piątek, 26 października 2012

ROZDZIAŁ 5 - "Jej ciało, jej ruchy, jej usta, jej twarz, jej oczy, jej włosy... Doprowadza mnie wszystko do szału!"


*oczami Juliet*

Wydawać by się mogło, że już o wszystkim zapomniałam. Zyskałam chłopaka, ale tak naprawdę nie jestem szczęśliwa. Zawsze będę kochać moją mamę. Nieważne czy tu jest czy nie. Justin daje mi dużo szczęścia, ale musi to zrozumieć, że nie zawsze będę mogła spędzać z nim każdą chwilę, jaka się nadarzy. Udawałam, że się cieszę, ale jak po dwóch czy trzech dniach można być szczęśliwym tak jak kiedyś?
Wracając do przeprowadzki... Tato zjechał w jeszcze jedną ulicę i byliśmy na miejscu. Del Prado Grand - nazwa ulicy... Dookoła same willę. Byłam zachwycona. Jechaliśmy długą aleją przez jakieś 3 mile, aż w końcu skręciliśmy w lewo. Droga prowadziła lekko pod górę, przez las. Po chwili ujrzałam dom. To nie był dom - to była ogromna willa. Stał on na niewielkiej górce, z którego było widać piękny widok na Los Angeles. Zajechaliśmy pod same drzwi i wysiadłam z samochodu. Droga była usypana białymi kamyczkami. Dookoła ogród z kwiatami, między innymi różami, które bardzo lubię. 

- Wow! - wydusiłam z siebie.
- Podoba Ci się? - zapytał tato.
- Jasne! Chodźmy do środka. - odpowiedziałam.

Dom był piętrowy. Nowoczesny styl z domieszką antyku. Na parterze znajdował się gabinet do nauki i pracy, duża kuchnia, w której była obszerna i zawierała wszystkie potrzebne sprzęty. Na środku wielki blat oświetlony światłami. Obok znajdowała się jadalnia z drewnianym stołem i krzesłami. Pierwszą rzeczą jaka robiła wrażenie po wejściu do domu to salon. Ogromny salon z 3 kanapami dookoła stolika, na którym stały świeże kwiaty. Na przeciwko środkowej kanapy znajdował się wielki plazmowy telewizor oraz XBOX 360.     Duży salon z trzema oknami, które zasłaniały kremowe zasłony. Podłoga była jasna a na środku znajdował się ciemny dywan. Trochę dalej obok ciemnego kominka znajdował się stół bilardowy i pianino. Było również dużo rośli, które nadawały życie tej willi. Zaraz obok gabinetu była łazienka przystrojona białymi kafelkami z wielką wanną na środku. Po prawej stronie zaraz gdy wchodziło się do domu znajdowały się schody.

- Podoba Ci się parter? - zapytał tato.
- I to jeszcze jak. Nigdy nie myślałam, że zamieszkam w takiej willi.
- Nie widziałaś jeszcze piętra. Chodź!

Weszliśmy po drewnianych schodach na górę. Duży przedpokój prowadził między innymi do łazienki i 4 pokoi. (1 pokój - sypialnia taty, 2 - sypialnia dla gości, 3 - moja sypialnia, 4 - pracownia). 3 i 4 ciekawiły mnie najbardziej. Otworzyłam drzwi do mojego pokoju pomalowanego na jasny fiolet z domieszką białego. Na środku wielkie łóżko z kremową pościelą. Obok niego drewniane szafki i szafa pełna nowych firmowych ciuchów. Na przeciwko szafy znajdowało się biurko.  Jedno wielkie okno i drzwi prowadziły na balkon pełnym kwiatów. Stolik, dwa krzesła... Czy coś jeszcze mogłabym sobie wyobrazić?
Wyszłam z pokoju. Tato zaprowadził mnie do pracowni.

- Zamknij oczy. - powiedział.

Posłuchałam go. Złapał mnie za rękę i weszliśmy do pomieszczenia.

- Otwórz oczy!
- CO!? CO!?!? NIE. To nie może być prawda! Studio nagraniowe!?!? ŻARTUJESZ.
- Nie żartuję. Tylko spójrz. - odpowiedział.
- Jestem w szoku! Dziękuję! - odpowiedziałam ściskając go z całej siły. - Nie trzeba było wydawać tyle pieniędzy.
- Daj spokój.

Studio nagraniowe a w nim instrumenty (gitary, pianino, perkusja) każde w innym pomieszczeniu. Mogę nagrywać i robić z tym co tylko będę chciała. Nie mogłam w to uwierzyć!

- Juliet! - zawołał tato.
- Tak?
- Mam coś dla Ciebie. To taki spóźniony prezent urodzinowy. Tu są bilety do Disneylandu. - odpowiedział podając mi dwa bilety.
- CO!?!?!?!? Ja chyba śnie!
- Nie cieszysz się? - zapytał.
- Jasne, że się cieszę! Dziękuję! - odpowiedziałam.

Cieszyłam się w głębi duszy. 
Przecież to nie mogło się wydarzyć... Udałam się do swojego nowego pokoju.


*oczami Justina*

Wydawać by się mogło, że jest wszystko dobrze, że Juliet po 3 dniach pogodziła się ze śmiercią mamy i jest szczęśliwa.  Tak naprawdę nie jest. Będę z nią nieważne co się stanie. Teraz pewnie jest w domu i cieszy się w głębi duszy.
Był wieczór, więc wracałem do Calabasas aby spędzić trochę czasu w domu. Po ciężkim dniu należy mi się odpoczynek. Usiadłem na sofie i włączyłem muzykę. Zastanawiałem się przez chwilę czy ktoś wprowadził się do domu jakieś 0,5 mili ode mnie. Podobno miał się tam wprowadzić jakiś bogaty gość ze swoją córką. Z ciekawości zadzwoniłem do Juliet.

- Cześć kochanie!
- Justin... Jak dobrze, że dzwonisz. Właśnie leżę sobie w moim nowym pokoju i rozmyślam o Tobie. Dom jest niesamowity! Bardzo mi się podoba. - odpowiedziała.
- Dokładnie to na jakiej ulicy mieszkasz? - zapytałem.
- Del... yyyy... Prado...
- Del Prado Grand? - zapytałem.
- O tak, tak.
- A dokładnie?
- Hmm... To jak wjeżdżasz na tą ulicę, jedziesz około 3 mil, mijasz 4 ogromne wille i zaraz jest zakręt w lewo. To tak mniej więcej. - odpowiedziała.
- Super!
- Chyba wybiorę się na spacer! Muszę kończyć. - odpowiedziała.
- Do zobaczenia. Kocham Cię.

Ona okazała się córką bogatego gościa... Marzenia się spełniają. Mieszkam dokładnie niedaleko jej domu. Jednak nic jej nie powiedziałem. To będzie moja słodka tajemnica.
Dochodziła godzina 9 pm. Poszedłem się odświeżyć.


*oczami Juliet*

Zaraz po rozmowie z Justinem pobiegłam na dół i ubrałam się aby wyjść na wieczorny spacer.

- Tato! Wychodzę! - krzyknęłam.
- Uważaj tam na siebie.

Wyszłam z domu i udałam się w stronę 4 ogromnych willi, o których mówiłam Justinowi. Jestem ciekawa gdzie on dokładnie ma swoją posiadłość. Była godzina 9:30pm zanim tam doszłam i napisałam sms'a "
Wyszłam na spacer i myślę, jak tu się do Ciebie dostać.
Po chwili otrzymałam odpowiedź :
Zobaczymy się niedługo.
Aww, jaki on słodki.


*oczami Justina*

Gdy tylko otrzymałem sms'a od Juliet szybko się zerwałem, wyszedłem z domu i schowałem się. Ciągle zaglądałem czy ktoś idzie ulicą. Nagle zobaczyłem znaną twarz. Była to Juliet spoglądająca na domy, których nigdy wcześniej nie widziała. Gdy ominęła miejsce gdzie się ukrywałem zacząłem się za nią skradać. Nagle gwałtownie chwyciłem ją za biodra i przyciągnąłem od tyłu całując jej szyję.

- SZLAG! - krzyknęła. - Justin czy to Ty?
- A jak myślisz? - zapytałem.
- Ty idioto! - krzyknęła odwracając się do mnie i całując mnie w usta. - Dlaczego nie powiedziałeś mi gdzie dokładnie mieszkasz?
- Mieszkam dokładnie tutaj. - odpowiedziałem i wskazałem na kremową willę.

Dookoła były kwiaty i drzewa. Do domu prowadziła długa jasna droga. Dom dwupiętrowy, z tyłu basen i ogromny ogród.
Zaprosiłem Juliet do środka. Otworzyłem drzwi. Długi korytarz prowadził do dużej i nowoczesnej kuchni, gdzie również znajdowała się jadalnia. Okrągły stół z 6 krzesłami ozdobionymi miękkimi poduszkami. W salonie wielka sofa na przeciwko kominka i plazmy. Nastrojowa muzyka, która leciała z odtwarzacza świetnie komponowała się z naszą wspólną ciszą. Schody prowadziły na piętro, gdzie znajdowały się 3 pokoje, garderoba, 2 łazienki, gabinet i studio nagraniowe. Wydawać by się mogło, że dom jest ogromny... Ha, zależy jak dla kogo. Juliet była zachwycona.

- Zupełnie urządzony tak jak mój. Tylko, że jeszcze czekam na rzeczy... Przyjedziesz pomóc? - zapytała.
- Jak tylko będę mógł. - odpowiedziałem.
- Rozumiem. W końcu wiem, że praca jest najważniejsza. - odpowiedziała.
- Są rzeczy ważne i ważniejsze. - odpowiedziałem całując ją czule w czoło.
- Justin, ja już pójdę. Jest 10:06pm. Zanim dojdę będzie 10:30pm. Tato będzie się niepokoił. - powiedziała.
- Poczekaj, odwiozę Cię.
- Nie chcę Ci robić kłopotu. - odpowiedziała.
- Jaki kłopot? Chodź! - odpowiedziałem.

Chwyciłem ją za rękę i zeszliśmy na dół do garażu, w którym było auto oraz kącik gier i zabaw.
Otworzyłem drzwi do mojego Range Rover'a, aby mogła usiąść Juliet na miejscu pasażera. Posłusznie zapięła pasy, a ja usiadłem na miejscu kierowcy.


*oczami Juliet*

Usiadłam posłusznie do samochodu i wyjechaliśmy.

- Jak samopoczucie? - zapytał Justin łapiąc mnie za kolano.
- Wiesz jak jest... - odpowiedziałam łapiąc jego rękę, która kroczyła ku górze.
- Wiem... Chcę abyś była szczęśliwa. - odpowiedział biorąc rękę.
- Jestem. - odpowiedziałam łapiąc go za ramię. - Skręć tutaj.

Obraził się. Obraził się.
Nie odzywaliśmy się do siebie, aż do momentu, gdy miałam wysiadać z samochodu.

- Do zobaczenia. - powiedziałam i otworzyłam drzwi.
- Zaczekaj!
- Chcesz mi coś powiedzieć? - zapytałam.
- Spotkajmy się...
- Zadzwonię. Teraz muszę już iść. - odpowiedziałam.
- Kocham Cię Juliet. - odpowiedział i pocałował mnie w usta.
- Do zobaczenia Justin.

Weszłam do domu. Tato już na mnie czekał.

- Gdzie Ty do cholery byłaś? - zapytał zły.
- Mówiłam Ci, że idę na spacer. Spotkałam Justina...
- Trzeba było mi o tym powiedzieć. - przerwał mi.
- Mówiłam Ci!
- Ale nie mówiłaś, że spotkasz się z nim. - odpowiedział.
- Przeszkadza Ci coś, że nie powiedziałam Ci o tym? Sama nie wiedziałam, że on tu mieszka. - odpowiedziałam.
- Idź spać! - krzyknął.

Spojrzałam tylko na niego z wytrzeszczonymi oczyma. Co się z nim stało?
Poszłam ze łzami w oczach do pokoju. Odświeżyłam się i położyłam na łóżku. Zadzwonił nagle telefon, który  był na stoliku nocnym.

- Słucham?
- Nie zapomnij, że jutro już będą nasze  rzeczy. - powiedział głos.
- Aha, dobra.
- Dobranoc.

Tato, który mieszka ze mną pod jednym dachem dzwoni aby mi powiedzieć, że jutro będą nasze rzeczy. Przecież to jest chore. 
11 pm. Czas spać.


*oczami Justina*

Dlaczego ja muszę być tak cholernie napalony jak nigdy? Dlaczego? Przecież ze mną się coś dzieje... Jej ciało, jej ruchy, jej usta, jej twarz, jej oczy, jej włosy... Doprowadza mnie wszystko do szału!


*

Witam kochani! Przepraszam Was za długą nieobecność, ale wiecie szkoła i nie tylko :')
Rozdział nie jest zadowalający, wiem. PRZEPRASZAM. PRZEPRASZAM. PRZEPRASZAM. PRZEPRASZAM. PRZEPRASZAM. PRZEPRASZAM. PRZEPRASZAM. 
Postaram się aby w następnym było więcej akcji :')
Macie jakieś pytania? Kierujcie je tutaj :



lonelyladyrauhl@gmail.com

LICZĘ NA CO NAJMNIEJ 10 KOMENTARZY.
CZYTASZ = KOMENTUJESZ