poniedziałek, 26 listopada 2012

ROZDZIAŁ 7 - "- Chcesz coś do picia, jedzenia? - zapytała. - Ciebie kochanie. - odpowiedziałem i wpiłem się w jej usta."


*oczami Justina*

- To jak jedziemy? - zapytałem.
- Myślę, że tak chociaż wcale mi się nie chce. 
- Zostałabyś?
- Z Tobą zawsze, ale muszę wracać. - odpowiedziała.
- Nawet nie wiesz jak Cię pragnę. - odpowiedział i musnęłem jej usta.

Zatraciliśmy się przez chwilę.

- Juuuustinn... Nie chcę przerywać, ale chyba powinniśmy już jechać. - powiedziała.
- Hmm... No dobrze. - odpowiedziałem jeszcze ją przytulając i całując.

Wyjechaliśmy. Jechaliśmy pomału, bo wprawdzie się nam nie spieszyło. Gdy zajechaliśmy pod dom Juliet, jej tato szybko wyszedł z domu i podbiegł do auta. 

- Dziękuuuuuu... 
- Dzień Doo...
- Idziemy! - przerwał jej tato.
- Tato! Co Ty robisz? - zapytała.
- Idziemy! Słyszałaś?

Złapał ją za ramię i pociągnął do domu. Nic nie mogłem zrobić, bo on mnie zatrzymał przed tym. 
Krzyknął tylko :

- Jedź już do siebie chłopcze! Nic jej nie będzie!

Byłem w szoku. Nie wiedziałem co mam zrobić. Czy wracać czy zostać.


*oczami Juliet*

Gdy Justin odwiózł mnie do domu, tato czekał na mnie i nawet nie zdążyłam pożegnać się z moim ukochanym, ponieważ Taylor złapał mnie mocno za ramię i pociągnął do domu. 

- Co Ty w ogóle robisz? - zapytałam oburzona. - Co się z Tobą dzieje?
- Daj sobie spokój może z tymi pytaniami. A teraz usiądź i mnie posłuchaj. - odpowiedział.

Puścił moją rękę i popchał na kanapę w salonie, abym usiadła.

- O co chodzi? - zapytałam zaburmuszona.
- Dziś musisz iść na bankiet.
- Co? Jaki bankiet? O czym Ty w ogóle mówisz? - zapytałam zdziwiona.
- Do cholery jasnej! Mówiłem Ci!
- Nic mi nie mówiłeś i nie krzycz na mnie! - krzyknęłam.
- Nie krzycz! - krzyknął i podniósł rękę, ale powstrzymał się od uderzenia mnie w twarz. - Masz iść i koniec.
- Ale do kogo i  gdzie? Nie rozumiesz tego, że ja nie chce nigdzie iść? A Ty co? Zostaniesz w domu?
- To jest bankiet u mojego szefa w domu i idę razem z Tobą. - odpowiedział.
- O której jest ta cała impreza? - zapytałam przewracając oczy.
- O 7. - odpowiedział.
- Teraz mi to mówisz? Spójrz, która godzina. Jest 5. Kiedy ja się przygotuje. Boże, jakbyś nie mógł mi powiedzieć o tym wcześniej. - odpowiedziałam wkurzona.
- No to na co czekasz. Masz szczęście, że nie przyjechałaś później. 
- Od czego są telefony, mogłeś zadzwonić!
- Nie podnoś na mnie głosu! A teraz idź i się szykuj. O 7 masz być gotowa. - odpowiedział.

Udałam się szybko do pokoju, usiadłam na łóżku i chwyciłam za telefon, aby zadzwonić do Justina.

- Halo? Justin?
- Tak. - odpowiedział.
- Justin nie wiem co się dzieje z moim ojcem. Chciałam Ci powiedzieć, że dziękuję za wczorajszy wieczór...
- Nie musisz za nic dziękować. - przerwał mi.
- Dziś idę na jakiś głupi bankiet, ale je nie chcę... Chcę być z Tobą. - odpowiedziałam.
- Kochanie, nie chcę Cię do czegoś namawiać, ale ucieknijmy do Ciebie. 
- Wiesz, że tak zrobię. I mam to w dupie co inni pomyślą. - odpowiedziałam.
- Ale na prawdę nie musisz.
- Nie ma żadnego, ale. Robimy tak : ja idę na ten bankiet, będę tam przez chwilę, później zadzwonie gdzie jestem, Ty przyjedziesz i pojedziemy do mnie. Chyba, że będzie to dla Ciebie problem.
- Jak chcesz. Już się nie mogę doczekać... - odpowiedział.
- Ja również. Kocham Cię. Kończę, muszę się szykować. Do zobaczenia. - odpowiedzałam.
- Do zobaczenia kochanie.

Odpowiadał mi tak jakoś dziwnie, bardzo dziwnie, jakby martwił się o coś. Nie chciałam się dłużej nad tym zastanawiać.
Zajrzałam do szafy. Chwyciłam czarno - białą sukienkę, buty i poszłam do łazienki się ogarnąć. Prysznic, depilacja, lekki makijaż itp.
Była godzina 6:15 i udałam się do kuchni.
Zobaczyłam tatę jak rozmawia z jakąś obcą mi osobą. Wysokim blondynem, dobrze zbudowanym...

- Tato, ja już jestem gotowa. - wybełgotałam.
- O Juliet, to dobrze. Proszę poznaj Patrick'a. Jest on synem naszej ogrodniczki. - oznajmił.
- To my mamy ogrodniczkę? - zapytałam zdziwiona.
- Tak... Nie pamiętasz? - zapytał z uśmiechem.
- Nie? - odpowiedziałam z grymasem na twarzy. 
- Pani Mary. - powiedział.
- Suuuuuuper. - odpowiedziałam. - Cześć, jestem Juliet. - rzuciłam chłopakowi.
- Cześć, jestem Patrick. Miło mi Cię poznać. - odpowiedział i uścisnął moją rękę.
- Mi również. Tato, powinniśmy się już chyba zbierać. - powiedziałam. - Mamy jakieś 20 minut.
- A tak. To ja zostawiam was samych i idę się szybko ubrać. - powiedział tato.

Super i ja mam teraz siedzieć z nim.

- Co Ty tu w ogóle robisz? - zapytałam.
- Jadę z Wami na bankiet. - odpowiedział.
- To znaczy, że jestem pod kontrolą? - zapytałam prosto z mostu.
- Yyyy...
- Mój ojciec kazał Ci mnie pilnować?
- Tak. - odpowiedział po cichu.
- Słuchaj, nie myśl sobie, że tak będzie. 
- Bo tak nie będzie. Ja mam inne plany, a nie pilnować Cię. Jesteś pełnoletnia.
- Robimy tak, że Ty nie wiesz gdzie jestem i ja nie wiem gdzie Ty jesteś. Ok?
- Jasne. - odpowiedział z uśmiechem.

Właśnie przyszedł tato.

- Och, widzę, że świetnie się dogadujecie. - powiedział. - Mam nadzieję, że będziecie się dobrze bawić.
- Tak, też tak myślę. - odpowiedział puszczając mi oczko.


*oczami Justina*

Siedziałem jak na szpilkach od godziny 7. Myślałem, że nie wytrzymam. Niby nic a ja stresowałem się jak głupi. Wiedziałem, że być może czekają nas konsekwencje, ale skoro Juliet się uparła nic na to nie poradzę.
Usiadłem w salonie na kanapie i słuchałem nastrojowej muzyki.
Nagle zadzwonił telefon.

- Halo?
- Justin? To ja Juliet.
- Mrr, no i jak? - zapytałem.
- Ha, wiesz gdzie to jest? Nie zgadniesz. Zaraz na skrzyżowaniu jak wjeżdża się na naszą ulicę. - odpowiedziała.
- Myślałem, że gdzieś dalej. W sumie to dobrze. - odpowiedziałem z uśmiechem.
- Impreza się rozkręca i już prawie wszyscy są napici a dopiero 8. W prawdzie to mój ojciec gdzieś poszedł, a ja właśnie wyszłam z mieszkania i idę w stronę Twojego domu. - odpowiedziała.
- Głupiutka, już jadę po Ciebie. - odpowiedziałem.
- Właśnie, że dobrze zrobiłam. Nikt mnie nie widział jak wychodziłam. Jest dobrze.
- Nie gadaj tyle. Ja już jadę.

Szybko się zerwałem i pojechałem na miejsce. Oczywiście po drodze zabrałem Juliet.

- Nareszcie. - powiedziała i pocałowała mnie czule w usta.
- Jedziemy do...
- Mnie. - dokończyła.
- Napewno?
- Tak.

Uśmiechnąłem się głupio i kierowałem się w stronę jej domu. Trzymając ją za kolano coraz bardziej miałem na nią ochotę.

- Nawet nie wiesz jaką mam ochotę. - powiedziałem.
- A Ty nie wiesz jaką ja mam. - odpowiedziała. - Uważaj na drogę.
- Uważam.

Dojechaliśmy do jej domu. Wysiedliśmy z auta, które zaparkowałem zaraz przy wejściu. Juliet otworzyła drzwi i zaprosiła mnie do środka, po czym je zamknęła przekręcając klucz w zamku.

- Chcesz coś do picia, jedzenia? - zapytała.
- Yhym...
- Co takiego? - zapytała z uśmiechem.
- Ciebie kochanie. - odpowiedziałem i wpiłem się w jej usta.
- Mrr, Justin chodźmy do mnie na górę. - zaproponowała.
- Oczywiście. - odpowiedziałem łapiąc ją za pośladki a ona zaplotła nogi wokół mych bioder.

Po mału udałem się wraz z Juliet na górę. Otworzyłem drzwi i postawiłem ją na podłodze. 

- Zasłonie okna. - oznajmiła.

Ja tylko się uśmiechnąłem.
Usiadłem na łóżku, po czym Juliet usiadła na mnie okrokiem. Popatrzyła mi głęboko w oczy i zaczęła całować.
Całowaliśmy się tak dobre 10 minut, po czym zaczęła ściągać moją koszulkę. Lekko dotknęła reką mojej klatki piersiowej i domagała się aby położył się na łóżku. Zrobiłem to. Ona zaczęłam całować mnie po klacie i brzuchu. Później ja przerzuciłem ją pod siebie. Odgarnąłem jej blond włosy i zacząłem całować szyję. Moje ręcę krążyły po plecach Juliet, chciałem odpiąć sukienkę. Wreszcie, trafiłem  na zamek i jednym ruchem odsunąłem sukienkę. Opuściłem ją do lini bioder. Zacząłem dotykać jej piersi przez stanik, który miała na sobie.
Nagle nie wiedziałem kiedy wstała z łóżka. Przerwała to co robiliśmy. Nie wiedziałem o co może chodzić. Obsunęła sukienkę na sam dół i ją ściągnęła. Została w samej bieliźnie. Uśmiechnąłem się, a ona podeszła do mnie i zaczęła majstrować przy moich spodniach. Rozpieła je i usiadła w rozkroku na moje kolana. Dałem ręce na jej biodra i przysunąłem ją bliżej siebie. Całowaliśmy się.

- Czuję go. - powiedziała przez śmiech.

Położyła się obok mnie i ściągnęła spodnie. Jej ręce blądziły po całym moim ciele, moje zresztą też. Błądziliśmy ustami i oddechami. W końcu miałem ochotę ściągnąć jej stanik, gdy ktoś otworzył drzwi od pokoju Juliet.

- Co to jest do cholery!? - krzyknął głos.

To był jej tato. Szybko wstaliśmy z łóżka i okryliśmy się ubraniami.

- Co Ty tu robisz!? Do domu i to już. Pogadamy sobie jutro kolego! A teraz wynocha! - krzyknął jej tato na mnie i złapał mocno za rękę.
- Tato, tato! Zostaw go! Słyszysz!? Zoooostaw go! - krzyczała Juliet gdy ten wyprowadzał mnie z domu.
- Zaraz z Tobą sobie porozmawiam! - rzucił.
- Tato, proszę... - powiedziała przez łzy.
- Juliet, kocham Ci...
- Nie odzywaj się gówniarzu! - powiedział do mnie. - A teraz wyjdź!
- Do widz...
- Wyjdź! Będziemy jeszcze mieli czas aby porozmawiać. - odpowiedział i trzasnął mi drzwiami przed nosem.

Jedynie tego czego się bałem to życie Juliet. Miałem ochotę tak wtargnąć. Uciec razem z nią, ale się poddałem. Udałem się do domu.


*oczami Juliet*

- Tato, jak mogłeś!? Jak mogłeś!? Ty tak na prawdę nie znasz nas a wyprawiasz takie rzeczy! - krzyknęłam ze łzami w oczach.
- Nie podnoś na mnie głosu! Jutro sobie z nim porozmawiam. Tylko by pieprzył laski na lewo i prawo!
- Co? Weź się opanuj! Nie sądziłam, że możesz się taki stać! Nie uprawialiśmy seksu!
- Nie mam pewności. Wystarczy mi to co widziałem! A teraz masz tu siedzieć i koniec. - odpowiedział. - Ty nawet nie zdajesz sobie sprawy, że... on...
- Że co? No słucham!
- Nie jest to chyba odpowiedni moment na to aby Ci o tym powiedzieć.
- Wydaje mi się, że jest wręcz przeciwnie.
- Nie do cholery! - krzyknął i wyszedł z pokoju.

Zsunęłam się z łóżka na podłogę. Zapłakana zadzwoniłam do Justina.

- Przepraszam Cię. To nie tak miało być. Przyjedź jutro. Będę czekać na Ciebie po południu.
- Nic Ci nie zrobił? - zapytał wystraszony.
- Nie. 
- Pamiętaj, że zawsze będę z Tobą. Kocham Cię.
- Ja Ciebie również. 
- Ale na pewno? Wszystko w porządku? - zapytał troskliwie.
- Nic mi nie jest. Jutro się widzimy.

Była godzina 10, gdy usłyszałam jak tato woła mnie na dół.

- Juliet, chodź tu do mnie dziecko. - powiedział. - Muszę Ci coś powiedzieć.
- Słucham.
- Kilka lat temu byłem w przelotnym związku ze znaną Ci osobą... - rozpoczął.
- No i...?
- Mam z tą osobą dziecko. Chłopaka w Twoim wieku. - powiedział.
- Kim jest ta osoba? - zapytałam.
- Masz brata, a jest nim właśnie Justin... - powiedział.
- Co!? Co!? O czym Ty w ogóle mówisz!? - krzyknęłam.
- To co słyszysz. Justin jest Twoim przyrodnim bratem.

"Justin jest Twoim przyrodnim bratem." Co!? Nie, nie. To nie może być prawda. Ciągle te słowa chodziły mi po głowie.

- Tato, Ty nie mówisz prawdy. Nie. Nie wierzę. - odpowiedziałam.
Nie odpowiedział.
- Ph, nie... Nie... - powiedziałam pod nosem i udałam się do sypialni.

Boże... Jeśli to prawda? Nie, nie! Nie chcę o tym myśleć.

*

CZYTASZ = KOMENTUJESZ

niedziela, 18 listopada 2012

ROZDZIAŁ 6 - "- Juliet, ja chcę czegoś więcej... - oznajmił."


*oczami Juliet*

- Juliet! Juliet!  - usłyszałam głos, który roznosił się po całym domu. Byłam zaspana. - Juliet! - spojrzałam na zegarek. 7 am. Chyba kogoś porąbało.
- Juliet do cholery! - usłyszałam głos taty, który wparował do pokoju. - Nie słyszysz jak Cię wołam?
- Tato, spójrz która jest godzina. - odpowiedziałam.
- Ubieraj się, bo zaraz ciężarówka przywiezie nasze rzeczy. - odpowiedział.
- Dobrze. - odpowiedziałam z grymasem na twarzy.
- Nie pokazuj tu swoich min, tylko się ruszaj. Czekam na dole ze śniadaniem. - odpowiedział i wyszedł.

Dlaczego on się zrobił taki... dziwny? Przecież nic takiego nie zrobiłam, a on na mnie krzyczy.
Wygramoliłam się z łóżka, które zaścieliłam. Włożyłam luźne dresowe spodnie i czarną koszulkę, a włosy (nie czesząc ich) związałam w wysokiego koka. Pomału zeszłam na dół do kuchni, gdzie czekało na mnie śniadanie, a po nim udałam się do łazienki, aby przemyć twarz. Gdy już wychodziłam z toalety usłyszałam dzwonek do drzwi. Szybko pobiegłam i otworzyłam. Zobaczyłam wysokiego blondyna o niebieskich oczach.

 - Dzień Dobry. Czy to mieszkanie państwa Smith? - zapytał.
- Tak, w czym mogę pomóc? - zapytałam.
- Tak właściwie to w niczym, ale przywiozłem rzeczy. Chyba domyślasz się jakie.
- Chyba PANI domyśla się jakie, chciał PAN powiedzieć. Tak, wiem. Już wołam tatę. - odpowiedziałam wkurzona.
- Tato! - zawołałam. - Tato, gdzie jesteś!?
- Już idę!
- No to na co PAN czeka? Coś trzeba teraz z tym zrobić. - powiedziałam.
- Dzień Dobry. - powiedział tato, witając się z blondynem. - Chodźmy. Juliet nie bądź taka oschła.
- Nie mam ochoty rozmawiać na ten temat. Wezmę tylko swoje rzeczy. - odpowiedziałam.

Tato wraz z tym dziwnym gościem zanosili wszystkie rzeczy do domu, a ja się przyglądałam. Stanęłam obok ciężarówki i zaglądałam czy zobaczę wielkie pudło z napisem "JULIET", bo właśnie w nim były wsadzone wszystkie rzeczy, które nie były, gdyż tato się wkurzył i wsadził wszystko do jednego dużego. 


*oczami Justina*

"Cześć! Tu Justin Bieber..." BLA, BLA, BLA, BLA.
Wywiady i sesje fotograficzne wykańczają. Dobrze, że zrobiłem sobie przerwę od tego wszystkiego.
Godzina 7:30 am a ja nie śpię. Usłyszałem jak wielka ciężarówka jedzie ulicą i się obudziłem. Spojrzałem przez okno i zorientowałem się, że może to do Juliet. Postanowiłem, że zaraz do niej pojadę i pomogę. Szybko wziąłem prysznic, ubrałem się i zjadłem śniadanie. Chwyciłem jeszcze telefon, aby do niej zadzwonić, jednak nie odpowiadała. Ruszyłem w stronę samochodu i wyjechałem z posiadłości.
Udałem się w kierunku jej domu. Pomału wjechałem na drogę przed willą i stanąłem obok ciężarówki. Wysiadłem z auta. Zauważyłem jakby ktoś wspinał się do wielkiego auta. Podszedłem i zobaczyłem Juliet, która próbowała się wdrapać do środka.

- Chcesz mnie zostawić? - zapytałem.

Ona straciła równowagę i przechyliła się do tyłu. Bez wahania złapałem ją.

- Ale mnie wystraszyłeś. - powiedziała.
- Nie chciałem tego zrobić. - odpowiedziałem.
- Puść mnie!

Wyrwała się z moich ramion, wyglądała na przygnębioną lub złą.

- Dzień Dobry! - powiedziałem podając rękę tacie Juliet.
- Witaj. - odpowiedział i wziął kolejne rzeczy z ciężarówki.
- OMG, JUSTIN BIEBER!?!? - usłyszałem głos za mną.
- Nie ma Pan co do roboty? No już, już. Ile mam czekać? - wtrąciła się Juliet. - To pudło na górę.
- Juliet, co się z Tobą dzieje? - zapytałem ze zdziwieniem.
- Dlaczego nie powiedziałeś, że przyjedziesz? - zapytała.
- Dzwoniłem do Ciebie, ale nie odbierałaś, więc postanowiłem zrobić Ci niespodziankę. - odpowiedziałem.
- Musimy porozmawiać. - oznajmiła.
- To coś poważnego? - zapytałem.
- Nie. Chodźmy na górę.

Udaliśmy się na górę do pokoju Juliet, w którym było już pudło, gdzie znajdowały się rzeczy. Pomogłem jej rozpakowywać rzeczy w ciągłej ciszy. Zdjęcia powiesiliśmy na ścianie, które trzymały małe gwoździki  Nasze wspólne zdjęcie sprzed 10 lat, Juliet postawiła na stoliku nocnym i usiadła na łóżku. Gdy ona tak siedziała, ja pozbyłem się wielkiego pudła i położyłem gitarę obok jej łóżka i usiadłem obok niej.

- Juliet, stało się coś? - zapytałem łapiąc ją za rękę.
- Nic. Po prostu ostatnio zauważyłam, że z moim tatem jest coś nie tak... Nie mówiłam Ci, ale krzyczał na mnie wtedy jak wróciłam od Ciebie. - odpowiedziała.
- Krzyczał na Ciebie? - zapytałem ze zdziwieniem.
- Tak, krzyczał do cholery! - krzyknęła i wyszła na balkon.
- Nie denerwuj się. - powiedziałem łapiąc ją za ramię. - Co mogę dla Ciebie zrobić?
- Chcę polegać na Tobie kiedy będę tego potrzebować. Nie chcę Cię stracić. - odpowiedziała.


*oczami Juliet*

- Chcę polegać na Tobie kiedy będę tego potrzebować. Nie chcę Cię stracić. - odpowiedziałam.
- Nic ani nikt nam w tym nie przeszkodzi. Pamiętaj, nie stracisz mnie. - odpowiedział i odwrócił mnie do siebie.
- Kocham Cię. 
- Ja Ciebie również. - odpowiedział, a ja przyssałam się do jego ust.

Zaczął pogłębiać jeszcze bardziej swoje pocałunki. Nagle złapał mnie za pośladki i domagał, abym podskoczyła i zaplotła nogi wokół jego bioder. Zrobiłam to, a on przeniósł się do pokoju razem ze mną. Powoli położył mnie na łóżku nie odrywając ust od moich. Wplotłam ręce w jego włosy co dodało mu pewności na więcej. Jego dłonie znalazły się pod moją koszulką. Zaczął całować moją szyję. Po chwili on pragnął tego samego, zrobiłam to chociaż bardzo niepewnie. Podwinął lekko moją koszulkę i pocałunkami przeniósł się na brzuch.

- Uważaj, mam łaskotki. - powiedziałam.
- Zaufaj. - odpowiedział.

Coraz bardziej pogłębiając pocałunki na brzuchu, przenosił się coraz wyżej i wyżej. Ściągnął moją i swoją koszulkę oraz odpiął stanik i rzucił go za siebie. Jego ręce znalazły się na moich piersiach i robił z nimi wszystko co możliwe. Opuszkami palców jeździłam po jego plecach i klatce piersiowej.

- Juliet! - usłyszałam głos i otwierające się drzwi. 
- O nie... - powiedziałam cicho. - Zaczekaj chwilę.
- Dlaczee... - przerwał tato, który zauważył mnie i Justina na łóżku. - Zaraz wrócę.
- Cholera jasne! Przepraszam to moja wina. - odpowiedział Justin.
- Szybko się ubierzmy. - odpowiedziałam.
- Juliet, ja chcę czegoś więcej... - oznajmił.
- Ju...
- Już mogę wejść? - przerwał mi tato.
- Tak, o co chodzi? - zapytałam.
- Przepraszam, że tak bez pukania. Tak właściwie to nic takiego nie chciałem. Widzę, że już wszystko rozpakowałaś.
- Jakiś czas temu.
- Domyślam się. - odpowiedział dziwnie patrząc na Justina i wyszedł z pokoju.
- Juliet... - zaczął Justin łapiąc mnie za kolano.
- Słucham? - zapytałam.
- Boisz się czegoś? Możesz mi zaufać, pamiętaj. - odpowiedział posuwając rękę ku górze.
- Nie wiem czy jestem na to gotowa.
- Nie chodzi mi o seks...
- Rozumiem, ale nie dziś. - odpowiedziałam. - Kocham Cię. Dziękuję, że jesteś.
- Ja Ciebie też... Mam nadzieję, że nie uraziłem Cię. - odpowiedział.
- Nie... Po prostu muszę się przełamać, a to nie jest takie proste. Może Ty masz to za sobą, ale nie ja. - odpowiedziałam.
- Wszystko wiem... Nie musisz nic mówić. - odpowiedział muskając moje usta.


*narrator*

Minęło kilka dni. Justin i Juliet spotykali się każdego dnia jednak pomimo, iż jej ojciec był jakiś dziwny wydawało się, że w duszy ma jakąś tajemnice, o której musi powiedzieć swojej córce. Justin zaprosił Juliet do siebie... na noc.


*oczami Justina*

- Mogę Ci zaufać? - zapytał jej tato.
- Oczywiście. Nie zrobimy nic głupiego. - odpowiedziałem.
- Chodźmy już. - powiedziała Juliet.

Usiedliśmy do samochodu i ruszyliśmy w drogę do mojego domu.
Kiedy dojechaliśmy, udaliśmy się do kuchni. Juliet stała i przygotowywała pyszną kolację.
Podszedłem do niej od tyłu i lekko zacząłem całować ją po karku.

- Moja maleńka. 
- Mój kochany chłopak. - odpowiedziała i pocałowała mnie w usta.
- Przygotować kąpiel? - zapytałem niepewnie, bo nie wiedziałem czy zgodzi się na coś więcej niż tylko całowanie jej piersi lub ściągnięcie spodni.
- Ale weźmiemy ją razem. - odpowiedziała.
- Dobrze. - odpowiedziałem z uśmiechem.

Po wspólnej kolacji przy świecach i butelce wina, posprzątaliśmy i udałem się do łazienki, aby przygotować kąpiel. 
Napuściłem wannę pełną wody wraz z pianą. Dookoła rozsypałem czerwone płatki róż oraz ustawiłem i zapaliłem zapachowe świeczki. 
Po chwili usłyszałem pukanie do drzwi.

- Proszę.
- Mogę wejść? - zapytała.
- Oczywiście. 

Weszła niepewnie do łazienki i spojrzała na mnie uśmiechając się...

- Podoba Ci się? - zapytałem.
- Bardzo.

Podeszliśmy do siebie i wpoiliśmy się w usta do momentu, aż pozbyliśmy się swoich ubrań.

- Grzeszysz... - powiedziałem cicho do jej ucha.
- Ale niby czym? - zapytała.
- Twoim ciałem. Nie wiesz jak na mnie działasz. - odpowiedziałem i zacząłem całować ją po dekolcie.
 - Justin... 
- Tak? 
- Twój kolega... - odpowiedziała i popatrzyła w dół.
- Cholera, teraz już wiesz jak na mnie i na Jerry'ego działasz. - odpowiedziałem przygryzając jej płatek ucha.

Całowaliśmy się jeszcze przez chwilę. Pozbyłem się jej stanika.
Ręce błądziły mi po jej biodrach i po chwili znalazły się na linii jej dolnej bielizny. Delikatnie chwyciłem i spuściłem na dół. Ona gwałtownie złapała moje ręce.

- Zaufaj. - powiedziałem cicho.

Juliet nie była dłużna i zrobiła to samo z moimi bokserkami...
Oboje weszliśmy do wanny. Wszedłem jako pierwszy ona położyła się pomiędzy moimi nogami.
Moje ręce błądziły po jej ciele, gdy trafiły na jej miejsce intymne. Powolnymi ruchami palców zacząłem je dotykać. Było jej dobrze, czułem to.
Po chwili się zerwała i odwróciła w moją stronę.

- Skoro Tom, to teraz Jerry. - powiedziała cicho i położyła rękę na nim.

Zaczęła jeździć ręką w  górę i dół, co doprowadzało mnie do szału... Po krótkim czasie poczułem, że to właśnie jest ten moment 
"dojścia". Szybko chwyciłem chusteczki, które leżały obok i wytarłem nim Jerry'ego, z powodu spermy.

- Kocham Cię... - powiedziałem cicho i pocałowałem ją w usta.
- Ja Ciebie też.

Umyliśmy swoje ciała, wyszliśmy z wanny i opatuliliśmy się ręcznikami. 
Założyliśmy bieliznę i ogarnęliśmy łazienkę.


*oczami Juliet*

Gdy schyliłam się by podnieść ręcznik, który spadł na ziemie zakręciło mi się w głowie i nie mogłam złapać równowagi.

- Juliet... Juliet! - krzyknął Justin.

Ja chwyciłam jego ramienia aby się podeprzeć.

- Juliet, wszystko dobrze? Boże... 
- Już w porządku. - odpowiedziałam.
- Napędziłaś mi stracha. - odpowiedział unosząc mnie ku górze.
- To tylko zawrót głowy. - powiedziałam.
- Jakby coś Ci się stało, nie wybaczył bym sobie tego. - odpowiedział.
- Nawet tak nie mów.

Wyszliśmy z łazienki i udaliśmy się do sypialni. Oboje szybko zasnęliśmy.


*oczami Justina*


Obudziłem się w nocy około godziny 1 am, gdyż usłyszałem krzyk. Szybko zapaliłem lampkę nocną i zobaczyłem Juliet pełną w łzach. Była wystraszona. Mocno i szczelnie ją objąłem. 

- Maleńka, spokojnie. Shh. - odpowiedziałem całując ją w czoło. - Zły sen? 
- Tak... 
- Opowiesz mi? - zapytałem.

Juliet tylko kiwnęła głową. 

- Śniło mi się, że tato opowiedział mi jakąś historię. Nie spotykałam się z Tobą, wręcz nie mogłam. Płakałam całymi dniami i nocami. - odpowiedziała.
 - Jestem przy Tobie. Nie bój się niczego. - odpowiedziałem całując ją w czoła, a następnie w usta. - Połóż się obok mnie i spróbuj zasnąć. 

Juliet bardzo mocno wtuliła się w moje ramiona.

- Dobranoc aniołku. Śpij dobrze.


*

Obudziłem się około godziny 9 am. Juliet jeszcze spała, więc ja postanowiłem, że przygotuję dla nas śniadanie. Delikatnie wyszedłem z łóżka, aby jej nie obudzić, ubrałem się i poszedłem na dół. 
Miałam całą kuchnie do dyspozycji, więc nie było problemu, chyba, że lodówka była by pusta. Na szczęście wszystko w niej było. Szczerze powiedziawszy nie wiedziałem co zrobić. Wyciągnąłem warzywa, jakie były, pokroiłam je. Do tego zrobiłam jajecznicę z bekonem. Nagle usłyszałam jak ktoś  próbuje się zakradać. Przestraszyłem się... Tak trochę. Odwróciłem się nagle do tyłu.

- Cześć. - powiedziała Juliet i namiętnie pocałował mnie w usta przechylając na blad kredensu.

Była ubrana w bieliźnie i moją luźną koszulę.
Nie byłem w stanie jej przerwać. Jej pocałunki były zbyt czułe. 

- Cześć, cześć. - odpowiedziałam z uśmiechem na twarzy. - Zasiądź przy stole.
- Oczywiście. - odpowiedział. - Może Ci w czymś pomóc? 
- Nie trzeba. Wszystko przygotuję. - odpowiedziałem.

 Wyciągnąłem z szafki talerze i sztuczce, położyłem je na stole, który był pokryty biało niebieskim obrusem. Podałem jej warzywa, które pokroiłem aby położyła je na stół, pieczywo itd. Zasiedliśmy do stołu.

- Co za miły poranek z moim ukochanym chłopakiem. - powiedziała. - Smacznego.
- Aww, mam nadzieję, że będzie Ci smakować.
- Na pewno.
- Jestem ciekawa jak tato radzi sobie w domu...
- Daje sobie radę. Mówię Ci to.
- Hmm, odwieziesz mnie prawda? - zapytała.
- Jeszcze się pytasz? Oczywiście, że tak. A teraz jedz, bo Ci wystygnie.
- Dziękuję Ci za to wszystko co dla mnie robisz. Odwdzięczę Ci się... - odpowiedziała oblizując swoje wargi.
- Mrr...
- I to już nie długo. - dopowiedziała.
- Mam taką nadzieję. - odpowiedziałem całując ją usta.


*

Hej! Wiem, zabijecie mnie. Rozdział beznadziejny i nudny. Przerwałam i w ogóle nie trzyma się to wszystko. Sorry za długą nieobecność. 
Mam nadzieję, że przynajmniej skomentujecie. 

CZYTASZ = KOMENTUJESZ

Do zobaczenia :*