to będzie z nami jeżeli to będzie prawda. 
Tato siedział na kanapie w salonie i rozmawiał przez telefon. Ja udałam się do kuchni. Przygotowałam sobie śniadanie. Płatki śniadaniowe z mlekiem. Tak już chyba zostanie na zawsze. Nawet jak będę miała pełną lodówkę jedzenia.
Usiadłam na wysokim krześle, które było obok blatu. Z płatkami z talerzu, chwyciłam za gazetę, która leżała obok.

Hmm, ogłoszenia... Zobaczmy co my tu mamy. - pomyślałam.

Jadłam i jadłam, przy okazji czytając. W końcu rzuciło mi się coś w oczy.
Test na ojcostwo. A mianowicie badania DNA. Tego chyba szukałam.

Aby przeprowadzić badania należy :
1. Zgłosić się do ośrodka w Los Angeles telefonicznie, osobiście lub drogą mailową.
2. Pobrać materiał do badań w ośrodku lub samemu w domu. Pobrany materiał do analizy zanieść lub przesłać pocztą do laboratorium.
3. Cierpliwie czekać na wyniki (około 14 dni). W razie przyspieszenia analizy wyników (za dopłatą) może być znany po około 5 dniach.

Cena :
2 osoby (np. dziecko i ojciec) - 300$
3 osoby (np. dziecko, ojciec, matka) - 400$

W takim razie nie ma na co czekać! Muszę to sprawdzić. Wstałam i zabrałam gazetę pod pachę. Zaniosłam ją do pokoju i znów zbiegłam na dół.
Nawet nie wiem kiedy zleciało tyle czasu i była już 5.


*oczami Justina*

Wstałem dość późno, to z tego, że nie mogłem zasnąć. Tak bardzo się denerwowałam. Pomyślałem, że około godziny 5 pojadę do Juliet. Jestem ciekawy czy jej ojciec będzie chciał ze mną rozmawiać... Nawet jeżeli tak, to nie wiem co to będzie... Nie chcę o tym myśleć! Grr.
Pobiegłem do garażu, wyjechałem autem i udałem się do Juliet.
Zaparkowałem obok bramy wjazdowej i wysiadłem. Powoli szedłem w stronę jej domu. Zadzwoniłem do drzwi.
Otworzył mi jej tato.

- Dzień Dobry. - przywitałem się, a on wpuścił mnie do domu. 
- Witaj. - odpowiedział.
- Jest Juliet? - zapytałem i spojrzałem z za jego plecami była moja dziewczyna.
- Tak, jest. - odpowiedział, a ona szybko do mnie podeszła.
- Chodź, musimy pogadać. - powiedziała.

Złapała mnie z rękę, spojrzała dziwnie na swojego ojca i udaliśmy się na górę do jej pokoju. Zamknęła drzwi. Przybliżyłem się do niej, aby się przywitać poprzez pocałunek. Ona jednak schyliła głowę...

- Usiądź. - powiedziała.

Sama podeszła do okna.

- O co chodzi Juliet? - zapytałem. - Obraziłaś się?
- Nie. - odpowiedziała.
- To co się stało!?

Odwróciła się do mnie i podała gazetę z ogłoszeniami. Jedno co rzuciło się w oczy zakreślone mazakiem.

Dokładność testu na podstawie analizy DNA pozwala w 100% wykluczyć ojcostwo lub 99,99% je potwierdzić.

Do analizy może służyć :
- Niewielka ilość krwi,
- Wymaz z błony śluzowej wewnętrznej strony policzka,
- Włosy z cebulkami,
- Szczoteczka do zębów,
- Guma do żucia.

Aby przeprowadzić badania należy :
1. Zgłosić się do ośrodka w Los Angeles telefonicznie, osobiście lub drogą mailową.
2. Pobrać materiał do badań w ośrodku lub samemu w domu. Pobrany materiał do analizy zanieść lub przesłać pocztą do laboratorium.
3. Cierpliwie czekać na wyniki (około 14 dni). W razie przyspieszenia analizy wyników (za dopłatą) może być znany po około 5 dniach.

Cena :
2 osoby (np. dziecko i ojciec) - 300$
3 osoby (np. dziecko, ojciec, matka) - 400$

- Badania DNA? - zapytałem.
- Tak.
- Ale dlaczego? - zapytałem.
- Musimy zrobić te badania. - odpowiedziała.
- My musimy? Niby po co?
- Nie rozumiesz, że możemy być rodzeństwem!? - krzyknęła.
- Co!? Kto Ci o tym powiedział?
- Mój własny ojciec, który stwierdził, że jesteś jego synem. Powiedział, że kilka lat temu miał romans... - odpowiedziała przez łzy.
- Juliet, przecież to nie może być prawda. - odpowiedziałem.
- A jeśli jest to prawda?
- Boże, przestań tak mówić!
- Justin, ja nie mogę tak żyć. Musimy jak najszybciej to potwierdzić. Zrobimy te badania. Nawet kilka razy. Potwierdzić czy jesteś moim bratem i to czy Twoim prawdziwym ojcem jest Jeremy. - odpowiedziała.

Nie odpowiedziałem.

- Justin? Słyszysz mnie?
- Ja zapłacę za wszystko, ale to nie jest prawda.
- Nie mamy pewności.
- Czy Ty nie rozumiesz tego? Twój ojciec mógł to powiedzieć tylko ze względu na to abyśmy się nie spotykali! On ma mi za złe...
- Do jasnej cholery! - krzyknęła. - Proszę, nie kłóćmy się! 
- Jak chcesz. Jutro będę miał próbki i jedziemy do Los Angeles. - odpowiedziałem.


*oczami Juliet*

- Do jasnej cholery! - krzyknęłam. - Proszę, nie kłóćmy się! 
- Jak chcesz. Jutro będę miał próbki i jedziemy do Los Angeles. - odpowiedział.

Wstał i szedł w stronę drzwi.

- Jesteś na mnie zły... Mam właśnie przez to rozumieć...
- Juliet... Ja wiem, że to jest nie prawda. Moja mama mi mówiła wszystko. Nikogo innego nie było...
- Ale wiesz, że chcę mieć pewność. - odpowiedziała.
- Nie rozmawiajmy już o tym... Jadę. Odwiedzę rodziców i zabiorę ze sobą próbki do analizy. 
- Dyskretnie... - dopowiedziała.
- Ty również o tym pamiętaj. 
- Justin... - powiedziałam łapiąc go za rękę.
- Tak?
- Mogę Cię przytulić? - zapytałam.
- Jeszcze się pytasz? Chodź tu do mnie. Kocham Cię, nie zapominaj o tym. - odpowiedział z uśmiechem, a ja musnęłam jego usta.


*oczami Justina*

Co do cholery nagadał jej ojciec? Przecież to jest niemożliwe. Nie mogłem w to uwierzyć, ale ja również chciałem się przekonać o tym. 
Pojechałem odwiedzić rodziców jakieś 3 mile od mojej posiadłości. Mieszkali razem w domu. Byłem bardzo szczęśliwy, że wrócili do siebie. Nic im nie powiedziałem o tym. 
Dyskretnie poszedłem do sypialni i patrzyłem na każdą poduszkę dokładnie. Może to dziwnie zabrzmi, ale szukałem ich włosów. Ha, tak właśnie. Miałem ze sobą woreczek, do którego włożyłem włos mamy i taty. Uff, udało mi się. Teraz tylko aby Juliet dała radę coś wymyślić.


*oczami Juliet*

Zaraz po tym jak Justin pojechał do domu, pobiegłam do łazienki i wzięłam szczoteczkę do zębów taty. Włożyłam ją do specjalnego woreczka.
Chwyciłam telefon do ręki i wykręciłam numer do Justina. Rozmawiając jednocześnie wyszłam z łazienki.

- No cześć. - powiedziałam z uśmiechem jak gdyby nigdy nic.
- Ha, mrr. I jak?
- Mam, a Ty?
- Oczywiście.
- To o której jutro jedziemy? - zapytałam.
- Myslę, że około 10. - odpowiedział.
- Super. To jutro się widzimy.
- Jasne, już nie mogę się doczekać.
- Ja też. Pa. 
- Buziaki. - odpowiedział.

Skończyłam rozmowę i udałam się do pokoju, aby przygotować się na jutro.


*nazajutrz*
*oczami Juliet*

- Już jedziesz? - zapytałam dzwoniąc do Justina.
- Tak, już zaraz będę. - odpowiedział.
- To ja będę czekała na zewnątz. 

Wzięłam jeszcze szybki łyk herbaty z miodem i cytryną i pomału wychodziłam z domu, gdy zatrzymał mnie tato.

- Gdzie idziesz? - zapytał.
- Jadę z Justinem. - odpowiedziałam sprawdzając torebkę czy mam w niej wszystko.
- Gdzie? 
- Kurde, gdzie ta szczoteczka... - powiedziałam pod nosem.
- Co?
- A tak, tak. Do Los Angeles. - odpowiedziałam.
- Jaka szczoteczka? Po co Ci? - zapytał.
- Chyba powinieneś domyślić się po co!
- Juliet... Czy Ty, nie!
- Sorry, ale Justin już przyjechał muszę iść. Nie czekaj na mnie, wrócę późno. - odpowiedziałam i wybiegłam z domu.


*oczami Justina*

- Juliet! - krzynąłem i przytuliłem bardzo mocno.
- Ah... Jak dobrze, że jesteś. 
- Gotowa? - zapytałem.
- Chyba tak, jedźmy. Wystarczy, że będziemy jeszcze czekać na te wyniki.
- Będzie dobrze. - odpowiedziałem.

Otworzyłem jej drzwi i usiadła do samochodu.
Ja oczywiście kierowca.
Ruszyliśmy w drogę.


*kilka godzin później*
*oczami Justina*

- Jak długo mamy czekać na wyniki? - zapytałem.
- Około 14 dni, ale jeżeli się państwu spieszy za opłatą wyniki można odebrać w ciągu 5 dni. 

Popatrzyłem na Juliet. Chwyciła za portfel.

- Ile taka opłata kosztuję? - zapytała.
- 100$

Wyciągnęła i zapłaciła. Ja chwyciłem tylko jej rękę.

- Justin, nie. Ty już wystarczająco dużo dziś zapłaciłeś.
- Więc możemy się tu pojawić za 5 dni i wyniki powinny być? - zapytałem.
- Tak, albo skontaktować się z nami telefonicznie i zapytać. - odpowiedziała recepcjonistka. - Proszę tu jest wizytówka naszej kliniki.
- Dziękujemy bardzo. Do widzenia.

Wyszliśmy z kliniki.

- Boże... Teraz tylko te posrane wyniki. - powiedział Juliet.
- Będzie dobrze. Chodź, zapraszam Cię na obiad. - odpowiedziałem łapiąc ją za rękę.
- O nie, ja płacę za obiad.
- Nie, ja!
- Ja! - krzyknęła.
- No już dobrze. Chodźmy!

*narrator*

Juliet wraz z Justinem widywali się codziennie. Jej ojciec nie rozmawiał jeszcze z nim, jednak podejrzewa, że pojechali do Los Angeles po to, aby wykonać badania DNA. Jest ciągle poddenerwowany i ciągle dopytuje się Juliet o co chodzi. Ona trzyma język za zębami.
Po kilku dniach, nadszedł ten dzień aby dowiedzieć się całej prawdy.

*oczami Juliet*

- Dzwonimy? - zapytałam.
- Może Ty.
- Nie, lepiej Ty. - odpowiedziałam.
- Razem.
- Dobra. Wykręcaj numer z tej wizytówki.
- To podawaj numer. - odpowiedział.
- Ale Ty jesteś. - odpowiedział podając mu numer i się śmiejąc.
- Dobra, cicho. Dzwoni!

Trzymaliśmy się za ręce.

- Dzień Dobry, tu klinika gdzie możesz przeprowadzić badania DNA. W czym mogę służyć? - odezwał się głos.
- Dzień Dobry. Z tej strony Juliet Smith. Chciała bym się dowiedzieć czy badania na to nazwisko są już wykonane. 
- Ah, tak. Proszę chwileczkę zaczekać.

Czekaliśmy tak chyba z 5 minut. Mało co nie złamałam Justinowi dłoni, tak bardzo ją ściskałam.

- Badania są już wykonane. Wyniki są znane. Chcą państwo dowiedzieć się telefonicznie? 
- Jest możliwość, że można przyjechać po wyniki?
- Ależ oczywiście, chociaż większość naszych pacjentów dowiaduje się przez telefon o wynikach.
- W takim razie jutro przyjadę po wyniki. - odpowiedziałam.
- Dobrze. 
- Dziękuję. Do widzenia.

Z jednej strony mi ulżyło, ale z drugiej nie.

- Dlaczego nie powiedziałaś, żeby przez telefon Ci powiedzieli? - zapytał Justin.
- Nie lubię się dowiadywać o takich rzeczach przez telefon. Lepiej osobiście. Jutro jedziemy. - odpowiedziałam.
- I tak Cię kocham. - odpowiedział z uśmiechem.

*

CZYTASZ = KOMENTUJESZ

Chcecie więcej?
Podoba się?
Przepraszam za długą nieobecność.
Mam nadzieję, że pozostawicie coś po sobie.
Kolejny rozdział już czeka! : )