niedziela, 30 września 2012

ROZDZIAŁ 4 - "Wyprowadziłem ją z zakrwawionej łazienki i usiedliśmy na kanapie w salonie."


*oczami Justina*

Godzina 8:45. O nie! Zaraz muszę być u Juliet. Szybko wstałem, ubrałem w garnitur, zjadłem śniadanie i zostało mi jeszcze 10 minut. Nie sądziłem, że zdążę  Porozmawiałem jeszcze chwilę z mamą przez telefon i powiedziałem jej o co chodzi. Pattie doskonale wiedziała co czuję do Juliet. Pamięta nasze zabawy oraz jej rodziców, zresztą kiedyś byli przyjaciółmi.
Dobijała godzina 9:30, więc wyszedłem z domu i poszedłem do Juliet.
Zadzwoniłem dzwonkiem i za chwilę drzwi się otworzyły. Stanęła w nich piękna niebieskooka blondynka, ubrana na czarno biało. Od razu się do niej przytuliłem. 

- A może być się tak przywitał? - powiedziała.
- Cześć kochanie! - odpowiedziałem puszczając oczko.
- Och weź przestań. To nie jest śmieszne, a szczególnie dziś. Denerwuję się... - odpowiedziała.
- Wszystko będzie dobrze. - odpowiedziałem całując ją w czoło. - Gdzie Twoja mama?
- Jeszcze w łazience. Zaraz wyjdzie. - odpowiedziała. - Napijesz się czegoś?
- Nie, dziękuję. - odpowiedziałem uśmiechając się.

Siedzieliśmy w ciszy, przez około pięć minut. Niespodziewanie chwyciłem Juliet za rękę.

- Pamiętaj jestem przy Tobie. Nie zrobiłaś tego dziś, prawda?
- Nie, przecież Ci obiecałam. - odpowiedziała. - Ach, i dziękuję za wczorajszy jakże miły wieczór.
- Za "Be Alright"? Nie ma za co. - odpowiedziałem i zacząłem przybliżać swoją twarz do jej.
- Justin! Jak miło Cię widzieć. Juliet mówiła, że jedziesz z nami do Sądu, to miło z Twojej strony. - powiedziała jej mama a ja szybko się zerwałem.
- Dzień dobry. Tak, jadę razem z Wami. Myślę, że nie robię żadnego kłopotu. - odpowiedziałem.

Jej mama  była zupełnie inna jak kiedyś. Bardzo się zmieniła. 

- Jaki kłopot, Justin?
- To jak jedziemy? - wtrąciła się Juliet.
- Jak sobie panie życzą. - odpowiedziałem i otworzyłem drzwi po czym zamknąłem je na klucz.
- To jej Twoje auto? - zapytała jej mama wskazując na Range Rovera.
- Tak.
- Mamo usiądź z przodu. - powiedziała Juliet.
- Nie, ja usiąde z tyłu. Ty porozmawiasz z Justinem. Może się trochę rozluźnisz. - odpowiedziała.

Nie odpowiedziała tylko zrobiła to co jej kazała.


*oczami Juliet*

Zrobiłam tak jak powiedziała mama. Oczywiście nie mieliśmy tak jakby odwagi rozmawiać z Justinem, bo w  końcu trochę nie przystało, ale mama ciągle zagadywała go w drodze.

- Mamo, daj mu spokój. Nie widzisz, że prowadzi?
- Córeczko, wyluzuj. - odpowiedziała.
- Co? Od kiedy Ty znasz takie słownictwo? Mamo weź się opanuj! - powiedziałam.
- No co? Przecież nic takiego nie mówię. - odpowiedziała.

Nie odpowiedziałam.
Była zupełnie jakaś inna, rozgadana, uśmiechnięta jakby zażywała narkotyki.
Po 20 minutach byliśmy już na miejscu.
Wysiadłam z auta i pomogłam mamie. Razem z Justinem i Lilian (imię mojej matki) udaliśmy się przed salą rozpraw. Zobaczyłam mojego tata.

- Tato! - krzyknęłam i wtuliłam się w jego ramiona.
- Juliet! 
- Jak dobrze, że jesteś! Z mamą się coś dzieje. - powiedziałam.
- O mój ukochany mąż. - wtrąciła się.
- Witaj. - odpowiedziała. - Cześć Justin!
- Dzień dobry. - odpowiedział podając mu rękę.
- Chłopie jak Ty wyrosłeś. - powiedział. - Mam nadzieję, że moja córka może na Ciebie liczyć.
- Oczywiście. - odpowiedział z uśmiechem patrząc na mnie.

Nagle rozległ się głos :

- Rozprawa z powództwa Lilian Smith, przeciwko Taylor Smith! Strony są proszone na salę.
- Idźcie, ja tu zaczekam. - powiedziałam do rodziców.
- Dobrze. - odpowiedział tato i pocałował mnie w czoło.

Mama tylko na nas dziwnie spoglądnęła i weszła. Tato jeszcze chwilę rozmawiał z adwokatem i zrobił to samo. Zostałam sama z Justinem ubranym w garnitur.

- Justin, nie trzeba było naprawdę. - powiedziałam i wskazałam na garnitur. - Twoja koszulka się wysuszyła? - zapytałam.
- Ach, tak, tak. Haha. - odpowiedział.
- To dobrze. - odpowiedziałam lekko się śmiejąc.
- Ej, rozluźnij się... - powiedział przytulając mnie w pasie.
- Justin... Świetnie wyglądasz w tym garniturze. - powiedziałam całując go w policzek.
- Jednak Ty jesteś piękniejsza. - odpowiedział, a ja poczułam jak robię się czerwona.

Usłyszałam głośne odgłosy z sali rozpraw. No tak, pewnie się kłócą.

- Pani Juliet Smith proszona na salę!
- Justin, zostań tu, proszę. - powiedziałam i weszłam na salę.


*oczami Justina*

Minęła tylko chwila a Juliet było obok mnie.

- Co tak szybko? - zapytałem zdziwiony.
- Nie zeznawałam, bo tak naprawdę nie mam o czym. Powiedziałam o mamie i o tacie, jak było i jak jest. Za tydzień Sąd ma zdecydować czy zostanę z tatem lub mamą... - odpowiedziała przytulając się do mnie.

Poczułem jak lekko łkała.

- Juliet nie płacz... - powiedziałem przecierając jej łzy.
- Co ja bym bez Ciebie zrobiła. Jesteś najlepszy!
- Twoi rodzice nie mają chyba nic przeciwko, że tu jestem? - zapytałem.
- Nie i dziękuję Ci za to, że jesteś tu razem ze mną. - powiedziała całując mnie w policzek.
- Mamy rozwód! - rozległ się głos.

Był to jej tato, który wybiegł z sali.

- No i masz tego co chciałeś. - powiedziała jej mama.
- Poradzisz sobie sama. - odpowiedział jej.
- Na pewno. Juliet, pamiętaj kocham Cię. Do widzenia Justin. - odpowiedziała i wybiegła z Sądu.

Juliet się przestraszyła i pobiegła zaraz za nią przy czym dołączyłem do nich, a jej ojciec zrobił to samo. Wszyscy usiedliśmy do jednego samochodu i jechaliśmy w stronę domu państwa Smith. Po drodzę nie spotkaliśmy jej mamy, ale mogła już być w domu. Juliet była cała roztrzęsiona. Szybko wbiegła do domu.

- Mamo, mamo! - zaczęła krzyczeć.
- Juliet! - krzyknąłem.
- Justin, jak coś się jej stało? - zapytała przerażona chwytając mojej ręki.
- Tu jest! - krzyknął pan Smith.

Szybko pobiegliśmy do łazienki tuż na przeciwko kuchni. Lilian leżała cała we krwi z nożem w ręce.

- Boże, nie! - krzyczała Juliet i rzuciła się na mamę przy okazji płacząc.
- Juliet, nie zostaw. - powtarzałem pochylając się nad nią i odciągając ją od ciała.

W tym samym czasie jej ojciec dzwonił do pogotowie, aby zabrać ciało.

- Zostawcie mnie! - krzyczała.
- Kochanie... Nic na to nie poradzisz. - powiedział jej tato.
- Juliet, posłuchaj nas. - dopowiedziałem.

Ona wstała i wtuliła się w moje ramiona płacząc. Wyprowadziłem ją z zakrwawionej łazienki i usiedliśmy na kanapie w salonie. Juliet ciągle płakała.

- Teraz masz tylko tatę, który na pewno bardzo mocno Cię kocha. - powiedziałem jej cicho na ucho.
- I mam też Ciebie, Justin... - odpowiedziała.


*oczami Juliet*

Ciągle wtulona w ramiona Justina miałam przed oczami obraz mamy, gdy mówiła ostatni raz, że mnie kocha i to jak leży w łazience cała zakrwawiona... Nie mogłam w to uwierzyć. Teraz to zamieszkam z tatem i już nigdy więcej nie zobaczę Justina... A tak bardzo mi na nim zależy.
Po 30 minutach przyjechało pogotowie i organizacja związana w pogrzebem mojej mamy. Co jakiś czas spoglądałam co robili z ciałem zmarłej, ale nie mogłam na to patrzeć. Wtulałam się w ramiona Justina. Ciągle mnie pocieszał. Tato wszystko załatwił. Pogrzeb ma się odbyć za 2 dni... 

- Tato, a co teraz będzie z tym domem? Zamieszkamy tu? - zapytałam.
- Sprzedamy dom. Wyprowadzamy się do Kalifornii. - odpowiedział, a ja chwyciłam mocno rękę Justina.
- A konkretnie?
- Zobaczysz. Na pewno się ucieszysz. - odpowiedział głaskając mnie po głowie.
- Ale ja nie chcę stąd wyjeżdżać... - odpowiedziałam.
- Dobrze Ci to zrobi. - odpowiedział.

Justin bacznie przysłuchiwał się naszej rozmowie. Tato wyszedł na zewnątrz, bo dzwonili do niego z Sądu.
Tak, zamieszkam z ojcem.

- Justin, to już postanowione. Zresztą sam słyszałeś. - powiedziałam.
- Nie przejmuj się, wszystko się ułoży. - odpowiedział i pocałował czule w czoło.
- Justin... - zaczęłam.
- Juliet, zamieszkasz ze mną. - przerwał tato.
- No przecież po tym co się stało to na pewno. Nie ma innej opcji. - odpowiedziałam.

*

Minęło 2 dni. Dzień pogrzebu oraz pakowania. Wyjeżdżam... do Kalifornii. Justin również. Tylko przynajmniej wiem gdzie konkretnie.
Na pogrzeb mamy oczywiście przyjechała rodzina, znajomi i sąsiedzi. Razem z tatem staliśmy na samym początku. Justin ciągle był przy mnie. Była również Pattie i Jeremy oraz jego dziadkowie. 
Minęło tak około 5 godzin. Wróciłam do domu i udałam się do swojego pokoju, aby zacząć się powoli pakować. Przy okazji jeszcze się przebrałam. Tato praktycznie nie musiał tego robić. Wszystkie rzeczy mamy spakował do wielkiego wora i zawiózł do Domu Opieki Społecznej dla podopiecznych. Zostałam sama. Nagle usłyszałam dzwonek do drzwi. Szybko zeszłam na dół i zobaczyłam Justina. Otworzyłam mu drzwi. On wszedł bez słowa.

- Chcesz się czegoś napić? Coś zjeść? - zaproponowałam.
- Nie dziękuję. - odpowiedział. - Mogę Ci pomóc.
- Jak chcesz. Chodź na górę. - odpowiedziałam.

Weszliśmy do pokoju pełnego pudeł. 

- Ciuchy praktycznie już spakowała. Teraz fotografie i inne pierdoły. - powiedziałam.
- Nie ma sprawy. - odpowiedział uśmiechając się.
- Justin? Gryzie Cię coś? - zapytałam.
- Nie... nie. - odpowiedział.

Wiedziałam, że coś jest nie tak. Był taki jakiś inny.


*oczami Justina*

Ściągaliśmy zdjęcia ze ścian. Nagle Juliet mnie zapytała :

- Justin? Gryzie Cię coś? 
- Nie... nie. - odpowiedziałem.

Tak, muszę Ci to powiedzieć. Nie mogę bez Ciebie żyć. Co będzie z nami gdy wyjedziesz?  Może nigdy się nie zobaczymy... Tak, czuję właśnie to i powinienem chyba jej o tym powiedzieć.
Zostało zdjęcie na stoliku nocnym. Nasze zdjęcie. Oboje złapaliśmy je jednocześnie. Juliet włożyła je do pudła, a ja złapałem ją za rękę. Popatrzyła na mnie.

- Chyba powinienem Ci coś powiedzieć... - zacząłem.
- Ja również Justin. 

Delikatnie zacząłem miziać kciukiem po jej policzku. Jeszcze bardziej przybliżyłem się do Juliet. Lekko przymknąłem powieki i poczułem jej usta na swoich. Delikatnie je muskałem, tak jakbym się bał, że mnie odtrąci. Jednak nie zrobiła tego. Odwzajemniła mój pocałunek.

- Już wiesz co do Ciebie czuję? Wiem, to głupie,  ale... Ty masz w sobie coś takiego co mnie strasznie pociąga w Tobie... Twój charakter, Twoje ciało, Twój uśmiech, to jak się poruszasz doprowadza mnie do szału... Ja Cię kocham! Jeśli Ci to przeszkadza, to zrozumiem... - wybełkotałem ze łzami w oczach.
- Justin, proszę nie płacz... - odpowiedziała.
 - Dasz mi szansę, na to, abym został Twoim chłopakiem? - zapytałem.
- Justin...
- Tak? Boję się przed tym, że mnie odrzucisz. - odpowiedziałem.
- Nie martw się.  Co będzie z nami? Przecież wyprowadzam się, więc to nie ma sensu.  - odpowiedziała.
- Wszystko ma sens. 
- Kocham Cię Justin. - odpowiedziała i wpoiła się w moje usta, przy czym otworzyły się drzwi do pokoju.
- Oj, przepraszam. - powiedział jej ojciec.
- Nic nie szkodzi. - odpowiedziała. - Nawet nie wiesz jak bardzo Cię kocham Justin. Nie możesz sobie tego wyobrazić. Jesteś kochany. KOCHAM CIĘ! Straciłam dziś osobę, którą kochałam, ale za to zyskałam Ciebie.
- Zawsze razem... - odpowiedziałem całując ją.


*oczami Juliet*

Nie mogłam w to uwierzyć. 
Postanowiłam dać mu szansę. Nie potrafię opisać tego jak bardzo go kocham.

- Dziś już jadę. - powiedziałem.
- Już? - odpowiedziałam.
- Tak, muszę. Scooter dzwonił. Mam wracać do Los Angeles, ale nie martw się... - odpowiedział.
- A jak Cię stracę? - zapytałam siadając mu na kolanach.
- Nie stracisz mnie. Wszystko będzie dobrze. Będę do Ciebie przyjeżdżał nie ważne co. Będę, rozumiesz!? BĘDĘ! 
- Nie chcę abyś przeze mnie zaniedbał swoją pracę.
- Ja nie chcę Cię stracić. Wszystko da się pogodzić. To jak zabieramy te pudła do auta abyście jutro nie musieli taszczyć?
- Oczywiście.

Wszystkie pudła zanieśliśmy do samochodu taty. Oczywiście większość zabierze ciężarówka, która później przywiezie wszystkie rzeczy do naszego nowego domu. Wprawdzie tato już tak dawno mieszkał no, ale cóż.
Dobijała godzina 20:00 i Justin musiał już jechać razem z rodzicami. Pożegnał się z moim tatem, a ja z jego rodzicami. Później przyszła pora na nas. Podeszliśmy do siebie i chwyciliśmy się za ręcę.

- Zobaczymy się jeszcze, prawda? - zapytałam patrząc mu w oczy.
- Jasne mała. - odpowiedziałem.
- Kocham Cię, Justin. - powiedziałam.
- Ja Cię też kocham i to bardzo mocno moja księżniczko. Do zobaczenia! - odpowiedział i pocałował mnie namiętnie w usta.
- Będę tęsknić! Do zobaczenia!

Poczułam na swojej skórze dotyk czyjejś ręki.

- Juliet, Ty i Justin jesteście razem? - zapytał.
- Tak. - odpowiedziałam uśmiechnięta.
- Ach tak. Gratulację.
- Dziękuję.

Nazajutrz wczesnym rankiem przyjechała ciężarówka, która miała zabrać resztę naszych rzeczy, aby zawieść je na wskazane miejsce. Tato powiedział, że będziemy lecieć samolotem, bo samochodem zajmie nam to bardzo dużo. Nic nie odpowiedziałam. Ubrałam się w to co zwykle, bo innych ciuchów przecież nie miałam. Wyruszyliśmy w drogę na lotnisko.
Uniosłam się nad chmurami, byłam taka szczęśliwa, że w końcu coś spotkało mnie w tym życiu. Nagle przypomniało mi się o gitarze od Justina.

- Tato, tato. Zapomniałam gitary. - powiedziałam wystraszona.
- Nie martw się, jest w ciężarówce. - odpowiedział.
- Uff, bałam się, że jej zapomniałam.

Lot trwał kilka godzin. Wylądowaliśmy w Los Angeles. Ciekawe czy Justin też jest.

- To teraz jedziemy do naszego nowego domu! - powiedział ucieszony tato i wziął nasze walizki.
- Super!

Telefon zaczął dzwonić.

- Halo?
- Witaj. Tęskniłaś?
- Justin... Jak mogłabym nie tęsknić. Właśnie jadę do mojego nowego domu. - odpowiedziałam.
- Odwiedzę Cię, pamiętaj. Ja jestem od rana w LA, a wieczorem jadę do Calabasas.
- Och, właśnie jadę w tą stronę. - odpowiedziałam.
- Tak? Super. Już nie mogę się doczekać, aż Cię zobaczę. Kocham Cię.
- Ja Ciebie też. Do zobaczenia.
- Pa, kocham.

Jechaliśmy autem przed dłuższą chwilę, aż zobaczyłam tabliczkę z napisem Calabasas. CALABASAS = JUSTIN. Spoko, w końcu prawie mieszkają tu same gwiazdy. Wjechaliśmy w ulicę, gdzie można było się pogubić. Dookoła same wille. Zjechaliśmy w jeszcze jedną ulicę i byliśmy już na miejscu...

*

Taki tam sobie rozdział 4. Może rewelacji nie ma, ale przynajmniej coś jest. Urwałam rozdział, wiem przepraszam, ale wiecie to napięcie :D 
Liczę na Wasze komentarze.
CZYTASZ = KOMENTUJESZ
Liczę na co najmniej 10 komentarzy.

13 komentarzy:

  1. omomomomomomomommomomomomomomom, słoooooooooodko ♥ tylko strasznie smutne, że jej mama popełniła samobójstwo. ale rozdział super. czekam na następny :***

    OdpowiedzUsuń
  2. OMNOMNOMN *____* Kocham to jak piszesz i kocham twoje opowiadania. Masz talent i czekam na nn . Informuj mnie dalej @YoSwaggyBieber ♥

    OdpowiedzUsuń
  3. @ForeverBelieb1230 września 2012 16:50

    mi oczywiście jak zawsze się bardzo podoba! jest cudny <3 cieszę się, że wyznali sobie miłość :* czekam na kolejny :* / @ForeverBelieb12

    OdpowiedzUsuń
  4. rozdział bardzo ciekawy, w głębi duszy liczyłam, że oni bd razem i się nie pomyliłam. :p suuuper! czekamy wszyscy z niecierpliwością na kolejny równie dobry jak ten. <3
    .iwaa

    OdpowiedzUsuń
  5. aż sie popłakałam gdy jej mama popełniła samobójstwo , dobrze ze Justin jest przy niej . TheBieberCute

    OdpowiedzUsuń
  6. o jaa..... az w środku skręca z wrazenia jak piszesz.
    gratuluję talentu
    świetny rozdział :)

    OdpowiedzUsuń
  7. to jest cudowne ahhh biebs_my_love

    OdpowiedzUsuń
  8. Super rozdziała .. ale jak t matka umarła to wydaje mi się, że ona coś krótko po niej rozpaczała .. no ale cóż, to Twój blog. : ) Ale ogólnie mi się podoba i czekam na następny. Informuj mnie na TT : @karola121610

    OdpowiedzUsuń
  9. podoba mi się :) czekam na nn ;p

    @magda_nivanne

    OdpowiedzUsuń
  10. OOO Już 10 teraz NN -,- KOCHAM CZEKAM NA NN ! @Bieebsss

    OdpowiedzUsuń
  11. mmmm *__* supeeeeeeer <3 czekam na nn :) @_maryssbieberxd

    OdpowiedzUsuń
  12. No cóż mój jest 12 wiec masz motywację by dodać kolejna notkę ;) Nie spodziewałam się, że tak się to skończy, domyślałam się co prawda jaki zapadnie wyrok, ale nie, że jej matka popełni samobójstwo. Wszystko tak szybko się tu dzieję, że nie sposób napisać o wszystkich istotnych rzeczach, najważniejsze jest chyba to Justin, jest bardzo pozytywna i troskliwą osoba, bohaterek ma w nim oparcie, oby tego nie zepsuli!
    Mogę zapisać sobie Ciebie w linkach ?
    http://opowiadanie-masz-wiadomosc.blogspot.com/


    OdpowiedzUsuń
  13. <3 rewelka już dawno nie czytałam tak wciągającego :) czekamy nn <3

    OdpowiedzUsuń