niedziela, 30 września 2012

ROZDZIAŁ 4 - "Wyprowadziłem ją z zakrwawionej łazienki i usiedliśmy na kanapie w salonie."


*oczami Justina*

Godzina 8:45. O nie! Zaraz muszę być u Juliet. Szybko wstałem, ubrałem w garnitur, zjadłem śniadanie i zostało mi jeszcze 10 minut. Nie sądziłem, że zdążę  Porozmawiałem jeszcze chwilę z mamą przez telefon i powiedziałem jej o co chodzi. Pattie doskonale wiedziała co czuję do Juliet. Pamięta nasze zabawy oraz jej rodziców, zresztą kiedyś byli przyjaciółmi.
Dobijała godzina 9:30, więc wyszedłem z domu i poszedłem do Juliet.
Zadzwoniłem dzwonkiem i za chwilę drzwi się otworzyły. Stanęła w nich piękna niebieskooka blondynka, ubrana na czarno biało. Od razu się do niej przytuliłem. 

- A może być się tak przywitał? - powiedziała.
- Cześć kochanie! - odpowiedziałem puszczając oczko.
- Och weź przestań. To nie jest śmieszne, a szczególnie dziś. Denerwuję się... - odpowiedziała.
- Wszystko będzie dobrze. - odpowiedziałem całując ją w czoło. - Gdzie Twoja mama?
- Jeszcze w łazience. Zaraz wyjdzie. - odpowiedziała. - Napijesz się czegoś?
- Nie, dziękuję. - odpowiedziałem uśmiechając się.

Siedzieliśmy w ciszy, przez około pięć minut. Niespodziewanie chwyciłem Juliet za rękę.

- Pamiętaj jestem przy Tobie. Nie zrobiłaś tego dziś, prawda?
- Nie, przecież Ci obiecałam. - odpowiedziała. - Ach, i dziękuję za wczorajszy jakże miły wieczór.
- Za "Be Alright"? Nie ma za co. - odpowiedziałem i zacząłem przybliżać swoją twarz do jej.
- Justin! Jak miło Cię widzieć. Juliet mówiła, że jedziesz z nami do Sądu, to miło z Twojej strony. - powiedziała jej mama a ja szybko się zerwałem.
- Dzień dobry. Tak, jadę razem z Wami. Myślę, że nie robię żadnego kłopotu. - odpowiedziałem.

Jej mama  była zupełnie inna jak kiedyś. Bardzo się zmieniła. 

- Jaki kłopot, Justin?
- To jak jedziemy? - wtrąciła się Juliet.
- Jak sobie panie życzą. - odpowiedziałem i otworzyłem drzwi po czym zamknąłem je na klucz.
- To jej Twoje auto? - zapytała jej mama wskazując na Range Rovera.
- Tak.
- Mamo usiądź z przodu. - powiedziała Juliet.
- Nie, ja usiąde z tyłu. Ty porozmawiasz z Justinem. Może się trochę rozluźnisz. - odpowiedziała.

Nie odpowiedziała tylko zrobiła to co jej kazała.


*oczami Juliet*

Zrobiłam tak jak powiedziała mama. Oczywiście nie mieliśmy tak jakby odwagi rozmawiać z Justinem, bo w  końcu trochę nie przystało, ale mama ciągle zagadywała go w drodze.

- Mamo, daj mu spokój. Nie widzisz, że prowadzi?
- Córeczko, wyluzuj. - odpowiedziała.
- Co? Od kiedy Ty znasz takie słownictwo? Mamo weź się opanuj! - powiedziałam.
- No co? Przecież nic takiego nie mówię. - odpowiedziała.

Nie odpowiedziałam.
Była zupełnie jakaś inna, rozgadana, uśmiechnięta jakby zażywała narkotyki.
Po 20 minutach byliśmy już na miejscu.
Wysiadłam z auta i pomogłam mamie. Razem z Justinem i Lilian (imię mojej matki) udaliśmy się przed salą rozpraw. Zobaczyłam mojego tata.

- Tato! - krzyknęłam i wtuliłam się w jego ramiona.
- Juliet! 
- Jak dobrze, że jesteś! Z mamą się coś dzieje. - powiedziałam.
- O mój ukochany mąż. - wtrąciła się.
- Witaj. - odpowiedziała. - Cześć Justin!
- Dzień dobry. - odpowiedział podając mu rękę.
- Chłopie jak Ty wyrosłeś. - powiedział. - Mam nadzieję, że moja córka może na Ciebie liczyć.
- Oczywiście. - odpowiedział z uśmiechem patrząc na mnie.

Nagle rozległ się głos :

- Rozprawa z powództwa Lilian Smith, przeciwko Taylor Smith! Strony są proszone na salę.
- Idźcie, ja tu zaczekam. - powiedziałam do rodziców.
- Dobrze. - odpowiedział tato i pocałował mnie w czoło.

Mama tylko na nas dziwnie spoglądnęła i weszła. Tato jeszcze chwilę rozmawiał z adwokatem i zrobił to samo. Zostałam sama z Justinem ubranym w garnitur.

- Justin, nie trzeba było naprawdę. - powiedziałam i wskazałam na garnitur. - Twoja koszulka się wysuszyła? - zapytałam.
- Ach, tak, tak. Haha. - odpowiedział.
- To dobrze. - odpowiedziałam lekko się śmiejąc.
- Ej, rozluźnij się... - powiedział przytulając mnie w pasie.
- Justin... Świetnie wyglądasz w tym garniturze. - powiedziałam całując go w policzek.
- Jednak Ty jesteś piękniejsza. - odpowiedział, a ja poczułam jak robię się czerwona.

Usłyszałam głośne odgłosy z sali rozpraw. No tak, pewnie się kłócą.

- Pani Juliet Smith proszona na salę!
- Justin, zostań tu, proszę. - powiedziałam i weszłam na salę.


*oczami Justina*

Minęła tylko chwila a Juliet było obok mnie.

- Co tak szybko? - zapytałem zdziwiony.
- Nie zeznawałam, bo tak naprawdę nie mam o czym. Powiedziałam o mamie i o tacie, jak było i jak jest. Za tydzień Sąd ma zdecydować czy zostanę z tatem lub mamą... - odpowiedziała przytulając się do mnie.

Poczułem jak lekko łkała.

- Juliet nie płacz... - powiedziałem przecierając jej łzy.
- Co ja bym bez Ciebie zrobiła. Jesteś najlepszy!
- Twoi rodzice nie mają chyba nic przeciwko, że tu jestem? - zapytałem.
- Nie i dziękuję Ci za to, że jesteś tu razem ze mną. - powiedziała całując mnie w policzek.
- Mamy rozwód! - rozległ się głos.

Był to jej tato, który wybiegł z sali.

- No i masz tego co chciałeś. - powiedziała jej mama.
- Poradzisz sobie sama. - odpowiedział jej.
- Na pewno. Juliet, pamiętaj kocham Cię. Do widzenia Justin. - odpowiedziała i wybiegła z Sądu.

Juliet się przestraszyła i pobiegła zaraz za nią przy czym dołączyłem do nich, a jej ojciec zrobił to samo. Wszyscy usiedliśmy do jednego samochodu i jechaliśmy w stronę domu państwa Smith. Po drodzę nie spotkaliśmy jej mamy, ale mogła już być w domu. Juliet była cała roztrzęsiona. Szybko wbiegła do domu.

- Mamo, mamo! - zaczęła krzyczeć.
- Juliet! - krzyknąłem.
- Justin, jak coś się jej stało? - zapytała przerażona chwytając mojej ręki.
- Tu jest! - krzyknął pan Smith.

Szybko pobiegliśmy do łazienki tuż na przeciwko kuchni. Lilian leżała cała we krwi z nożem w ręce.

- Boże, nie! - krzyczała Juliet i rzuciła się na mamę przy okazji płacząc.
- Juliet, nie zostaw. - powtarzałem pochylając się nad nią i odciągając ją od ciała.

W tym samym czasie jej ojciec dzwonił do pogotowie, aby zabrać ciało.

- Zostawcie mnie! - krzyczała.
- Kochanie... Nic na to nie poradzisz. - powiedział jej tato.
- Juliet, posłuchaj nas. - dopowiedziałem.

Ona wstała i wtuliła się w moje ramiona płacząc. Wyprowadziłem ją z zakrwawionej łazienki i usiedliśmy na kanapie w salonie. Juliet ciągle płakała.

- Teraz masz tylko tatę, który na pewno bardzo mocno Cię kocha. - powiedziałem jej cicho na ucho.
- I mam też Ciebie, Justin... - odpowiedziała.


*oczami Juliet*

Ciągle wtulona w ramiona Justina miałam przed oczami obraz mamy, gdy mówiła ostatni raz, że mnie kocha i to jak leży w łazience cała zakrwawiona... Nie mogłam w to uwierzyć. Teraz to zamieszkam z tatem i już nigdy więcej nie zobaczę Justina... A tak bardzo mi na nim zależy.
Po 30 minutach przyjechało pogotowie i organizacja związana w pogrzebem mojej mamy. Co jakiś czas spoglądałam co robili z ciałem zmarłej, ale nie mogłam na to patrzeć. Wtulałam się w ramiona Justina. Ciągle mnie pocieszał. Tato wszystko załatwił. Pogrzeb ma się odbyć za 2 dni... 

- Tato, a co teraz będzie z tym domem? Zamieszkamy tu? - zapytałam.
- Sprzedamy dom. Wyprowadzamy się do Kalifornii. - odpowiedział, a ja chwyciłam mocno rękę Justina.
- A konkretnie?
- Zobaczysz. Na pewno się ucieszysz. - odpowiedział głaskając mnie po głowie.
- Ale ja nie chcę stąd wyjeżdżać... - odpowiedziałam.
- Dobrze Ci to zrobi. - odpowiedział.

Justin bacznie przysłuchiwał się naszej rozmowie. Tato wyszedł na zewnątrz, bo dzwonili do niego z Sądu.
Tak, zamieszkam z ojcem.

- Justin, to już postanowione. Zresztą sam słyszałeś. - powiedziałam.
- Nie przejmuj się, wszystko się ułoży. - odpowiedział i pocałował czule w czoło.
- Justin... - zaczęłam.
- Juliet, zamieszkasz ze mną. - przerwał tato.
- No przecież po tym co się stało to na pewno. Nie ma innej opcji. - odpowiedziałam.

*

Minęło 2 dni. Dzień pogrzebu oraz pakowania. Wyjeżdżam... do Kalifornii. Justin również. Tylko przynajmniej wiem gdzie konkretnie.
Na pogrzeb mamy oczywiście przyjechała rodzina, znajomi i sąsiedzi. Razem z tatem staliśmy na samym początku. Justin ciągle był przy mnie. Była również Pattie i Jeremy oraz jego dziadkowie. 
Minęło tak około 5 godzin. Wróciłam do domu i udałam się do swojego pokoju, aby zacząć się powoli pakować. Przy okazji jeszcze się przebrałam. Tato praktycznie nie musiał tego robić. Wszystkie rzeczy mamy spakował do wielkiego wora i zawiózł do Domu Opieki Społecznej dla podopiecznych. Zostałam sama. Nagle usłyszałam dzwonek do drzwi. Szybko zeszłam na dół i zobaczyłam Justina. Otworzyłam mu drzwi. On wszedł bez słowa.

- Chcesz się czegoś napić? Coś zjeść? - zaproponowałam.
- Nie dziękuję. - odpowiedział. - Mogę Ci pomóc.
- Jak chcesz. Chodź na górę. - odpowiedziałam.

Weszliśmy do pokoju pełnego pudeł. 

- Ciuchy praktycznie już spakowała. Teraz fotografie i inne pierdoły. - powiedziałam.
- Nie ma sprawy. - odpowiedział uśmiechając się.
- Justin? Gryzie Cię coś? - zapytałam.
- Nie... nie. - odpowiedział.

Wiedziałam, że coś jest nie tak. Był taki jakiś inny.


*oczami Justina*

Ściągaliśmy zdjęcia ze ścian. Nagle Juliet mnie zapytała :

- Justin? Gryzie Cię coś? 
- Nie... nie. - odpowiedziałem.

Tak, muszę Ci to powiedzieć. Nie mogę bez Ciebie żyć. Co będzie z nami gdy wyjedziesz?  Może nigdy się nie zobaczymy... Tak, czuję właśnie to i powinienem chyba jej o tym powiedzieć.
Zostało zdjęcie na stoliku nocnym. Nasze zdjęcie. Oboje złapaliśmy je jednocześnie. Juliet włożyła je do pudła, a ja złapałem ją za rękę. Popatrzyła na mnie.

- Chyba powinienem Ci coś powiedzieć... - zacząłem.
- Ja również Justin. 

Delikatnie zacząłem miziać kciukiem po jej policzku. Jeszcze bardziej przybliżyłem się do Juliet. Lekko przymknąłem powieki i poczułem jej usta na swoich. Delikatnie je muskałem, tak jakbym się bał, że mnie odtrąci. Jednak nie zrobiła tego. Odwzajemniła mój pocałunek.

- Już wiesz co do Ciebie czuję? Wiem, to głupie,  ale... Ty masz w sobie coś takiego co mnie strasznie pociąga w Tobie... Twój charakter, Twoje ciało, Twój uśmiech, to jak się poruszasz doprowadza mnie do szału... Ja Cię kocham! Jeśli Ci to przeszkadza, to zrozumiem... - wybełkotałem ze łzami w oczach.
- Justin, proszę nie płacz... - odpowiedziała.
 - Dasz mi szansę, na to, abym został Twoim chłopakiem? - zapytałem.
- Justin...
- Tak? Boję się przed tym, że mnie odrzucisz. - odpowiedziałem.
- Nie martw się.  Co będzie z nami? Przecież wyprowadzam się, więc to nie ma sensu.  - odpowiedziała.
- Wszystko ma sens. 
- Kocham Cię Justin. - odpowiedziała i wpoiła się w moje usta, przy czym otworzyły się drzwi do pokoju.
- Oj, przepraszam. - powiedział jej ojciec.
- Nic nie szkodzi. - odpowiedziała. - Nawet nie wiesz jak bardzo Cię kocham Justin. Nie możesz sobie tego wyobrazić. Jesteś kochany. KOCHAM CIĘ! Straciłam dziś osobę, którą kochałam, ale za to zyskałam Ciebie.
- Zawsze razem... - odpowiedziałem całując ją.


*oczami Juliet*

Nie mogłam w to uwierzyć. 
Postanowiłam dać mu szansę. Nie potrafię opisać tego jak bardzo go kocham.

- Dziś już jadę. - powiedziałem.
- Już? - odpowiedziałam.
- Tak, muszę. Scooter dzwonił. Mam wracać do Los Angeles, ale nie martw się... - odpowiedział.
- A jak Cię stracę? - zapytałam siadając mu na kolanach.
- Nie stracisz mnie. Wszystko będzie dobrze. Będę do Ciebie przyjeżdżał nie ważne co. Będę, rozumiesz!? BĘDĘ! 
- Nie chcę abyś przeze mnie zaniedbał swoją pracę.
- Ja nie chcę Cię stracić. Wszystko da się pogodzić. To jak zabieramy te pudła do auta abyście jutro nie musieli taszczyć?
- Oczywiście.

Wszystkie pudła zanieśliśmy do samochodu taty. Oczywiście większość zabierze ciężarówka, która później przywiezie wszystkie rzeczy do naszego nowego domu. Wprawdzie tato już tak dawno mieszkał no, ale cóż.
Dobijała godzina 20:00 i Justin musiał już jechać razem z rodzicami. Pożegnał się z moim tatem, a ja z jego rodzicami. Później przyszła pora na nas. Podeszliśmy do siebie i chwyciliśmy się za ręcę.

- Zobaczymy się jeszcze, prawda? - zapytałam patrząc mu w oczy.
- Jasne mała. - odpowiedziałem.
- Kocham Cię, Justin. - powiedziałam.
- Ja Cię też kocham i to bardzo mocno moja księżniczko. Do zobaczenia! - odpowiedział i pocałował mnie namiętnie w usta.
- Będę tęsknić! Do zobaczenia!

Poczułam na swojej skórze dotyk czyjejś ręki.

- Juliet, Ty i Justin jesteście razem? - zapytał.
- Tak. - odpowiedziałam uśmiechnięta.
- Ach tak. Gratulację.
- Dziękuję.

Nazajutrz wczesnym rankiem przyjechała ciężarówka, która miała zabrać resztę naszych rzeczy, aby zawieść je na wskazane miejsce. Tato powiedział, że będziemy lecieć samolotem, bo samochodem zajmie nam to bardzo dużo. Nic nie odpowiedziałam. Ubrałam się w to co zwykle, bo innych ciuchów przecież nie miałam. Wyruszyliśmy w drogę na lotnisko.
Uniosłam się nad chmurami, byłam taka szczęśliwa, że w końcu coś spotkało mnie w tym życiu. Nagle przypomniało mi się o gitarze od Justina.

- Tato, tato. Zapomniałam gitary. - powiedziałam wystraszona.
- Nie martw się, jest w ciężarówce. - odpowiedział.
- Uff, bałam się, że jej zapomniałam.

Lot trwał kilka godzin. Wylądowaliśmy w Los Angeles. Ciekawe czy Justin też jest.

- To teraz jedziemy do naszego nowego domu! - powiedział ucieszony tato i wziął nasze walizki.
- Super!

Telefon zaczął dzwonić.

- Halo?
- Witaj. Tęskniłaś?
- Justin... Jak mogłabym nie tęsknić. Właśnie jadę do mojego nowego domu. - odpowiedziałam.
- Odwiedzę Cię, pamiętaj. Ja jestem od rana w LA, a wieczorem jadę do Calabasas.
- Och, właśnie jadę w tą stronę. - odpowiedziałam.
- Tak? Super. Już nie mogę się doczekać, aż Cię zobaczę. Kocham Cię.
- Ja Ciebie też. Do zobaczenia.
- Pa, kocham.

Jechaliśmy autem przed dłuższą chwilę, aż zobaczyłam tabliczkę z napisem Calabasas. CALABASAS = JUSTIN. Spoko, w końcu prawie mieszkają tu same gwiazdy. Wjechaliśmy w ulicę, gdzie można było się pogubić. Dookoła same wille. Zjechaliśmy w jeszcze jedną ulicę i byliśmy już na miejscu...

*

Taki tam sobie rozdział 4. Może rewelacji nie ma, ale przynajmniej coś jest. Urwałam rozdział, wiem przepraszam, ale wiecie to napięcie :D 
Liczę na Wasze komentarze.
CZYTASZ = KOMENTUJESZ
Liczę na co najmniej 10 komentarzy.

sobota, 22 września 2012

ROZDZIAŁ 3 - "Jego mięśnie, jego klata, jego mokre włosy... I jeszcze ten całus w policzek..."


*oczami Juliet*

Nie mogłam zasnąć przez dłuższą chwilę. Ciągle myślałam o Justinie i naszej rozmowie. Może on rzeczywiście chcę mi pomóc? Jutro wybiera się ze mną do sądu, chociaż nawet nie wiem po co. W końcu on i tak nic nie wie. 
W nocy budziłam się bardzo często. Śnił mi się tato, a konkretnie jak zabiera mnie całą zapłakaną do jego domu, którego nie było w tym śnie. To na prawdę było dziwne. Ten omam powtarzał się cztery razy i za każdym razem się budziłam. 
Dziś był 5, co oznaczało, iż powinnam mieć pięć dodatkowych kresek na swojej ręcę. Nie zrobiłam tego... Powstrzymałam się, a szczególnie pohamowały mnie słowa Justina : "...przestań się okaleczać. Zrób to dla mnie. Nie chcę Cię stracić, mała." Wiem, że trudno było odstawić tą żyletkę, ewentualnie ją wyrzucić, ale opanowałam się.
Dobijała godzina 9:54. Pora aby wstać. 
Odsłoniłam zasłony i otworzyłam szeroko okno, by wpuścić trochę świeżego powietrza. Był ciepły i słoneczny dzień. Ubrałam się skromnie. Nałożyłam dżinsowe spodenki, białą bluzkę i czarną bluzę, która miała zasłonić moje blizny na ręce. Gdy się ubrałam usiadłam jeszcze chwilę na parapecie i spoglądałam w dal. Nagle zobaczyłam Justina, który właśnie wstał i podszedł do okna w samych bokserkach. Zobaczyłam jego umięśnioną klatkę i silne ręce. Zrobiło mi się gorąco. Był na prawdę bardzo seksowny. On mnie jednak nie zauważył, gdyż był jeszcze trochę zaspany. Otworzył okno a ja krzyknęłam z uśmiechem na twarzy jak nigdy :

- Cześć przystojniaku!
- Och... Nie zauważyłem Cię. Jednak witam moją piękną sąsiadkę. - odpowiedziałam trochę zmieszany.
- Nie przesadzaj... 
- Zapraszam Cię dziś do mnie, na obiad. - powiedział ubierając koszulkę.
- Dziękuję bardzo! Wpadnę około godziny 12. Będziesz w domu? - zapytałam.
- Oczywiście. - odpowiedział uśmiechając się.

Moje policzki się zarumieniły i spuściłam głowę.

- To ja idę na śniadanie. - powiedziałam. - Do zobaczenia później.
- Pa. - odpowiedział posyłając mi buziaka.

On był taki słodki... Szkoda, że nie wie o tym jak bardzo go kocham.
Niczym się obejrzałam już byłam na dole i szykowałam sobie śniadanie. Jak tradycyjnie płatki śniadaniowe, bo na nic innego nie mogłam liczyć. Mama siedziała w salonie i spoglądała w głuchy telewizor. Gdy jadłam posiłek powiedziałam :

- Mamo, dziś idę do Justina...
- Po co? - zapytała.
- Zaprosił mnie na obiad. 
- Na obiad? To Ty już nie masz czego jest w domu? - zapytała z wyrzutami sumienia.
- Przecież to tylko głupi posiłek. Poza tym zaprosił mnie. To nie jest nic złego. - odpowiedziałam.
- Tak, w końcu to jest Twój przyjaciel. - odpowiedziała przewracając oczy.
- Justin jest moim przyjacielem i miał prawo mnie zaprosić! - krzyknęłam.
- No już dobrze, dobrze. Tylko nie wyjedz im całej lodówki.
- Wiesz co? Wychodzę. - odpowiedziałam i odłożyłam miskę do zlewu. 
- Pamiętaj, że Cię kocham. - powiedziała, gdy chwyciłam klamkę od drzwi.
- Ja Ciebie też. - powiedziałam pod nosem i wyszłam przed dom.


*oczami Justina*

Nie sądziłem, że Juliet może mnie zauważyć. Jej policzki były całe rumiane. Szkoda, że nie wiem o tym jak bardzo ją kocham. 
Gdy kończyłem śniadanie, które jak zawsze przyrządziła babcia zauważyłem Juliet, która właśnie siadała na schodach przed swoim domem. Wyciągnęła gitarę i zaczęła brzdękolić. Ten nabytek podarowałem jej ja 2 lata temu. Nie było problemem z tym, iż jest to gitara przeznaczona dla osób leworęcznych, gdyż ona również do nich należała. Przypomniało mi się, że rano zaprosiłem ją na obiad nic o tym nie mówiąc babci.

- Babciu... 
- Tak?
- Nie masz nic przeciwko, jak Juliet przyjdzie do nas dziś na obiad? - zapytałem z uśmiechem.
- Oczywiście, że nie. Może wpadać kiedy tylko chcę. - odpowiedziała.
- Super. - odpowiedziałem, całując ją w policzek.
- Nie ma za co. Idź lepiej do dziadka, który od rana nie może poradzić sobie z wodą, która leje się w ogrodzie. - powiedziała.

Kiwnąłem głową na znak, że idę.
Wyszedłem na zewnątrz i usłyszałem miłą melodię z nad przeciwka. Oczywiście była to linia melodyczna, którą grała Juliet. Uśmiechnąłem się sam do siebie, bo wiedziałem co gra, a właściwie to próbuję... Poszedłem do dziadka.

- Hej, dziadku! Co się tu dzieje? - zapytałem patrząc na dziadka, który podłączał wąż wodny.
- Och Justin, jak dobrze, że jesteś. Nie mogę tego podłączyć. Ciągle się wylewa woda.
- Pokaż mi to. - odpowiedziałem i pewny siebie podłączyłem do hydrantu.

 Gdy nagle poprosiłem dziadka, aby odkręcił wodę automatycznie wąż puścił i oblał mnie całego. Oczywiście widziała to Juliet... Sciągnąłem koszulkę i powiesiłem ją aby się wysuszyła.

- Dobra Justin. Ty lepiej idź do domu, ja sam to naprawie. - odpowiedział.
- Jak chcesz. 

Zamiast do domu udałem się do Juliet a dokładnie po nią. Zadowolony i w spodniach oraz trampkach podszedłem do niej i usiadłem na schodach witając się z nią.

- Haha, niezłe Cię ta woda opryskała. - powiedziała i otarła moją mokrą twarz.
- Nie śmiej się ze mnie, bo jak chcesz to Ty zaraz będziesz mokra. - odpowiedziałem i zacząłem ją łaskotać.
- Hej, Justin przestań... Muszę uważać na gitarę. - odpowiedziała śmiejąc się.
- Ach, tak. Wiem co grałaś, a właściwie co próbowałaś grać. 
- Słyszałeś to!? - zapytała ze zdziwieniem.
- Tak. - odpowiedziałem szczerząc się.
- Och, weź przestań. 
- No co? Be alright, tak? - zapytałem.
- Nooo. - odpowiedziała spuszczając głowę.

Bez zastanowienia wstałem, odłożyłem gitarę i wziąłem ją na ręcę.

- Justin... Co Ty robisz? - zapytała zawstydzona.
- Zanoszę Cię do domu. - odpowiedziałem.
- Ale chyba nie w tą stronę zmierzasz, poza tym jestem zbyt ciężka, abyś mnie dźwigał. - odpowiedziała.
- Zapomniałaś już? Dziś idziesz do mnie. I w ogóle o czym Ty mówisz, że jesteś ciężka. Jesteś bardzo lekka. - odpowiedziałem całując ją w policzek.


*oczami Juliet*

Jego mięśnie, jego klata, jego mokre włosy... I jeszcze ten całus w policzek... Było mi bardzo gorąco. Rozpływam się. Przy nim zapomniałam o wszystkim. Znienacka mnie zapytał :

- Dlaczego jesteś taka rozpalona?
- Ja? Wydaję Ci się. - odpowiedziałam.
- Tak? - odpowiedział, puścił mnie i otworzył drzwi, bym weszła do domu.
- Tak. - odpowiedziałam.

Weszliśmy do kuchni, aby później iść na górę do pokoju Justina, bo podobno chciał mnie o coś zapytać. Jednak zanim poszliśmy tam jego babcia rzuciła mi się na szyję i zaczęła mnie całować.

- Juliet, kochanie. Jak Ty wyrosłaś i wydoroślałaś. 
- W końcu nie każdego dnia kończy się 18 lat. - wtrącił się Justin.

Spojrzałam na niego, a on na mnie. 

- To ja mam dziś urodziny? - zapytałam ze zdziwieniem.
- 5 lipiec 1994. Dziś są Twoje urodziny. - odpowiedział i przytulił mnie. - Wszystkiego najlepszego!
- Kompletnie o tym zapomniałam. Dziękuję. - odpowiedziałam i pocałowałam go czule w policzek.

Jego babcia przyrządziła obiad, jak zawsze przepyszny. Zjedliśmy i  Justin złapał mnie za rękę i zaprowadził na górę. Jego niebiesko-biały pokój chyba nigdy się nie zmieni. Ciągle ten sam i powyklejany tapetą w logiem jego ulubionej drużyny hokejowej Toronto Maple Leafs. Usiadłam na łóżku, bo tak mi kazał, a on zamknął drzwi i usiadł obok mnie.

- Chciałbym złożyć Ci najserdeczniejsze życzenia z okazji urodzin. - powiedział.
- Dziękuję bardzo jeszcze raz. - odpowiedziałam. - Mogę Cię o coś prosić?
- Jasne.
- Mógłbyś założyć koszulkę?
- Aa, tak. Już zakładam. - odpowiedziała zmieszany i wyciągnął koszulkę z szafy.
- Cięłaś się dziś? - zapytał i złapał moją rękę.
- Nie... Powstrzymałam się, a szczególnie pohamowały mnie Twoje słowa... - odpowiedziałam.
- Pamiętaj o tym, że jutro jadę z Tobą do Sądu. Chcę Cię wspierać w trudnych sprawach. - powiedział.
- Tak, wiem...
- Posłuchaj... Masz chłopaka? - zapytał.
- Yyy... Co? Nie, nie mam... Dlaczego pytasz? - zapytałam trochę speszona.
- Chcę mieć pewność, że mogę na Ciebie liczyć, bo wiesz... Ja też nie mam dziewczyny, ale kocham taką jedną i nie wiem czy powinienem jej o tym powiedzeć. - odpowiedział dalej trzymając mnie za rękę.
- Przecież sam powiedziałeś, aby nie bać się okazywać sobie uczyć. Myślę, że powinieneś jej o tym powiedzieć... Zresztą ja powinnam zrobić to samo. - odpowiedziałam spuszczając głowę.
- Posłuchaj... - powiedzieliśmy równocześnie.
- Ty pierwsza...
- Nie, Ty pierwszy...
- Nie....
- Justin/Juliet... - znów powiedzieliśmy równocześnie.
- Powinnam już iść. - powiedziałam, pocałowałam go w policzek i wyszłam z domu.

Była godzina 17:42. Nawet nie wiedziałam kiedy ten czas szybko minął. Gdy już wróciłam do domu ubrałam się tak jak ostatnio i udałam się tam... Do "kurewskiego" miejsca jak to niektórzy mówią.


*oczami Justina*

Zapomniała o swoich urodzinach, jutro rozprawa w Sądzie, prawie wyznałem jej miłość a ona to olała. 
Stwierdziłem, że zadzwonię do Ryana, zapytam go czy Juliet ma chłopaka i przy okazji się upewnę.

- Cześć stary! Słuchaj, ja tylko na chwilę.
- O co chodzi? - zapytał.
- Pamiętasz Juliet? Moją przyjaciółkę. 
- A tak, jasne. W tej co się zakochałeś?
- Haha, słuchaj. Ona ma chłopaka? - zapytałem.
- Stary, nie. Chcesz mi powiedzieć, że Wy coś razem, tak? - dopytywał.
- Ryan, doskonale wiesz jak jest. Muszę jej powiedzieć.
- To na co jeszcze czekasz? Leć do niej. - odpowiedział.
- Dzięki! Do zobaczenia!
- Nara.

Nie ma chłopaka. Woooooooooooooooaaaah!
Z szafy wyciągnąłem czarną bluzę i full-cap. Założyłem na siebie i udałem się na samochodu, by udać się tam gdzie wczoraj. 
Juliet stała, ale nic nie robiła. Zobaczyła, że podjerzdżam autem. Spoglądała przez chwilę. Nie poznała mnie i ruszyła w stronę mojego wozu. Otworzyła drzwi i usiadła na fotelu nie zwracając na mnie uwagi. Zamknęła drzwi. Widać było po niej, że się bała. Zapaliłem silnik samochodu i ruszyliśmy w drogę.

- Ej, ja nigdzie nie jadę! Słyszysz!? 

Nie odpowiadałem. Zamknąłem wszystkie drzwi, więc nie mogła się wydostać.

- Gdzie jedziemy? - pytała.

Nic się nie odzywałem. Po 10 minutach byliśmy na miejscu. Zjechałem w boczną ulicę, gdzie jedzie się w stronę lasu. Stanąłem samochodem i zgasiłem silnik. Złapałem ją za rękę, ona zamknęła oczy.

- Dlaczego ciągle to robisz? - zapytałem.
- Justin!? Co Ty tu robisz!?
- Chyba co Ty tu robisz? Byłaś tam już trzeci raz w tym tygodniu. Powiedz mi dlaczego! 
- Śledzisz mnie? - zapytała ze wściekłością.
- Martwię się o Ciebie... 
- To nie znaczy, że musisz za mną łazić! - krzyknęła.
- Nie powiedziałaś mi tego, więc zająłem się tym i teraz wiem, że przez seks za kasę nic nie będzie, tylko jeszcze bardziej się nakręcisz! Musisz z tym skończyć, rozumiesz!?
- Ja nie uprawiałam seksu! Owszem mam kasę, ale nie wydaję ich. Zbieram... Chcę pojechać do Disneylandu. Ja, osiemnastoletnia dziewczyna. Nie chciałam uprawiać seksu z przymusu. - powiedziała.
- Juliet, doskonale Cię rozumiem, ale nie musisz tego robić... Wystarczy, że powiesz mi o wszystkim a ja Ci pomogę, w końcu jesteś dla mnie kimś ważnym. - odpowiedziałem.
- Nie chcę od Ciebie pieniędzy, chcę abyś był przy mnie gdy Cię potrzebuję. - odpowiedziała spoglądając mi w oczy.
- Pamiętasz naszą dzisiejszą rozmowę? Nie dokończyliśmy jej... - powiedziałem dotykając jej policzka.
- Tak, wiem... Justin muszę Ci coś powiedzieć... - oznajmiła.
- Tak?
- Pamiętasz, że jutro jest rozprawa w Sądzie, pójdziesz ze mną, prawda? 
- Oczywiście. Pojedziemy razem z Twoją mamą. - odpowiedziałem bawiąc się jej włosami.
- Prawdopodobnie po tym wszystkim wyprowadzę się z Kanady i już nigdy mnie nie zobaczysz. - powiedziała ze łzami w oczach.
- Nigdy nie mów nigdy, mała. Dalej będzie tak jak kiedyś... - odpowiedziałem zbliżając twarz do jej.
- Justin... Jesteś najlepszy. - odpowiedziała i musnęła mnie w policzek. - Możesz mnie zawieść do domu?
- Oczywiście. Musisz się na jutro przygotować i obiecać mi jedno.
- Co takiego?
- Nigdy więcej tego co robiłaś przez ostatnie trzy dni ani okaleczania się.
- Obiecuję. 


*oczami Juliet*

Ale wstyd... Nie sądziłam, że to mógł być Justin, jednak obiecałam mu, że nigdy tego więcej nie zrobię. Chcę mu powiedzieć jak bardzo go kocham, ale wydaję mi się, że nie jest to odpowiednia pora. On był dla mnie taki łaskawy. Wysłuchał mnie, zupełnie jak mój tato, gdy do mnie dzwonił. 
Po 10 minutach byliśmy już pod naszymi domami. Całą drogę milczeliśmy. Wysiadłam z auta, ale zanim weszłam do domu Justin mnie zatrzymał.

- O której mam się jutro wstawić? - zapytał.
- Najlepiej około godziny 9:30. - odpowiedziałam.
- Dobrze.
- Dobranoc Justin. - powiedziałam całując go w policzek.
- Juliet! - powiedział i chwycił mój policzek.
- Kocham Cię. - odpowiedział i pocałował mnie czule w kącik ust. - Słodkich snów! - dopowiedział i udał się do domu.

O Mój Boże. Czy ja się przesłyszałam? Powiedział "Kocham Cię." 
Jego usta były ciepłe, chociaż nie poczułam ich całych na swoich ustach były przeszyte uczuciem i miłością.
Otworzyłam drzwi od domu i weszła. 

- Juliet. Przygotuj się na jutro. Ja jestem już gotowa. - powiedziała mama.
- Dobrze.
- I pamiętaj kocham Cię. - powiedziała.
- Też Cię kocham. - odpowiedziałam i ją przytuliłam.

Dziwne, już drugi raz mówi mi dziś, że mnie kocha...
Nagle rozległ się dźwięk dzwoniącego telefonu.

- Halo? - zapytałam.
- Cześć córeczko! 
- Tato! Świetnie, że dzwonisz. Muszę Ci opowiedzieć co dziś się wydarzyło. - odpowiedziałam.

Udałam się na górę do swojego pokoju, usiadłam na parapet, otworzyłam okno i opowiadałam co dziś robiłam z Justinem.
Tato dzwonił do mnie codziennie. Jak nigdy z nim nie rozmawiałam, tak teraz codziennie. Nie wiedział o tym co robię. Stwierdziłam, że tak będzie najlepiej.

- Justin jest dla Ciebie bardzo ważny? - zapytał.
- Tak, bardzo. Jest w końcu moim przyjacielem i może nawet kimś więcej. 
- Aww.
- Zresztą jutro się zobaczycie. - odpowiedziałam i zobaczyłam Justina, który nie wiem jakim cudem znalazł się w swoim pokoju. - To do zobaczenia jutro. Pa.
- Pa, kocham Cię! - odpowiedział.


*oczami Justina*

"Tak, bardzo. Jest w końcu moim przyjacielem i może nawet kimś więcej." Nie ukryję tego, że słyszałem to. Nie wiem jakim cudem, ale usłyszałem. 

- Co tak długo rozmawiałaś? - zapytałem z okna.
- Nie wolno tak podsłuchiwać Justin. - oznajmiła.
- Nie robiłem tego, ale coś udało mi się usłyszeć, nie ukryję tego. - odpowiedziałem. - Idź już spać. Jutro się spotkamy. Dobranoc ko... Juliet. 

Mało co nie powiedziałem kochanie. Uff.

- Haha, dobranoc Justin! - odpowiedziała i mi pomachała.

Kurczę, ona ma coś w sobie, że przyciąga. Znam ją od małego, spędziliśmy tyle wspólnych chwil a ja czuję coś do niej. Zakochałem się. Ciekawe czy ona czuję do mnie to samo.

- Babciu! Mam jakiś garnitur czy coś? - zapytałem.
- Tak, na górze w garderobie jest. A potrzebny Ci jest?
- Jutro jadę razem z Juliet i jej mamą do Sądu... - odpowiedziałem.
- Ach, tak. Rozumiem. W takim razie jutro rano garnitur będzie czekał na Ciebie. - odpowiedziała.
- Dziękuję. Kochana jesteś. 
- Justin, Justin! - wołał mnie dziadek.
- Co się stało?
- Opowiadaj co tam u Juliet. - powiedział.
- Aa, jutro jadę z nią i jej mamą do Sądu na rozprawę rozwodową jej rodziców... Z tego co wiem relacje między nią a jej ojcem są znacznie lepsze, pani Smith jest kompletnie załamana. Chcę jej pomóc, bo naprawdę mi na niej zależy. Jest dla mnie kimś więcej niż przyjaciółką... - odpowiedziałem.
- To znaczy?
- No wiesz, no zakochałem się i chcę to jej powiedzieć, wprawdzie to oznajmiłem jej to dziś, ale ona chyba trzyma mnie na dystans... - odpowiedziałem.
- Justin, przyjdzie na to czas. Zobaczysz. - odpowiedział klepiąc mnie po ramieniu.
- Mam taką nadzieję. Dzięki. - odpowiedziałem i przytuliłem go z całej siły.

Ciągle rozmyślałem o Juliet i o tym co się wydarzy...
Usiadłem na parapecie z gitarą w ręku i zacząłem grać i śpiewać "Be Alright".


*oczami Juliet*

Mam nadzieję, że niebawem nadejdzie ten czas i powiem Justinowi co do niego czuję, jednak teraz wiem, że nie powinnam tego robić. Pewnie wydaje mu się, że trzymam go na dystans, ale sama nie wiem jak do tego podejść. Co będzie później jak wyjedzie? Zostawi mnie i nie będzie tak jak dawniej. Zapomni o mnie, a ja dalej powrócę do tego co było...
Z szafy wyciągnęłam białą bluzkę i czarną spódnicę, do tego czarny żakiet i buty na niskim obcasie. Wyprasowałam i powiesiłam na wieszaku. Czekają na to, bym jutro je ubrać. 
Położyłam się w łóżku i zgasiłam światło. Już zasypiałam, gdy usłyszałam z nad przeciwka znajomy mi głos i melodię. Był to Justin śpiewający "Be Alright".

"Across the ocean, across the sea starting to forget the way you look at me now... [...]"

Chwyciłam za telefon i napisałam sms'a :
"Jeżeli to ma być dla mnie to dziękuję. Dobranoc królewiczu :*"

Po chwili otrzymałam odpowiedź :

"Ty masz w sobie coś takiego... co mnie strasznie pociąga w Tobie... Shh, nic nie odpisuj. Do zobaczenia jutro moja ukochana księżniczko :*"

On naprawdę czuje coś do mnie...


*

Rozdział 3 uważam za napisany. Miałam go dodać w tamtym tygodniu, jednak nie dałam rady. Co sądzicie?
CZYTASZ = KOMENTUJESZ
Liczę na co najmniej 10 komentarzy.

sobota, 8 września 2012

ROZDZIAŁ 2 - "Zrób to dla mnie. Nie chcę Cię stracić, mała."


*oczami Juliet*

Godzina 9:13 a już ktoś dobija się do drzwi. Mama oczywiście nie miała zamiaru się ruszyć i ja musiałam wstać, aby pójść otworzyć. Zaspana wygramoliłam się z łóżka, ubrałam szlafrok i udałam się na dół. Dzwonek dzwonił nie ubłagalnie.

- Już idę! - krzyknęłam.

Otworzyłam drzwi i ujrzałam wysokiego gościa ubranego  na żółto. Okazał się być listonoszem.

- Dzień dobry! Poczta. - powiedział i wyciągnął z torby kopertę zaadresowaną do mamy.
- Dzień dobry... O coś do mamy. - odpowiedziałam.
- Tak, z Sądu. Proszę tu podpisać. - powiedział wskazując na kartę.

Z sądu? Czyli jednak się rozwodzą... Zrobiłam to co miałam zrobić i pożegnałam się.

Pobiegłam do mamy, która siedziała zapatrzona w ścianę.

- Mamo, mamo! Do Ciebie. - powiedziałam i podałam jej kopertę.
- Co to? Z Sądu? - odpowiedziałam i szybko ją otworzyła. - Tak... Och, to takie żałosne.
- Co? - zapytałam.
- Pojutrze mam się wstawić w Sądzie razem z Tobą na sprawie rozwodowej. - odpowiedziała.

Nie odpowiedziałam. Tylko udałam się do kuchni, aby zjeść śniadanie.


*oczami Justina*

Gdy tylko się obudziłem postanowiłem, że pójdę dziś odwiedzić Juliet... Bardzo się bałem, bo wprawdzie nie wiedziałem jak zareaguję, ale skoro chcę jej pomóc kiedyś musi to nastąpić.
Ogarnąłem się i udałem się na śniadanie, które przyrządziła babcia. Jajecznica z boczkiem, mmm... Pychotka. Szybko zjadłem i udałem się jeszcze na chwilę do swojego pokoju, aby zabrać iPhona.
Dochodziła godzina 10.

- Dokąd idziesz? - zapytała babcia, która zauważyła jak wychodzę.
- Idę do Juliet. - odpowiedziałem zmieszany.
- Aaa, pozdrów ją od nas. - odpowiedziała.


*oczami Juliet*

Zjadłam szybko śniadanie i poszłam się ogarnąć. Ubrałam się tak jak zawszę, luźna bluzka i spodnie. Włosy zostawiłam rozpuszczone. Nagle usłyszałam dzwonek do drzwi. Znowu ktoś...
Szybko zbiegłam na dół i nie zwracając uwagi otworzyłam gwałtownie drzwi. Po chwili się zorientowałam, że nikt nic nie mówi, więc spojrzałam kto to może być. Zobaczyłam Justina ubranego w biały t - shirt i czarne spodnie, do tego czarne supry. Nie mogłam w to  uwierzyć, że przyszedł. Wpuściłam go do domu milcząc. Myślałam, że się nie pojawi w moim domu.
Do domu wchodzi się po dwóch schodkach. Na parterze znajduję się przedpokój, kuchnia, a obok niej schodzi się stopień w dół i jest jadalnia, przechodzi się przez korytarz i na przeciw znajdują się dwa pokoje i łazienka w przedpokoju natomiast schody prowadzące na piętro. W jednym z pokoju na parterze znajduję się salon, w roku znajduję się kominek, a także stawiamy co roku tam choinkę i przyjmujemy gości. Na ścianach w całym domu wiszą różne obrazy i zdjęcia domowników z różnych wycieczek. Po schodach na górę wejdziemy na korytarz gdzie są trzy pokoje i jedna łazienka. Mój pokój jest na poddaszu, urządzony jest przeze mnie, sama wybierałam meble i farby. Jest on pomalowany na wrzos z fioletem, na ścianach wiszą zdjęcia moje i rodziców. 
Bez słów rzuciłam się mu na szyję. Poczułam jego perfumę... Trwaliśmy tak przez chwilę.

- Przepraszam, że się z Tobą nie przywitałam. - powiedziałam odrywając się od niego.
- Nic nie szkodzi. - odpowiedział uśmiechając się.

Jego uśmiech... Jego uśmiech...

- Kto przyszedł? - zapytała mama, która wyszła z łazienki. 
- Dzień dobry. - powiedział Justin witając się.
- Justin! Jak Ty wyrosłeś. Dawno Cię nie widziałam.
- Mamo, pozwolisz? - zapytałam i spojrzałam na Justina.

Nie odpowiedziała tylko udała się do salonu.

- Musimy porozmawiać. - powiedział Justin.
- Dobrze. Chodźmy do mnie.


*oczami Justina*

 Ciągle ta sama. Długie blond włosy, niebieskie oczy i zapach jej ulubionej perfumy. Ubrana w zwykłą bluzkę, spodnie i okryta czarną bluza... Doskonale ją rozumiem. W domu nic się nie zmieniło. Udaliśmy się po schodach na górę. Jej pokój był na poddaszu, tak jak mój. Pomalowany na wrzos z fioletem, na ścianach wiszą zdjęcia. Obok łóżka znajdowała się stolik nocny a na nim nasze zdjęcie z dzieciństwa. Usiadłem na łóżku, Juliet podeszła do okna i spoglądała zapatrzonym wzrokiem.

 - Stało się coś? - zapytałem próbując przy okazji zaczynając rozmowę.
- Zastanawiam się o czym chcesz porozmawiać. - odpowiedziała.

Wstałem z łóżka i podszedłem do niej i chwyciłem ją za rękę.
Zobaczyłem blizny.

- Dlaczego to robisz? - zapytałem.
- Bo chcę. - odpowiedziała.
- Dlaczego? Przecież nic Ci to nie da.
- Ty niczego nie wiesz! - krzyknęła mi prosto w twarz i stanęła ze łzami w oczach.
- Twoi rodzice się rozwodzą, tato się wyprowadził, mama jest cały czas w domu. Babcia mi o tym powiedziała. - odpowiedziałem.
- Justin... Ty nie wiesz wszystkiego... - odpowiedziała. - Usiądź.
- Posłuchaj, wiem, że źle zrobiłem nie odzywając się do Ciebie przez tyle czasu...
- Zapomniałeś o mnie, jednak ja o Tobie nie. - przerwała mi. - Gdy okazało się, że moi rodzice się rozwodzą, nie miałam się do kogo odezwać. O szkole nawet nie wspomnę. Nie chcą się ze mną zadawać, a dlaczego? Bo jestem taka jak Ty kiedyś. Zamknęłam się w sobie. Nie miałam się do kogo odezwać, dlatego zaczęłam się ciąć. Jesteś jedyną osobą, z którą rozmawiam od dłuższego czasu. Dziękuję, że przyszedłeś, ale naprawdę nie musiałeś. Nie pomożesz mi. - powiedziała spuszczając głowę na dół.
- Hej... - odpowiedziałem unosząc jej włosy. - Jestem tu po to, aby Ci pomóc. 
- Jesteś tu na chwilę. Przyjechałeś w odwiedziny. Za kilka dni wyjeżdżasz i wszystko będzie jak kiedyś. - odpowiedziała. - Zresztą pojutrze idę do Sądu na rozprawę.
- Obiecaj mi jedno. Oprócz tego, że ja pojadę razem z Tobą, przestań się okaleczać. Zrób to dla mnie. Nie chcę Cię stracić, mała. - odpowiedziałem i dotknąłem jej mokrego policzka.


*oczami Juliet*
  
"Zrób to dla mnie. Nie chcę Cię stracić, mała." Jego słowa jeszcze bardziej zapadły mi w pamięć, gdy dotknął mojego policzka. Przybliżył się do mnie. Moje serce biło coraz szybciej. Byliśmy tak blisko siebie... Nasze oddechy...
- Mogę zadać ci pytanie? - zapytał.
- Jasne. - odpowiedziałam nie oddalając się od niego.
 - Kochasz kogoś?
- Tak. - odpowiedziałam. - A Ty?
- Ja również. - odpowiedział całując mnie w czoło. - Powinienem już iść.

Odprowadziłam go do drzwi i bez słowa się pożegnaliśmy. Nie sądziłam, że zapyta mnie o to. Kocham jego, a on może nawet o tym nie wie. Zresztą on też kogoś kocha...
Spojrzałam na zegarek, była godzina 19. Czas na mój plan. Wyszłam z domu i udałam się tam gdzie ostatnio.


*oczami Justina*

Kocham ją, a ona może o tym nie wie. Zresztą ona też kogoś kocha. Bez zastanowienia usiadłem do auta, aby ją śledzić, bo tak jak przypuszczałem wyszła z domu tak samo jak wczoraj. Udała się na pobliską stację benzynową i usiadła do jakiegoś obcego samochodu. Zaparkowałem tak, żeby nie widziała mojego wozu.


*oczami Juliet*

Usiadłam do auta i od razu zabrałam się za mój plan.

- Najpierw kasa! - powiedziałam.
- Zrobisz to co należy, dostaniesz pieniądze mała. - odpowiedział.
- Jak nie dostanę tego co chcę, Ty nie dostaniesz tego co chcesz. - odpowiedziałam, a on dał mi 150$.
Gdy tylko wzięłam do ręki kasę, uciekłam.
- Wracaj! Słyszysz! Głupia szmato! Tak nigdy nie zarobisz dziwko. - krzyknął.
- A jednak. 
 
Pobiegłam do domu.
 
 
*oczami Justina*
 
Dlaczego? Dlaczego ona to robi? Dlaczego? Przecież tak nie może być. Ona nie może tego robić. Nie wiedziałem co o tym wszystkim myśleć. Pojechałem szybko do domu. Jutro muszę koniecznie z nią porozmawiać.  


*

Rozdział nie jest może zadowalający, ale tak wyszło. Ostatnio zapomniałam Wam napisać, że to opowiadanie jest trochę na podstawie teledysku do ALAYLM, chociaż pomysł był już wcześniej. Jak Wam się podobało?