poniedziałek, 26 listopada 2012

ROZDZIAŁ 7 - "- Chcesz coś do picia, jedzenia? - zapytała. - Ciebie kochanie. - odpowiedziałem i wpiłem się w jej usta."


*oczami Justina*

- To jak jedziemy? - zapytałem.
- Myślę, że tak chociaż wcale mi się nie chce. 
- Zostałabyś?
- Z Tobą zawsze, ale muszę wracać. - odpowiedziała.
- Nawet nie wiesz jak Cię pragnę. - odpowiedział i musnęłem jej usta.

Zatraciliśmy się przez chwilę.

- Juuuustinn... Nie chcę przerywać, ale chyba powinniśmy już jechać. - powiedziała.
- Hmm... No dobrze. - odpowiedziałem jeszcze ją przytulając i całując.

Wyjechaliśmy. Jechaliśmy pomału, bo wprawdzie się nam nie spieszyło. Gdy zajechaliśmy pod dom Juliet, jej tato szybko wyszedł z domu i podbiegł do auta. 

- Dziękuuuuuu... 
- Dzień Doo...
- Idziemy! - przerwał jej tato.
- Tato! Co Ty robisz? - zapytała.
- Idziemy! Słyszałaś?

Złapał ją za ramię i pociągnął do domu. Nic nie mogłem zrobić, bo on mnie zatrzymał przed tym. 
Krzyknął tylko :

- Jedź już do siebie chłopcze! Nic jej nie będzie!

Byłem w szoku. Nie wiedziałem co mam zrobić. Czy wracać czy zostać.


*oczami Juliet*

Gdy Justin odwiózł mnie do domu, tato czekał na mnie i nawet nie zdążyłam pożegnać się z moim ukochanym, ponieważ Taylor złapał mnie mocno za ramię i pociągnął do domu. 

- Co Ty w ogóle robisz? - zapytałam oburzona. - Co się z Tobą dzieje?
- Daj sobie spokój może z tymi pytaniami. A teraz usiądź i mnie posłuchaj. - odpowiedział.

Puścił moją rękę i popchał na kanapę w salonie, abym usiadła.

- O co chodzi? - zapytałam zaburmuszona.
- Dziś musisz iść na bankiet.
- Co? Jaki bankiet? O czym Ty w ogóle mówisz? - zapytałam zdziwiona.
- Do cholery jasnej! Mówiłem Ci!
- Nic mi nie mówiłeś i nie krzycz na mnie! - krzyknęłam.
- Nie krzycz! - krzyknął i podniósł rękę, ale powstrzymał się od uderzenia mnie w twarz. - Masz iść i koniec.
- Ale do kogo i  gdzie? Nie rozumiesz tego, że ja nie chce nigdzie iść? A Ty co? Zostaniesz w domu?
- To jest bankiet u mojego szefa w domu i idę razem z Tobą. - odpowiedział.
- O której jest ta cała impreza? - zapytałam przewracając oczy.
- O 7. - odpowiedział.
- Teraz mi to mówisz? Spójrz, która godzina. Jest 5. Kiedy ja się przygotuje. Boże, jakbyś nie mógł mi powiedzieć o tym wcześniej. - odpowiedziałam wkurzona.
- No to na co czekasz. Masz szczęście, że nie przyjechałaś później. 
- Od czego są telefony, mogłeś zadzwonić!
- Nie podnoś na mnie głosu! A teraz idź i się szykuj. O 7 masz być gotowa. - odpowiedział.

Udałam się szybko do pokoju, usiadłam na łóżku i chwyciłam za telefon, aby zadzwonić do Justina.

- Halo? Justin?
- Tak. - odpowiedział.
- Justin nie wiem co się dzieje z moim ojcem. Chciałam Ci powiedzieć, że dziękuję za wczorajszy wieczór...
- Nie musisz za nic dziękować. - przerwał mi.
- Dziś idę na jakiś głupi bankiet, ale je nie chcę... Chcę być z Tobą. - odpowiedziałam.
- Kochanie, nie chcę Cię do czegoś namawiać, ale ucieknijmy do Ciebie. 
- Wiesz, że tak zrobię. I mam to w dupie co inni pomyślą. - odpowiedziałam.
- Ale na prawdę nie musisz.
- Nie ma żadnego, ale. Robimy tak : ja idę na ten bankiet, będę tam przez chwilę, później zadzwonie gdzie jestem, Ty przyjedziesz i pojedziemy do mnie. Chyba, że będzie to dla Ciebie problem.
- Jak chcesz. Już się nie mogę doczekać... - odpowiedział.
- Ja również. Kocham Cię. Kończę, muszę się szykować. Do zobaczenia. - odpowiedzałam.
- Do zobaczenia kochanie.

Odpowiadał mi tak jakoś dziwnie, bardzo dziwnie, jakby martwił się o coś. Nie chciałam się dłużej nad tym zastanawiać.
Zajrzałam do szafy. Chwyciłam czarno - białą sukienkę, buty i poszłam do łazienki się ogarnąć. Prysznic, depilacja, lekki makijaż itp.
Była godzina 6:15 i udałam się do kuchni.
Zobaczyłam tatę jak rozmawia z jakąś obcą mi osobą. Wysokim blondynem, dobrze zbudowanym...

- Tato, ja już jestem gotowa. - wybełgotałam.
- O Juliet, to dobrze. Proszę poznaj Patrick'a. Jest on synem naszej ogrodniczki. - oznajmił.
- To my mamy ogrodniczkę? - zapytałam zdziwiona.
- Tak... Nie pamiętasz? - zapytał z uśmiechem.
- Nie? - odpowiedziałam z grymasem na twarzy. 
- Pani Mary. - powiedział.
- Suuuuuuper. - odpowiedziałam. - Cześć, jestem Juliet. - rzuciłam chłopakowi.
- Cześć, jestem Patrick. Miło mi Cię poznać. - odpowiedział i uścisnął moją rękę.
- Mi również. Tato, powinniśmy się już chyba zbierać. - powiedziałam. - Mamy jakieś 20 minut.
- A tak. To ja zostawiam was samych i idę się szybko ubrać. - powiedział tato.

Super i ja mam teraz siedzieć z nim.

- Co Ty tu w ogóle robisz? - zapytałam.
- Jadę z Wami na bankiet. - odpowiedział.
- To znaczy, że jestem pod kontrolą? - zapytałam prosto z mostu.
- Yyyy...
- Mój ojciec kazał Ci mnie pilnować?
- Tak. - odpowiedział po cichu.
- Słuchaj, nie myśl sobie, że tak będzie. 
- Bo tak nie będzie. Ja mam inne plany, a nie pilnować Cię. Jesteś pełnoletnia.
- Robimy tak, że Ty nie wiesz gdzie jestem i ja nie wiem gdzie Ty jesteś. Ok?
- Jasne. - odpowiedział z uśmiechem.

Właśnie przyszedł tato.

- Och, widzę, że świetnie się dogadujecie. - powiedział. - Mam nadzieję, że będziecie się dobrze bawić.
- Tak, też tak myślę. - odpowiedział puszczając mi oczko.


*oczami Justina*

Siedziałem jak na szpilkach od godziny 7. Myślałem, że nie wytrzymam. Niby nic a ja stresowałem się jak głupi. Wiedziałem, że być może czekają nas konsekwencje, ale skoro Juliet się uparła nic na to nie poradzę.
Usiadłem w salonie na kanapie i słuchałem nastrojowej muzyki.
Nagle zadzwonił telefon.

- Halo?
- Justin? To ja Juliet.
- Mrr, no i jak? - zapytałem.
- Ha, wiesz gdzie to jest? Nie zgadniesz. Zaraz na skrzyżowaniu jak wjeżdża się na naszą ulicę. - odpowiedziała.
- Myślałem, że gdzieś dalej. W sumie to dobrze. - odpowiedziałem z uśmiechem.
- Impreza się rozkręca i już prawie wszyscy są napici a dopiero 8. W prawdzie to mój ojciec gdzieś poszedł, a ja właśnie wyszłam z mieszkania i idę w stronę Twojego domu. - odpowiedziała.
- Głupiutka, już jadę po Ciebie. - odpowiedziałem.
- Właśnie, że dobrze zrobiłam. Nikt mnie nie widział jak wychodziłam. Jest dobrze.
- Nie gadaj tyle. Ja już jadę.

Szybko się zerwałem i pojechałem na miejsce. Oczywiście po drodze zabrałem Juliet.

- Nareszcie. - powiedziała i pocałowała mnie czule w usta.
- Jedziemy do...
- Mnie. - dokończyła.
- Napewno?
- Tak.

Uśmiechnąłem się głupio i kierowałem się w stronę jej domu. Trzymając ją za kolano coraz bardziej miałem na nią ochotę.

- Nawet nie wiesz jaką mam ochotę. - powiedziałem.
- A Ty nie wiesz jaką ja mam. - odpowiedziała. - Uważaj na drogę.
- Uważam.

Dojechaliśmy do jej domu. Wysiedliśmy z auta, które zaparkowałem zaraz przy wejściu. Juliet otworzyła drzwi i zaprosiła mnie do środka, po czym je zamknęła przekręcając klucz w zamku.

- Chcesz coś do picia, jedzenia? - zapytała.
- Yhym...
- Co takiego? - zapytała z uśmiechem.
- Ciebie kochanie. - odpowiedziałem i wpiłem się w jej usta.
- Mrr, Justin chodźmy do mnie na górę. - zaproponowała.
- Oczywiście. - odpowiedziałem łapiąc ją za pośladki a ona zaplotła nogi wokół mych bioder.

Po mału udałem się wraz z Juliet na górę. Otworzyłem drzwi i postawiłem ją na podłodze. 

- Zasłonie okna. - oznajmiła.

Ja tylko się uśmiechnąłem.
Usiadłem na łóżku, po czym Juliet usiadła na mnie okrokiem. Popatrzyła mi głęboko w oczy i zaczęła całować.
Całowaliśmy się tak dobre 10 minut, po czym zaczęła ściągać moją koszulkę. Lekko dotknęła reką mojej klatki piersiowej i domagała się aby położył się na łóżku. Zrobiłem to. Ona zaczęłam całować mnie po klacie i brzuchu. Później ja przerzuciłem ją pod siebie. Odgarnąłem jej blond włosy i zacząłem całować szyję. Moje ręcę krążyły po plecach Juliet, chciałem odpiąć sukienkę. Wreszcie, trafiłem  na zamek i jednym ruchem odsunąłem sukienkę. Opuściłem ją do lini bioder. Zacząłem dotykać jej piersi przez stanik, który miała na sobie.
Nagle nie wiedziałem kiedy wstała z łóżka. Przerwała to co robiliśmy. Nie wiedziałem o co może chodzić. Obsunęła sukienkę na sam dół i ją ściągnęła. Została w samej bieliźnie. Uśmiechnąłem się, a ona podeszła do mnie i zaczęła majstrować przy moich spodniach. Rozpieła je i usiadła w rozkroku na moje kolana. Dałem ręce na jej biodra i przysunąłem ją bliżej siebie. Całowaliśmy się.

- Czuję go. - powiedziała przez śmiech.

Położyła się obok mnie i ściągnęła spodnie. Jej ręce blądziły po całym moim ciele, moje zresztą też. Błądziliśmy ustami i oddechami. W końcu miałem ochotę ściągnąć jej stanik, gdy ktoś otworzył drzwi od pokoju Juliet.

- Co to jest do cholery!? - krzyknął głos.

To był jej tato. Szybko wstaliśmy z łóżka i okryliśmy się ubraniami.

- Co Ty tu robisz!? Do domu i to już. Pogadamy sobie jutro kolego! A teraz wynocha! - krzyknął jej tato na mnie i złapał mocno za rękę.
- Tato, tato! Zostaw go! Słyszysz!? Zoooostaw go! - krzyczała Juliet gdy ten wyprowadzał mnie z domu.
- Zaraz z Tobą sobie porozmawiam! - rzucił.
- Tato, proszę... - powiedziała przez łzy.
- Juliet, kocham Ci...
- Nie odzywaj się gówniarzu! - powiedział do mnie. - A teraz wyjdź!
- Do widz...
- Wyjdź! Będziemy jeszcze mieli czas aby porozmawiać. - odpowiedział i trzasnął mi drzwiami przed nosem.

Jedynie tego czego się bałem to życie Juliet. Miałem ochotę tak wtargnąć. Uciec razem z nią, ale się poddałem. Udałem się do domu.


*oczami Juliet*

- Tato, jak mogłeś!? Jak mogłeś!? Ty tak na prawdę nie znasz nas a wyprawiasz takie rzeczy! - krzyknęłam ze łzami w oczach.
- Nie podnoś na mnie głosu! Jutro sobie z nim porozmawiam. Tylko by pieprzył laski na lewo i prawo!
- Co? Weź się opanuj! Nie sądziłam, że możesz się taki stać! Nie uprawialiśmy seksu!
- Nie mam pewności. Wystarczy mi to co widziałem! A teraz masz tu siedzieć i koniec. - odpowiedział. - Ty nawet nie zdajesz sobie sprawy, że... on...
- Że co? No słucham!
- Nie jest to chyba odpowiedni moment na to aby Ci o tym powiedzieć.
- Wydaje mi się, że jest wręcz przeciwnie.
- Nie do cholery! - krzyknął i wyszedł z pokoju.

Zsunęłam się z łóżka na podłogę. Zapłakana zadzwoniłam do Justina.

- Przepraszam Cię. To nie tak miało być. Przyjedź jutro. Będę czekać na Ciebie po południu.
- Nic Ci nie zrobił? - zapytał wystraszony.
- Nie. 
- Pamiętaj, że zawsze będę z Tobą. Kocham Cię.
- Ja Ciebie również. 
- Ale na pewno? Wszystko w porządku? - zapytał troskliwie.
- Nic mi nie jest. Jutro się widzimy.

Była godzina 10, gdy usłyszałam jak tato woła mnie na dół.

- Juliet, chodź tu do mnie dziecko. - powiedział. - Muszę Ci coś powiedzieć.
- Słucham.
- Kilka lat temu byłem w przelotnym związku ze znaną Ci osobą... - rozpoczął.
- No i...?
- Mam z tą osobą dziecko. Chłopaka w Twoim wieku. - powiedział.
- Kim jest ta osoba? - zapytałam.
- Masz brata, a jest nim właśnie Justin... - powiedział.
- Co!? Co!? O czym Ty w ogóle mówisz!? - krzyknęłam.
- To co słyszysz. Justin jest Twoim przyrodnim bratem.

"Justin jest Twoim przyrodnim bratem." Co!? Nie, nie. To nie może być prawda. Ciągle te słowa chodziły mi po głowie.

- Tato, Ty nie mówisz prawdy. Nie. Nie wierzę. - odpowiedziałam.
Nie odpowiedział.
- Ph, nie... Nie... - powiedziałam pod nosem i udałam się do sypialni.

Boże... Jeśli to prawda? Nie, nie! Nie chcę o tym myśleć.

*

CZYTASZ = KOMENTUJESZ

11 komentarzy:

  1. ŻE CO?!?!?! Ale rozdział był taki cudny i tu nagle takie coś? Jejku, naprawdę miałaś dobry pomysł kochanie. Nie mogę się doczekać co to będzie dalej. Wow.. jestem pod wielkim wrażeniem. CZEKAM CZEKAM CZEKAM! KC <3 / @ForeverBelieb12

    OdpowiedzUsuń
  2. jeeeeej, zaskoczyłaś mnie tym. nic ani nikt nie oderwał mnie, dodawaj częściej WWW.CANADIANSWAGBIEBER.BLOGSPOT.COM

    OdpowiedzUsuń
  3. OMG. JAKI PRZEWRÓT AKCJI,NO ZAJEBIŚCIE. WOW.Czekam na następny :) !@moreofyou_baby

    OdpowiedzUsuń
  4. CO?! To jak oni będą teraz razem co?! Bosz ! Końcówka najciekawsza xD Czekam na nn <3 @Bieebsss

    OdpowiedzUsuń
  5. o ja ciebie! ale zwrot akcji! i co dalej?! oby nie byli rodzeństwem.. powiedz że on kłamie! powiedz! bo się chyba tutaj załamie! ;( ;( :( czekam z niecierpliwością na nn :* @swaggyjusteen

    OdpowiedzUsuń
  6. What the fuck ?! Normalnie szok, szok, szok !!!
    Ale rozdział zajebisty !
    Tak się w niego wciągłam, że masakra haha:D
    @magda_nivanne

    OdpowiedzUsuń
  7. omg, masakra O.O jak to są przyrodnim rodzeństwem?! ja sie nie zgadzam! no tak nie moze byc! ale rozdzial mega i czekam na nastepny :***

    OdpowiedzUsuń
  8. cooo? o fuck! niezła końcówka co jak co, ale tego się nie spodziewałam. Czekam na kolejny rozdział. :*
    .iwaa

    OdpowiedzUsuń
  9. AŻ szczęka mi opadła OH MY GAASH że bratem ? Jezu ja chcę nastęny i to szybko @TheBieberCute

    OdpowiedzUsuń
  10. o kuźwa. w życiu się tego nie spodziewałam. makabra. aż nie mogę się doczekać następnego!

    OdpowiedzUsuń
  11. co za emocje. Jak oni mogą być rodzenstwem ?

    OdpowiedzUsuń