poniedziałek, 27 sierpnia 2012

ROZDZIAŁ 1 - "Pobawmy się w policjanta i złodzieja."


*oczami Juliet*

 Cześć! Jestem Juliet Smith, mam 17 lat i mieszkam w Kanadzie, w Stratford, prowincji Ontario. Chodzę tu do pobliskiej szkoły. Chcę Wam przedstawić moją historię.
 Jak już wspominałam wcześniej nie miałam przyjaciół a jedyną osobą, z którą rozmawiałam to Justin. Znam go od dzieciństwa. Mieszkaliśmy na przeciwko siebie dopóki razem z ojcem nie zamieszkałam gdzie indziej. Kiedyś, gdy byliśmy mali świetnie się dogadywaliśmy. Każda tajemnica, każdy wiedział co lubimy czego nie... Gdy zamknęłam się w sobie a Justin wyjechał już tak nie było...
Minęło tak 14 lat. Doskwierała mi samotność. Justin zaczął robić karierę. Czasami gdy odwiedzał swoich dziadków spotykałam go, patrzył na mnie z utęsknieniem. Lubiłam go jako normalnego nastolatki, nie gwiazdę. Czułam do niego więcej niż tylko przyjaźń.
Po 2 latach moi rodzice zaczęli się rozwodzić. Tato znalazł pracę - woził po kraju materiały budowlane. Zbijał fortunę kasy. Mama dłużej nie wytrzymała i gdy zobaczyła małżonka w objęciach innej od razu stwierdziła, że kurwił się z dziwkami po drodze.

- Wypierdalaj! Słyszysz!? Już Cię tu nie ma. Jutro wnoszę o rozwód. Nie mam zamiaru dalej tak żyć. - krzyknęła mama, przy okazji otwierając drzwi.
- Tego chcesz? Będziesz tutaj gnić na pastwę losu, kurwo! - odpowiedział tato.

Przysłuchiwałam się a z nad przeciwka widziałam jak rodzina Justina się przygląda. Dobrze, że jego nie było. Z tego co wiem miał przyjechać w tym tygodniu.

- Będę! Nie potrzebuję Twoich pieniędzy, a teraz do widzenia, a raczej do zobaczenia w sądzie! - krzyknęła.
- Juliet zamieszka ze mną. Żegnaj. - odpowiedział i odjechał swoim autem.


 Minęło kilka dni. Z nikim nie rozmawiałam, zamknęłam się w sobie. Zaczęłam się ciąć. Każdego dnia po tyle kresek ile liczył dany dzień. Mama była kompletnie załamana. Nie było mnie stać na nic. Chodziłam do szkoły w starych i podartych ciuchach... Nie wiedziałam co robić. Postanowiłam, że sprytnym planem zdobędę pieniądze, ale przeznaczę je na spełnianie swoich marzeń. Zawsze chciałam wyjechać do Disneylandu. Od dziecka o tym marzyłam, tak samo jak Justin... Niestety on już tam był. Jednak ja nie miałam zamiaru się poddawać. Zamknęłam się w pokoju i obmyślałam mój plan.


*oczami Justina*

Dużo myślałem nad tym co nowego u Juliet. Dawno z nią nie rozmawiałem. Ona była moją przyjaciółką, ale czułem do niej coś więcej. Przyjaźniliśmy się od najmłodszych lat. Tak jak ja musiała utrzymać się przy życiu.

- To co dziś robimy? - zapytałem ją jak zawsze.
- Hmm... Pobawmy się w policjanta i złodzieja. - odpowiedziała z uśmiechem.
- To ja jestem policjantem! - zgłosiłem się pierwszy.
- Dlaczego zawsze Ty? - zapytała ze smutkiem.
- Oj, nie przesadzaj. Chodź. - odpowiedziałem łapiąc ją za rękę.


 Ciągłe próby, wywiady, sesje, koncerty... Postanowiłem, że przyjadę do Stratford i może dowiem się coś od dziadków, w końcu mieszkają na przeciwko. Nie wiedziałem co robi, co się z nią dzieje czy w ogóle jeszcze żyję... Bardzo za nią tęskniłem. Od razu po przylocie do mojego domu z dzieciństwa postanowiłem, że pójdę i porozmawiam z Juliet, ale najpierw popytam rodzinę.
Zajechałem moich czarnym Range Roverem pod domu i pierwsza rzecz, którą zrobiłem to spojrzałem na dom Juliet, a dokładnie w okno, gdzie miała ona pokój. Nic się nie zmienił.

- Justin! - usłyszałem głos i się odwróciłem.
- Babcia i dziadek. - odpowiedziałem i wtuliłem się w ich ramiona. - Nareszcie. Tak bardzo tęskniłem.
- Musisz tam wszystko opowiedzieć. - powiedział dziadek.
- Ja też muszę z Wami porozmawiać. - powiedziałem bardzo poważnie.

Oni tylko spoglądnęli na siebie i zaprosili mnie do środka na pyszny obiad.


*oczami Juliet*

 Więc tak... Wieczorem będzie najlepiej. Powiem mamie, że wychodzę się przejść tylko, że może zauważyć moje ubrania jakie mam... Kurwa! Zrobię inaczej, ciuchy wsadzę do torby i przebiorę się... tam. Zresztą czy ona w ogóle będzie wiedziała, że się gdzieś wybieram skoro nic do niej nie dociera? Nie, wyjdę tak jak mam wyjść. Pierdolę. Nagle moje rozmyślania przerwał głos.

- Justin! - usłyszałam i spojrzałam w okno.

 Tak, przyjechał mój ukochany... przyjaciel. Jestem ciekawa czy porozmawiamy, bardzo bym chciała. Bardzo... muszę z kimś porozmawiać a najlepiej z nim. Interesuje mnie jedno... Czy dalej o mnie pamięta, czy pamięta to co kiedyś robiliśmy, nasze zabawy w dzieciństwie...

- To co dziś robimy? - zapytał mnie jak zawsze.
- Hmm... Pobawmy się w policjanta i złodzieja. - odpowiedziałam z uśmiechem.
- To ja jestem policjantem! - zgłosił się pierwszy.
- Dlaczego zawsze Ty? - zapytałam ze smutkiem.
- Oj, nie przesadzaj. Chodź. - odpowiedział łapiąc mnie za rękę.

 Dochodziła godzina 19, już się ściemniało, więc postanowiłam, że pójdę tam... Ubrałam białą luźną bluzkę, którą zapchałam do czarnej krótkiej spódniczki, buty na obcasie. Nałożyłam ostry makijaż a usta pomalowałam czerwoną szminką i wyszłam z domu tak, aby mama nie widziała. Zresztą ona od paru dni nic nie wie i ja muszę wszystko robić. Wyszłam na zewnątrz. Szybko pobiegłam w stronę stacji benzynowej aby nikt mnie nie zobaczył. Jak zawsze stało dużo tirów i hasało wiele kierowców. Przyglądałam się i próbowałam zwracać na siebie uwagę, poprawiając makijaż. Niespodziewanie gość podszedł do mnie. Bałam się, ale wiedziałam co robić.

- Cześć mała. Chcesz się zabawić? - zapytał.
- Zabawić? - zapytałam.
- Chodź ze mną, pokaże Ci coś. - odpowiedział i złapał mnie za rękę i poprowadził do samochodu.
- Gdzie mnie Pan prowadzi? - zapytałam.
- Podążaj ze mną a skorzystasz. - odpowiedział.

Otworzył drzwi do swojego auta z przyciemnionymi szybami i usiadł w rozkroku, ja natomiast usiadłam obok niego przymykając drzwi.

- No na co czekasz? - zapytał odsuwając rozporek.
- Seks nie wchodzi w rachubę. - odpowiedziałam.
- W takim razie... Hmm. - przerwał. - Przybliż się.
- Nie.
- Jesteś bardzo piękna. - powiedział i próbował ściągnąć ramiączko od mojego stanika. - Nie bój się, chcesz kasę?
- Przydało by się. - odpowiedziałam trzymając się od niego na dystans.

On klęknął na kolana i jeszcze bardziej rozpiął spodnie.

- Skoro seks nie, to zrobisz coś innego. - powiedział.
- Niby co? - zapytałam.
- Obciągniesz.

Szczerze, nie chciałam tego robić. Odwróciłam głowę w drugą stronę. On złapał moją rękę i położył ją na swojego członka. Miałam go obciągać, rozumiecie, ręką. To było obrzydliwe, jednak cieszyłam się, że przynajmniej to.

- No dajesz, dajesz. Szybciej... szybciej. Słyszysz? - powiedział.

Łzy napłynęły mi do oczu, zrobiłam to co kazał, trwało to wieczność.
Było mu dobrze. Po około 15 minutach skończyłam i otworzyłam szybko drzwi.

- Kasa. - powiedziałam i wyciągnęłam rękę.
- Następnym razem siada się do auta i się czeka a nie. - odpowiedział.
- Kasa!
- Trzymaj, jednak mogło być lepiej młoda. - odpowiedział i dał mi 350$. - A teraz stąd wypierdalaj.

Uciekłam jak najszybciej się dało i po 10 minutach byłam już w domu.


*oczami Justina*

Była godzina 20:23. Udałem się do swojego pokoju i spoglądałem w okno do pokoju Juliet, które było na przeciwko mojego. Zauważyłem, że przybiegła szybko do domu, bardzo ekstrawagancko ubrana. Pierwsza myśl, która mi przyszła do głowy to impreza, ale z czasem zorientowałem się, że to może być zupełnie co innego. Zobaczę czy jutro też, jeżeli tak to wkroczę do akcji. Usiadłem na parapecie przy oknie.


*oczami Juliet*

Jego zapach... Tylko to czułam gdy wróciłam do domu. Szybko poszłam wziąć prysznic i udałam się w szlafroku do swojego pokoju, aby znów podciąć żyły. Wzięłam żyletkę i wsadziłam do kieszeni. Usiadłam na parapecie przy oknie. Poroniłam łzy... Dziś był 3, więc przydało by się dodatkowe trzy kreski. Powoli wyciągałam żyletkę, by to zrobić, odsłoniłam swoją pociętą rękę i nieoczekiwanie kątem oka zauważyłam osobę, która ciągle mi się przygląda. Był to Justin. Pomachał mi, zrobiłam to samo i jeszcze bardziej szlafrok odsłonił moją rękę. Prędko zasłoniłam jednak z ruchu jego warg widziałam jak pytał co się stało. Udawałam, że nie wiem o co mu chodzi. Po chwili już go nie było. Pewnie się obraził. Było mi trochę głupio, ale zrobiło mi się ciepło na sercu, że go zobaczyłam...


*oczami Justina*

Znienacka zapaliło się światło w pokoju Juliet. Zauważyłem, że coś chowała do kieszeni szlafroku. Usiadła na parapecie przy oknie. Widziałem, że poroniła łzy i lekko odsłoniła swoją rękę. Nagle się odwróciła w moją stronę. Pomachałem jej a ona to odwzajemniła a jej okrycie odsłoniło bardziej rękę. Biłem się z myślami czy ona się przypadkiem nie tnie. Była dla mnie bardzo ważna.

- Co się stało? - próbowałem zapytać.

Ona widocznie nie wiedziała o co pytam. Odwróciła wzrok, a ja udałem się na dół do dziadków, aby z nimi porozmawiać. Szlag... Dlaczego nie mogę jej rozgryźć?

- Możemy porozmawiać? - zapytałem dziadków.
- Jasne, Justin. Usiądź to porozmawiamy. - odpowiedział dziadek.

Usiadłem przy stole w kuchni. Babcia akurat szykowała kolację.

- Chodzi o Juliet i jej rodzinę. - zacząłem. - Wiecie co u nich?
- Nie najlepiej. - powiedział.
- To znaczy? Mają jakieś problemy? Mogę im jakoś pomóc? - zapytałem.
- Jej rodzice się rozwodzą, ojciec się wyprowadził, matka jest cały czas w domu. Zresztą najlepiej było by gdybyś z nią porozmawiał. - odpowiedziała babcia.
- Ach, tak. - odpowiedziałem zaszokowany.
- Jest dla Ciebie bardzo ważna, prawda? - zapytał dziadek.
- Widać to po Twoich oczach. - dopowiedziała babcia.
- To moja przyjaciółka. Powinienem wiedzieć co się u niej dzieje... - odpowiedziałem zmieszany. - Pójdę do siebie. Jestem zmęczony. Dobranoc.
- Nie zjesz kolacji? - zapytała babcia.
- Nie jestem głodny. - odpowiedziałem i udałem się do pokoju.

Położyłem się na łóżku i rozmyślałem... Skoro Juliet rzeczywiście to robi muszę to sprawdzić i to jak najszybciej. Martwiłem się o nią. Jej rodzice się rozwodzą, ojciec się wyprowadził, matka jest cały czas w domu. Babcia ma rację. Muszę z nią porozmawiać. Była godzina 21:48. Oczy mi się zamykały, więc zgasiłem światło i poszedłem spać.


*oczami Juliet*

Pewnie poszedł spać, musiał być zmęczony. W końcu należy mu się odpoczynek. Jutro znów tam idę... Tym razem musi pójść wszystko zgodnie z planem, po jutrze to samo. Usiadłam na parapet i zrobiłam 3 kreski. Byłam przyzwyczajona do bólu, wcale go nie czułam. Odłożyłam żyletkę i położyłam się do łóżka. Za dużo się wydarzyło. Na stoliku nocnym stało zdjęcie moje i Justina oprawione w ramkę. Zawsze na nie spoglądałam przed snem. Przypominało mi wszystko co było z nim związane... Nawet nie wiem kiedy zasnęłam.

*
i jak wrażenia? (:
lonelyladyrauhl.blogspot.com zapraszam na epilog.

niedziela, 12 sierpnia 2012

PROLOG & BOHATEROWIE


Cześć! Jestem Juliet Smith, mam 17 lat i mieszkam w Kanadzie, w Stratford, prowincji Ontario. Chodzę tu do pobliskiej szkoły.

Taaaaaak. Od czego by tu zacząć? Żyję. Jednym słowem wszystko było do dupy. Przyznajmy szczerze - gdyby nie on nie wiem czy dalej bym żyła na tym świecie. Problemy robiły z moją głową co tylko chciały dlatego ulegałam ich przyczyną. Jednak pomimo tego co się wydarzyło zaczęłam robić wszystko by utrzymać się przy życiu. Powiedzmy, że sprzedawałam swoje ciało, ale tak na prawdę tego nie robiłam.

- Najpierw kasa! - powiedziałam.
- Zrobisz to co należy, dostaniesz pieniądze mała. - odpowiedział.
- Jak nie dostanę tego co chcę, Ty nie dostaniesz tego co chcesz. - odpowiedziałam, a on dał mi 150$.

Gdy tylko wzięłam do ręki kasę, uciekłam.

- Wracaj! Słyszysz! Głupia szmato! Tak nigdy nie zarobisz dziwko. - krzyknął.
- A jednak. - pomyślałam.

Nie miałam przyjaciół. Byłam zamknięta w sobie no, bo po co rozmawiać z ludźmi, którzy mnie ewentualnie ja ich przerażam? Poza tym dlaczego mieliby zadawać się z kimś kogo nie stać na pierdoloną nową bluzkę lub spodnie?
Zdarzało się, że rozmawiałam z Justinem, ale bardzo rzadko. On jedynie się do tego nadawał.
Rodzice? Dzieciństwo? Gdy nie zamknęłam się było nawet "spoko".






Juliet Smith - czytaj ja. Blondynka o niebieskich oczach, wysoka. Zamknięta w sobie lecz zupełnie inna niż się Wam wydaje.



Justin Bieber - on. Całkiem przystojny. Mój przyjaciel. Nasz gwiazda.

Sarah i Taylor Smith - rodzice. O nich na prawdę nie mam zdania.

Wracając jeszcze do niego. On zmienił moje spostrzeżenie na świat, przy nim zrozumiałam, że nie muszę bać się życia ani ludzi, że należy cieszyć się każdym dniem, a problemom mogę stawić wyzwanie, ale zacznijmy od początku...

lonelyladyrauhl.blogspot.com zapraszam.